Informacje i spotkania za mercedesa z firankami
Czy w Polsce opłaca się być lobbystą ? Jak pokazuje historia najsłynniejszego z nich, Marka Dochnala, chyba nie bardzo
Problemy Marka Dochnala zaczęły się jesienią 2004 r., gdy został zatrzymany pod zarzutem skorumpowania łódziego posła SLD Andrzeja Pęczaka. W zamian za komórkę, suknię ślubną i mercedesa z firankami Pęczak miał dostarczać mu informacji o prywatyzacjach w sektorze energetycznym, organizować spotkania z ministrem skarbu i w ogóle załatwiać kontakty. Pęczak był zaś posłem obrotnym: miał już w tym czasie na karku także zarzut defraudacji grubych milionów z wojewódzkiego funduszu ochrony środowiska w Łodzi. Słowem, sprawa, jakich u nas wiele i pies z kulawą nogą nie zwróciłby na nią uwagi, gdyby nie to, że był to gorący okres działalności sejmowej komisji śledczej ds. Orlenu.
Nazwisko Dochnala pojawiło się też w tajnej notatce ABW dotyczącej spotkania najbogatszego Polaka Jana Kulczyka z rosyjskim szpiegiem Władimirem Ałganowem w Wiedniu, podczas którego była mowa o prywatyzacjach w sektorze paliwowo-energetycznym. Według notatki Dochnal negocjował z Kulczykiem odkupienie od niego akcji Orlenu.
Dochnala wezwano więc przed komisję, a gazety prześcigały się w publikowaniu sylwetek urodzonego na prowincji karierowicza, który popisywał się rezydencją w Monte Carlo i własną drużyną polo. Wynikało z nich, że nie wiadomo właściwie, od czego zaczynał (żona twierdziła, że od handlu drugoobiegowymi książkami), ale potem poznał kogo trzeba ze służb i interes sam zaczął się kręcić. Przypomniano, że firma Dochnala uczestniczyła w prywatyzacji Cementowni Ożarów, Elektrowni Połaniec, STOEN-u, współtworzyła Polkomtel. Rywalizowała z coraz większymi konkurentami o ogromne stawki, więc jak podejrzewano, sprawa "fury" dla Pęczaka była tylko pretekstem do aresztowania, a tak naprawdę szło o coś znacznie poważniejszego.
Podejrzenia te potwierdzał sam Dochnal. Zeznał przed orlenowską komisją, że trafił za kratki na polecenie Kancelarii Prezydenta, która chciała przeszkodzić mu w podpisaniu kontraktu na dostawy ropy z Kazachstanu. Powiedział także, że wszyscy główni bohaterowie afery Orlenu: premier Leszek Miller, prezydent Aleksander Kwaśniewski, minister skarbu Wiesław Kaczmarek i Jan Kulczyk, chcieli sprzedać sektor paliwowy Rosjanom. Nie szczędził też posłom pikantnych szczegółów: przez pośrednika miał przelać na konto Kaczmarka pieniądze za ustawienie przetargu na Rafinerię Gdańską na rzecz Łukoilu. I nie była to jego pierwsza łapówka dla Kaczmarka, bo jeszcze w 1995 r., gdy Kaczmarek był ministrem przekształceń własnościowych, dostał od niego 250 tys. dol. (miał żądać okrągłego miliona) za prywatyzację Cementowni Ożarów.
Był to miód na uszy prawicowych posłów komisji. Jej członkowie skierowali nawet do prokuratury pismo, by zwolniła lobbystę z aresztu. Ten ruch okazał się niezbyt trafiony, bo zirytowana prokuratura określiła to jako niedopuszczalną ingerencję polityczną, a Dochnal nie tylko nie wyszedł z więzienia, lecz także dostał kolejne zarzuty: prania brudnych pieniędzy i obiecywania 20 mln dol. ważnym osobom w państwie. Środki na łapówkę miały pochodzić od Łukoilu. Komisja poniekąd się z tym zgodziła. Posłowie napisali w końcowym raporcie, że Dochnal był lobbystą grupy Kaczmarka, która walczyła z grupą Kwaśniewskiego, Millera i Kulczyka o prowizje od umów paliwowych.
Z raportu wynikło niewiele, bo oskarżeni uznali słowa Dochnala za bełkot hochsztaplera i nie zamierzali się do nich odnosić. Nie był to jednak wcale koniec rewelacji związanych z Dochnalem, bo wkrótce potem media ujawniły, że współpracował z Peterem Voglem, tajemniczym kasjerem lewicy. Dochnal zeznał, że Vogel powiedział mu o kontach lewicowców z pierwszej linii: ministrów z rządu i Kancelarii Prezydenta. Obciążał coraz więcej osób, m.in. oboje państwa Kwaśniewskich. Liczył, że zawrze układ z PiS, które doszło właśnie do władzy, ale ciągle nie mógł załatwić sobie wyjścia z aresztu. Prokuratura twierdziła bowiem, że Dochnal jest kluczowym elementem wielu prowadzonych śledztw i nie można spuścić z niego oka.
Dochnal jednak nie do końca bajdurzył. Badania przepływów finansowych, o których mówił, sprawiły, że wysłano list gończy za byłym podwładnym Wiesława Kaczmarka, któremu postawiono zarzut przyjęcia miliona dolarów łapówki przy prywatyzacji Ożarowa. Urzędnik, który wyjechał do Kanady, był zdaniem Dochnala tylko emisariuszem Kaczmarka, ale takich zarzutów prokuratura już nie formułowała. A Dochnal siedział i siedział. Wypuszczono go wreszcie na chwilę w styczniu 2008 r., ale już w sierpniu znów został zatrzymany. Mnożono mu zarzuty i przygotowywano kilka procesów.
Choć od wybuchu afery mija prawie 10 lat, do tej pory zakończył się tylko jeden proces: związany z łapówką dla Pęczaka. Dochnal twierdził, że to Pęczak zgłosił się do niego, żądając samochodu, telefonu i diet w zamian za dostęp do kontaktów, a on zgodził się, bo tak wygląda w Polsce robienie interesów. Sam Pęczak odmawiał wyjaśnień, utrzymywał, że nic nie załatwiał, on jest niewinny, a sąd kapturowy. Został zresztą wkrótce wyłączony z procesu z powodu chorób. Dochnala zaś sąd skazał na 3,5 roku więzienia i grzywnę 50 tys. zł za wręczenie posłowi SLD korzyści na sumę 550 tys. zł. Lobbysta stał się zatem wreszcie wolnym człowiekiem, bo przesiedział więcej w aresztach śledczych, czy też jak twierdzono wydobywczych. Złożył zresztą w związku z tym skargę do Strasburga, a trybunał przyznał mu rację i zadośćuczynienie od państwa w wysokości 12 tys. euro. Ale to wcale nie koniec, bo na lobbystę czeka jeszcze kilka innych zarzutów, m.in. o malwersacje i unikanie podatków. Na razie jest on jednak na wolności.
@RY1@i02/2013/203/i02.2013.203.000002300.802.jpg@RY2@
Nic tak nie psuje państwa jak brak pamięci o skandalach
Małgorzata Werner
we współpracy z Centrum Cyfrowym przygotowuje bazę reakcji władz na afery w III RP, pisze również doktorat na ten temat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu