Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Lewicowe podchody pod paliwowego giganta

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 11 minut

Rosyjscy szpiedzy, prezydent, premier, sejmowi śledczy, tajemnicze spotkania w Wiedniu, a wszystko podlane ropą i wielkimi pieniędzmi

W aferze Orlenu było wszystko, czego potrzeba na dobry thriller polityczny, i aż dziw bierze, że go jeszcze nie nakręcono. Zaskakujące jest także to, że ten murowany hit wśród prawicowej publiczności wypada powoli z pierwszej ligi polskich afer i coraz mniej się o nim pamięta.

Orlengate zaczęła się wiosną 2004 r., gdy były szef resortu skarbu Wiesław Kaczmarek odsłonił kulisy operacji pozbycia się szefa Orlenu Andrzeja Modrzejewskiego. W 2002 r. UOP zatrzymał go niemalże w świetle kamer na dzień przed zebraniem rady nadzorczej. Ta oczywiście usunęła go ze stanowiska.

Jak powiedział Kaczmarek "Gazecie Wyborczej", decyzję o aresztowaniu Modrzejewskiego pod byle pretekstem podjął osobiście premier Leszek Miller z SLD wraz z wierchuszką wymiaru sprawiedliwości (m.in. ówczesną bohaterką mediów minister Barbarą Piwnik), a chodziło o to, by powstrzymać podpisanie wieloletniej umowy na dostawy ropy z "cypryjską" spółką J&S i przejąć prowizje od umów paliwowych. Jakby tego było mało, Kaczmarek (sam też członek SLD) twierdził, że skład rady nadzorczej Orlenu ustalano podczas nocnego spotkania Millera, prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego oraz najbogatszego Polaka Jana Kulczyka. Kaczmarek utrzymywał, że nie protestował wówczas hamowany lojalnością wobec szefa rządu.

Na takie dictum Sejmowi nie pozostało nic innego, jak powołać kolejną (obok Rywinowskiej) komisję śledczą. Komisja zabierała się właśnie do roboty, gdy nagle Zbigniew Siemiątkowski, do niedawna szef Agencji Wywiadu, a wcześniej UOP, oświadczył mniej więcej tyle, że spółka J&S to sowiecka agentura (z którą co prawda Orlen i tak podpisał umowy) i to jej przede wszystkim powinna przyjrzeć się orlenowska komisja. Gdyby słowa te padły z ust prawicowego polityka, na pewno uznano by go za oszołoma, ale Siemiątkowski to długoletni działacz PZPR i potem SLD, więc zrobiło się ciekawie.

A afera dopiero się rozkręcała, bo wkrótce potem ujawniono dwie nader interesujące notatki polskiego wywiadu. Pierwszą sporządził sam Siemiątkowski jeszcze jako szef AW, a dotyczyła ona spotkania Kulczyka z najsłynniejszym rosyjskim dyplomatą vel szpiegiem Władimirem Ałganowem w Wiedniu w 2003 r. Kulczyk sam zgłosił się do polskich władz, by opowiedzieć, że podczas tegoż spotkania dowiedział się, iż Rosjanie dali Kaczmarkowi 5 mln dol. łapówki za pomyślną dla nich prywatyzację Rafinerii Gdańskiej, a ten się nie wywiązał. Według drugiej notatki, sporządzonej przez polski wywiad, Kulczyk mówił także Ałganowowi podczas wiedeńskiego spotkania, że to on najlepiej zajmie się prywatyzacją Rafinerii i ma w tej sprawie pełnomocnictwa "pierwszego".

Komisja, jak można się domyślić, chciała przesłuchać więc domniemanego pierwszego, czyli Aleksandra Kwaśniewskiego. Ten jednak dał do zrozumienia, że o Kulczyku nigdy nie słyszał, jest mężem stanu, nie będzie się zajmował podobnymi bzdurami i przed komisją zeznawać nie zamierza. Sugerował też, że "pierwszy" to raczej jego drogi przyjaciel Leszek Miller.

Sam Miller stawił się przed komisją i twierdził, że w czasie jego "rządów Kulczyk nie zrobił żadnego interesu ze Skarbem Państwa", a on jako premier musiał interesować się bezpieczeństwem energetycznym państwa, z czym w zasadzie trudno się nie zgodzić.

Kulczyk zaś zaprzeczał wszystkiemu, twierdził zaś, że jeden z najbardziej napastliwych członków komisji śledczej - szef LPR Roman Giertych - groził mu i domagał się kwitów na Kwaśniewskiego w zamian za zostawienie go w spokoju.

Działalność komisji stawała się coraz bardziej kontrowersyjna. Posłowie coraz szerzej próbowali zarzucić sieć. Badali mafię paliwową, usiłowali zajrzeć głębiej za kulisy kontraktów energetycznych i paliwowych w Polsce, ale także lustrowali kogo popadnie, zawierali kontrowersyjne ugody z oskarżonym o korupcję lobbystą Markiem Dochnalem (co opiszemy) i rozpętali sprawę Jaruckiej, utrącając kandydaturę Włodzimierza Cimoszewicza na prezydenta (co już opisywaliśmy).

Sejmowe śledztwo wnosiło coraz mniej, a z szeregów komisji wycofywali się kolejni członkowie z lewej strony sceny politycznej. Ci, którzy pozostali, uznali w ostatecznym raporcie, że za zatrzymaniem w lutym 2002 r. prezesa Orlenu stali premier Miller, troje jego ministrów, służby specjalne i dyspozycyjna prokuratura. Zdaniem posłów rząd Millera chciał w ten sposób przejąć kontrolę nad Orlenem. Sama afera wyszła na jaw w wyniku walki dwóch grup wpływów w obozie lewicy - Kaczmarka i Kwaśniewskiego - które chciały położyć łapę na prowizjach za pośrednictwo w sprzedaży polskiego sektora paliwowego Rosjanom. Posłowie wnioskowali też o postawienie siedmiorga polityków, w tym Kwaśniewskiego, Millera i Kaczmarka, przed Trybunałem Stanu, co nigdy nie nastąpiło.

Równoległe śledztwa w tej sprawie prowadziła również prokuratura, która oskarżyła jednakże tylko Zbigniewa Siemiątkowskiego i dwóch jego podwładnych o bezprawne wykorzystanie UOP do odwołania Modrzejewskiego. Sąd skazał ich za to na kary więzienia w zawieszeniu. Trudno jednak uznać, że cała sprawa stanowiła dla kogokolwiek nauczkę.

Porządnego jej wyjaśnienia pewnie nigdy się nie doczekamy. Miller w niedawnym wywiadzie rzece zbył sprawę Orlenu stwierdzeniem, że "GW" podała mylną datę spotkania, na którym miało dojść do decyzji o utrąceniu szefa Orlenu, a komisja śledcza była obmierzła. I tyle. No, może jeszcze jedno: dziś Kwaśniewski doradza Kulczyk Investments.

@RY1@i02/2013/198/i02.2013.198.000002200.802.jpg@RY2@

Nic tak nie psuje państwa jak brak pamięci o skandalach

Małgorzata Werner

we współpracy z Centrum Cyfrowym przygotowuje bazę reakcji władz na afery korupcyjne w III RP, pisze również doktorat na ten temat

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.