Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Pierwsza prywatyzacja według KLD

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 11 minut

Historia prywatyzacji to kopalnia kontrowersji i podejrzeń o afery. Jedną z najdłużej się ciągnących, choć zapomnianych już nieco spraw była sprzedaż KrakChemii i Techmy

Na początku 1992 r., po nastaniu rządu Jana Olszewskiego, resort finansów i NIK przeprowadziły kontrole działalności poprzedników z rządu Jana Krzysztofa Bieleckiego. Obie instytucje uznały, że w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych, popularnie nazywanym ministerstwem prywatyzacji, za urzędowania Janusza Lewandowskiego nie działo się najlepiej.

Raport resortu finansów stwierdzał "liczne istotne nieprawidłowości i rażące zaniedbania" w prywatyzacji, z kolei NIK dorzuciła, że owe nieprawidłowości spowodowały spadek dochodów budżetu z prywatyzacji o co najmniej 115 mld zł. Izba zarzuciła także ekipie Lewandowskiego, że nie chroniła interesów Skarbu Państwa: dopuszczała się bezprawnego rozdawnictwa akcji, nie egzekwowała długów, zawierała niekorzystne umowy z zagranicznymi kontrahentami, które często były niejednoznaczne i sporządzane tylko w języku angielskim.

Do tego w resorcie kierowanym przez ówczesnego polityka Kongresu Liberalno-Demokratycznego, dziś unijnego komisarza, musiał panować niewyobrażalny rozgardiasz: nie prowadzono ewidencji księgowej udziałów i akcji Skarbu Państwa, a do kwietnia 1992 r. nie było też w ogóle głównego księgowego. Ministerstwo płaciło grube pieniądze zachodnim firmom doradczym, z czym nie wiązała się żadna odpowiedzialność z ich strony. Pamiętny zarzut NIK dotyczył także tego, że resort wynajął (m.in. dla owych doradców) pomieszczenia w najdroższym wówczas w Warszawie hotelu Marriott i wyposażył je w meble sprowadzone z USA za 1,5 mld (starych) zł.

Raport izby zawierał też długą listę źle sprywatyzowanych przedsiębiorstw, wśród których KrakChemia i Techma stanowiły tylko jeden z pomniejszych punktów. Oba przedsiębiorstwa sprzedano jesienią 1991 r. dwóm krakowskim biznesmenom. Firmy, a zwłaszcza KrakChemia, były w nie najgorszej sytuacji finansowej, więc chęć ich przejęcia wyraziła większa liczba oferentów, z których jeden, zdaniem NIK, dawał znacznie lepszą cenę niż krakusi. (Jak zarzucali kontrolerzy, jeszcze wcześniej firmy o mało nie trafiły w ręce oszusta, który wycofał się jednak z transakcji). NIK stwierdziła także, że Lewandowski podpisał przy okazji antydatowany dokument.

Smaczku sprawie dodaje to, że gdy raporty miały właśnie ujrzeć światło dzienne, rządu Olszewskiego już nie było, a Lewandowski szykował się do powrotu na stanowisko ministra prywatyzacji, tym razem w rządzie Hanny Suchockiej. Jego przeciwnicy próbowali zatrzymać nominację, krzycząc, że w ministerstwie dochodziło do oszustw i korupcji, że jeden z nabywców krakowskich firm jest członkiem KLD, że w MPW panuje chaos (nawet przychylna Lewandowskiemu "Gazeta Wyborcza" opisała go jako "wizjonera, który dał się jednak poznać jako bałaganiarz i słaby organizator"). Mimo to "człowiek nr 2 polskiej prywatyzacji" został ponownie ministrem i sam mógł nadzorować odpowiedź MPW na zarzuty.

Lewandowski zgadzał się, że nie wszystko przebiegało idealnie, ale - jak podkreślał - był pionierem i rozpoznawał teren bojem. Poza tym zadania resortu zmieniały się w trakcie działalności: np. nie przewidziano, że MPW stanie się właścicielem jednoosobowych spółek Skarbu Państwa, dlatego resort nie prowadził ich ewidencji i nie miał głównego księgowego. - W departamencie prywatyzacji kapitałowej pracowało 11 osób, które miały do sprywatyzowania kilkaset spółek. Przytłaczał nas ogrom obowiązków. Postanowiliśmy więc sprywatyzować prywatyzację. Zlecić różne zadania wyspecjalizowanym firmom - twierdził później Lewandowski, choć można by zapytać, czemu zamiast kupować meble do Marriotta, nie zatrudnił więcej urzędników. Marriot był jednak - zdaniem ministerstwa - świetnym miejscem na promocję polskiej prywatyzacji.

Lewandowski dodawał, że w konkretnym przypadku sprzedaży krakowskich firm faworyzowanie polskich przedsiębiorców w procesie prywatyzacji zalecała specjalna uchwała Sejmu. Były minister utrzymywał, że rzekoma lepsza oferta pochodząca od Polaka z austriackim paszportem opierała się na promesie kredytowej banku Creditanstalt, ten jednak uzależniał przyznanie kredytu od uzyskania regwarancji Banku Handlowego w Warszawie w takiej samej kwocie. A Handlowy nie chciał jej dać, czyli oferty de facto nie było. W kwestii fałszowania dokumentów Lewandowski stwierdził, że "jako minister podpisywał ich tysiące". I nigdy świadomie nie antydatował żadnego pisma, a różnica dat nie pociągała za sobą żadnych skutków prawnych.

Prokuratura nie przyjęła jednak tych wyjaśnień i postawiła mu zarzuty: pomijania korzystniejszych ofert, poświadczenia nieprawdy w antydatowanym dokumencie i wyrażenia zgody na sprzedaż akcji pomimo upływu terminu, przyjęcia zaniżonej stopy kredytu refinansowego, nienaliczania odsetek karnych i doprowadzenia do stworzenia mechanizmu samofinansowania zakupu spółki poprzez przejęcie przez nabywców dywidendy i spłacanie należności w ratach (czyli w skrócie: kupno spółek za pieniądze tychże spółek), wyceniając szkody budżetu na 2,4 mln zł. Na ławie oskarżonych zasiedli też obaj nabywcy z Krakowa i urzędnik z MPW. Sprawa krakowskich firm stała się dla przeciwników KLD sztandarowym przykładem działalności "liberałów aferałów".

Postępowanie ciągnęło się niemiłosiernie długo, było umarzane i wznawiane w związku z uzyskaniem przez Lewandowskiego immunitetu poselskiego. Proces rozpoczął się dopiero w 2003 r., a prawomocny wyrok zapadł w 2009 r. Wszyscy oskarżeni usłyszeli, że są niewinni, bo "przyznali, że nie mieli doświadczenia, a wiedza ekspertów z Zachodu nie przystawała do polskiej rzeczywistości. Podjęli ryzyko. Oczywiste jest, że mogło dojść i doszło do zaniedbań i nieprawidłowości, ale zdaniem sądu nie doszło do złamania prawa. (...) Prokuraturze zaś nie udało się wykazać, że istniał układ, który pozwalał się uwłaszczać na majątku państwa". Ocena, czy Lewandowski był winien "wypaczeń" polskiej prywatyzacji, czy nie, pozostaje sprawą politycznych poglądów.

@RY1@i02/2013/193/i02.2013.193.000002400.803.jpg@RY2@

Nic tak nie psuje państwa jak brak pamięci o skandalach

Małgorzata Werner

we współpracy z Centrum Cyfrowym przygotowuje bazę reakcji władz na afery korupcyjne w III RP, pisze również doktorat na ten temat

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.