Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Pieniądze na las, czyli dla naszych

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Skandale z udziałem polityków PSL wyróżnia jedno: nikt nie traci posad. Nie inaczej było z aferą Eko-Sękocina - budowy za państwowe pieniądze luksusowego osiedla

Afera wybuchła pod koniec lipca 1997 r., niedługo przed wyborami parlamentarnymi. "Gazeta Wyborcza" oskarżyła Dyrekcję Generalną Lasów Państwowych, że za wiedzą i zgodą nadzorującego ją Ministerstwa Środowiska wznosi na terenach należących do Skarbu Państwa domy o powierzchni 200 mkw., każdy z dwoma łazienkami, garażem i sauną. Dziennik pisał, że inwestycja jest finansowana z funduszu leśnego, czyli pieniędzy przeznaczonych na budowę magazynów nasion czy zakup drzewek do leśnych szkółek. Co więcej, podwarszawskie osiedle, na które wydano wówczas już ok. 6,5 mln zł, powstaje bez pozwoleń, do tego na obszarze chronionym. Firmę do realizacji inwestycji wybrano bez przetargu (jej szef był znajomym ówczesnego ministra środowiska Stanisława Żelichowskiego), a na dodatek na terenie osiedla powstaje prawie 400-metrowa willa z krytym basenem dla byłego ministra finansów Grzegorza Kołodki. W chwili publikacji artykułów nie zajmował już stanowiska, ale gdy podejmowano decyzję o wzniesieniu domu, był jednym z najważniejszych ludzi w państwie.

To jeszcze nie wszystko: jak pisała "GW", decyzję o budowie osiedla podjęto w oczekiwaniu na nową ustawę o lasach, która pozwoliłaby pracownikom Lasów Państwowych wykupić mieszkania z 90-proc. zniżką. Informację o budowie trzymano w tajemnicy, a sprawa tylko dlatego wyszła na jaw przed ukończeniem projektu, że osiedle przypadkowo odnalazł przechodzący tamtędy szeregowy leśnik. Najwyraźniej nie spodobały mu się działania szefostwa, bo wkrótce "Solidarność" leśników powiadomiła o budowie prokuraturę i Najwyższą Izbę Kontroli.

Dopiero jednak, gdy o sprawie napisała "GW", władze się obudziły. Kontrolę wszczęła m.in. kancelaria premiera. Premier Włodzimierz Cimoszewicz oczywiście był oburzony i zapowiedział, że jeśli doszło do złamania prawa, wyciągnie konsekwencje.

Sami oskarżeni twierdzili, że wszystko jest w porządku - nie ma co robić zamieszania o pozwolenia i przetargi, a domy mogły powstać z funduszu leśnego, bo są przeznaczone na rozwój lasu, a konkretnie jego kadr. - Najważniejsze, żebym tu, w Warszawie, miał mądrych ludzi. Żebym mógł takich ściągnąć, muszę im zapewnić dobre mieszkania. Zresztą, nie można wiecznie żyć ideą równego żołądka - powiedział szef Dyrekcji Generalnej Lasów Janusz Dawidziuk. On i jego pryncypał, minister środowiska Stanisław Żelichowski z PSL, twierdzili też zgodnie, że o willi Kołodki nie mieli pojęcia i to robota Insbudu - firmy realizującej inwestycję - która kupiła działkę na osiedlu bez przetargu i za zgodą tegoż ministra. A gdy tylko dowiedzieli się o jej (dość zaawansowanej już) budowie, nakazali wstrzymanie prac.

Grzegorz Kołodko z kolei napisał oświadczenie, że za budowę domu płacił po cenach komercyjnych, a "GW" podobnie jak "wielokrotnie podczas ostatnich lat próbuje podważać moją wiarygodność, nieustannie posługując się w tym celu we właściwy sobie sposób kłamstwem i insynuacjami, pomówieniami i świadomie rozsiewanymi plotkami".

Jednak przeprowadzone kontrole KPRM, NIK i nadzoru budowlanego wykazały, że pozwolenia na budowę zarówno osiedla, jak i willi wydano bezprawnie i są one nieważne, a środki funduszu leśnego nie służą do budowania saun.

I nic. Mimo szumnych zapowiedzi premier "o czystych rękach", który przewidywał, że w Eko-Sękocinie powstaną rodzinne domy dziecka, nie zdymisjonował działaczy współkoalicjanta - odeszli ze stanowisk dopiero po przegranych przez koalicję SLD-PSL wyborach. Zresztą nie na długo, bo gdy tylko lewicowo-ludowi politycy powrócili do władzy w 2001 r., obaj panowie - Dawidziuk i Żelichowski - powrócili na te same stanowiska. Prokuratura szybko umorzyła śledztwo, NIK jeszcze trochę walczyła, ale jej pokontrolne postulaty zostały przez wszystkich zignorowane.

Z problemem zbudowanego na dziko osiedla pozostały natomiast Lasy Państwowe i dopiero po kilku latach wojewoda mazowiecki uznał, że rozbieranie domów stanowiłoby jeszcze większe marnotrawstwo państwowych pieniędzy. Dyrekcja Generalna zainwestowała więc w Eko-Sękocin kolejne 8 mln zł (lub 11 - zależy od źródła) z funduszu leśnego na dokończenie osiedla - już nie dla szeregowych leśników, ale na swoją siedzibę, z której zresztą w międzyczasie ukradziono meble za 600 tys. zł.

Dziś były dyrektor Lasów nadal nadzoruje lasy, tym razem jako szef podległego resortowi skarbu Biura Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej, a były minister środowiska Stanisław Żelichowski zasiada w Sejmie, doradza prezydentowi Komorowskiemu i jest jednym z kluczowych polityków ludowców. Stracił - poza budżetem państwa - tylko Grzegorz Kołodko, bo decyzja o wyburzeniu fundamentów jego willi nie została cofnięta.

I jak tu nie zapisać się do PSL?

@RY1@i02/2013/178/i02.2013.178.000002400.803.jpg@RY2@

Nic tak nie psuje państwa jak brak pamięci o skandalach

Małgorzata Werner

we współpracy z Centrum Cyfrowym przygotowuje bazę reakcji władz na afery korupcyjne w III RP, pisze również doktorat na ten temat

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.