Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Tego przekrętu oficjalnie nie było

30 czerwca 2018

Tajemnicą poliszynela było, że w stolicy rządzi układ, któremu przewodzi lokalna PO. Nie widziała tego tylko prokuratura

Na lewo most, na prawo most i wszystkie stawia firma powiązana z politykami rządzącymi Warszawą? Afery mostowej podobno nie było, lecz przypomnijmy kontrowersje związane z jedną z największych inwestycji stołecznego samorządu.

Sprawa wybuchła we wrześniu 2003 r., gdy "Rzeczpospolita" poinformowała, że grupa warszawskich polityków i urzędników powiązanych z PO w przetargach na samorządowe projekty faworyzuje firmę znajomego biznesmena (nazwijmy go Ł., by nie drażnić jego prawników). Najważniejszą ustawioną inwestycją miała być budowa trasy i mostu Świętokrzyskiego. Budowa mocno kontrowersyjna, bo most "donikąd" łączący centrum miasta z "chaszczami Portu Praskiego" sfinansowało właścicielowi terenu - firmie Elektrim, z którą Ł. też współpracował - głównie miasto, podnosząc wartość jego gruntu i nic w zamian nie zyskując. Co więcej, ratusz, zamiast nadzorować inwestycję, postanowił powołać do tego specjalną spółkę Trasa Świętokrzyska, która zorganizowała przetarg na inwestora zastępczego, czyli kolejny podmiot mający pilnować interesów ratusza. Formalnie przetarg ten wygrały państwowe Zakłady Budownictwa Mostowego, ale ZBM szybciutko weszły w spółkę z Ł.

Kolejny, wart jeszcze więcej przetarg na budowę trasy i mostu Siekierkowskiego firma Ł. wygrała w 2000 r. już sama, tyle że w komisji przetargowej zasiadał działacz samorządowy i poseł PO Jerzy Hertel, który miesiąc wcześniej wpłacił zaliczkę na dwa apartamenty budowane przez inną firmę Ł. Na tym nie kończyły się związki Ł. z warszawskimi działaczami, bo stołeczny samorząd przypominał według "Rzeczpospolitej" jedną wielką rodzinę: Hertel poślubił byłą żonę Ł., także warszawską radną, której matka również zasiadała w samorządzie. W budynku stawianym przez Ł. miało również zakupić mieszkanie m.in. małżeństwo polityków PO: posłanka PO i była radna Marta Fogler i przewodniczący mazowieckiego sejmiku Piotr Fogler. Zarówno oni, jak i kilku innych działaczy PO (m.in. Paweł Bujalski, aresztowany później pod zarzutem łapówkarstwa w związku z inną sprawą) pracowali też w różnym charakterze dla firm Ł.

W chwili publikacji artykułu prezydentem Warszawy był Lech Kaczyński z PiS, który natychmiast skorzystał z okazji, by skrytykować poprzedników. - To czysta korupcja - grzmiał, przekonując, że podpisane umowy "ilustrują sytuację, jaką zastaliśmy po wyborach". Przy okazji przypomniano też rozmaite inne interesy działaczy PO i wcześniej UW oraz ich koalicjantów z SLD z miastem oraz dziwne posunięcia inwestycyjne warszawskiego ratusza, określane przez media jako "układ warszawski".

Sprawa nie wyglądała dobrze, stołecznych działaczy nie chcieli bronić partyjni koledzy. - Ten artykuł mnie przygnębił - stwierdził lider PO Donald Tusk, a powołany przez niego partyjny zespół do zbadania sprawy uznał, że siedmioro członków partii "tkwiło w nepotycznej sitwie towarzyskiej", choć nie dopatrzył się złamania prawa. Jednak przewodniczący klubu parlamentarnego PO Jan Rokita złożył do prokuratury wniosek o sprawdzenie stołecznych przetargów. W wyniku całej sprawy podjęto też decyzję o przygotowaniu kodeksu zasad postępowania członków partii. Sami oskarżeni twierdzili stanowczo, że cała sprawa to przejaw walk frakcyjnych w PO i nie mają sobie nic do zarzucenia.

I rzeczywiście, niedługo potem prokuratura poinformowała, że nie będzie śledztwa w sprawie afery mostowej, mimo że w czasie przetargu na inwestora zastępczego budowy trasy i mostu Świętokrzyskiego zostały złamane przepisy, gdyż kontrakt realizowała nie ta firma, która wygrała przetarg. - Materiały, które zgromadziliśmy, nie dały podstaw do stwierdzenia, że zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa - wyjaśniała szefowa wydziału śledczego stołecznej prokuratury. Wydawało się, że jest już po wszystkim, ale wówczas "Rzeczpospolita" napisała, iż szefowa wydziału śledczego, która postanowiła o niewszczynaniu śledztwa, dostała w 1999 r. od stołecznego samorządu mieszkanie bez podstawy prawnej i poza kolejką. Na takie dictum wkroczył prokurator generalny Grzegorz Kurczuk z SLD, który oświadczył, że śledztwo w sprawie jednak będzie.

Tymczasem głos zabrała NIK, która w 2005 r. (za prezesury Mirosława Sekuły, potem w PO) orzekła, że kontrola budowy mostu Świętokrzyskiego i tunelu Wisłostrady wykazała niegospodarność i łamanie prawa przy realizacji inwestycji. Zdaniem NIK ponad 217 mln zł na budowę zostało wydanych z naruszeniem przepisów kodeksu spółek handlowych i ustawy o zamówieniach publicznych, a spółki nadzorujące inwestycję wywindowały koszty.Zamiast zakładanych 255 mln zł koszty budowy wyniosły 440 mln zł.

Mimo to w lipcu 2008 r. prokuratura umorzyła śledztwo, nie stwierdzając "nadużycia zaufania w obrocie gospodarczym, przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych". Czyli - afery nie było.

Działacze PO, których nazwiska się w niej przewinęły, nie wrócili jednak do polityki, choć o kilku zrobiło się znów głośno przy okazji innych domniemanych afer w stołecznym samorządzie. Ł. znalazł się nawet na krótko w areszcie w związku z jedną z nich.

@RY1@i02/2013/154/i02.2013.154.00000190b.802.jpg@RY2@

Nic tak nie psuje państwa jak brak pamięci o skandalach

Małgorzata Werner

we współpracy z Centrum Cyfrowym przygotowuje bazę reakcji władz na afery korupcyjne w III RP, pisze również doktorat na ten temat

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.