Im więcej głów, tym mniej refleksji
Sejm rozpoczął wakacje. Aż do 27 sierpnia posłowie mają wolne. Proponuję, aby ten czas spędzili nie tylko na błogim lenistwie. Warto choć chwilę poświęcić refleksji. A myśleć mają o czym. Zwłaszcza członkowie komisji sejmowych, które ostatnimi czasy pracowały nad bardzo ważnymi projektami ustaw.
Duża nowelizacja prawa o ustroju sądów powszechnych (u.s.p.) z 2012 r., nowela procedury cywilnej z bieżącego roku czy wreszcie nadal procedowany w Sejmie projekt zmian kodeksu postępowania karnego. Co łączy te akty? Wszystkie są rewolucyjne. I wszystkie były istotnie zmieniane na etapie prac parlamentarnych. Niby nic dziwnego - projekty fundamentalne zawsze budzą kontrowersje. Te zaś prowokują dyskusje, podczas których padają propozycje zmian. Niektóre są uwzględniane, inne nie. Należałoby się z tego cieszyć. I wierzyć, że ostateczna wersja przyjęta przez posłów jest jeszcze lepsza niż to, co wyszło z ministerialnych gabinetów. Niestety, obserwowanie prac w parlamencie powoduje, że człowiek tę wiarę traci.
Zaczynając od u.s.p., posłowie zmienili pierwotny rządowy projekt o 180 stopni. Ewolucji uległy niemal wszystkie kontrowersyjne propozycje: oceny okresowe sędziów, nadzór administracyjny nad sądami czy menadżerski sposób zarządzania nimi. Przyjęte poprawki poselskimi były tylko z nazwy - tak naprawdę członkom sejmowej komisji podyktował je ówczesny minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski.
Kolejny przykład - nowelizacja kodeksu postępowania cywilnego. Akurat w tym przypadku rządowy projekt uratowali senatorowie. Chodziło o naprawienie błędu polegającego na wprowadzeniu obowiązku podawania PESEL-u przeciwnika w pierwszym piśmie procesowym w każdej sprawie cywilnej. Po senackiej poprawce PESEL trzeba podawać, ale nie przeciwnika, a swój własny. I znów za tą zmianą stoi tak naprawdę resort sprawiedliwości.
Tak więc wydawać by się mogło, że Sejm i Senat nie mają oporów przed wprowadzaniem istotnych zmian do rządowych projektów. Ale to tylko pozory. Dowód? W środowym wywiadzie dla Dziennika Gazety Prawnej Edward Zalewski, przewodniczący Krajowej Rady Prokuratury, przypomniał, że komisja pracująca nad zmianami w k.p.k. nie uwzględniła jego propozycji poprawki. Chodziło o to, aby dochodzenia przekazać policji i ustalić, że prokurator jedynie je nadzoruje. Biorąc pod uwagę, że projekt wprowadza kontradyktoryjność procesu karnego, propozycja pana prokuratora wydaje się uzasadniona. Niestety, mimo trafnych argumentów przewodniczącemu Zalewskiemu nie udało się przekonać posłów do swoich racji. Ci bowiem uznali, że - uwaga! - byłaby to "zbyt duża ingerencja Sejmu w projekt rządowy"!
Okazuje się więc, że poprawka poprawce nierówna. A o tym, czy znajdzie w oczach posłów akceptację, czy nie, nie decyduje jej treść, a fakt, kto ją złożył. Regułą jest bowiem akceptowanie poprawek "rządowych", a wyjątkiem - uwzględnianie propozycji płynących ze środowisk, których zmiany dotkną najbardziej.
To źle świadczy o kondycji naszego parlamentu. Okazuje się bowiem, że nie tylko Senat stał się maszynką do przyklepywania ustaw przesyłanych mu przez Sejm. Także Izba Niższa ma na swoim koncie grzech bezrefleksyjnego akceptowania wszystkich rządowych pomysłów. I niech mnie ktoś przekona, że potrzeba do tego aż 460 głów.
@RY1@i02/2013/149/i02.2013.149.183000800.802.jpg@RY2@
Małgorzata Kryszkiewicz zastępca kierownika działu prawo
Małgorzata Kryszkiewicz
zastępca kierownika działu prawo
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu