Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Przerwany krąg demokracji

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 20 minut

Obieg debaty publicznej oraz informacji społecznej i politycznej powinien przypominać koło: opinia publiczna - media - władza - media - opinia publiczna i tak dalej. W Polsce (może nie tylko w Polsce, ale o Polsce mówimy) tak to nie działa. Funkcjonuje, i to ułomnie, tylko jedna relacja, a mianowicie media - władza. Władza rzeczywiście, co pokazują takie historie jak nauczycielki Ewy T. czy afery narkotykowe lub ostatnio radarowe, reaguje na skandale podnoszone przez media. Zastanówmy się, jakie konsekwencje dla demokracji ma niefunkcjonowanie innych relacji w obrębie tego kręgu.

Po kolei: relacja opinia publiczna - media. Media w gruncie rzeczy badania nad opinią publiczną ograniczają do nagłych przypadków skandalu oraz do badań w wąskim sensie, czyli publikowania odpowiedzi na idiotyczne sondaże o zaufanie do polityków czy o to, kto jak uprawia seks. Z manią badań opinii publicznej walczę od dawna i uważam, że co najmniej w sferze politycznej powinny być zakazane, bo tylko skłaniają polityków do najbardziej prymitywnych zachowań. Media natomiast zupełnie nie reagują - co można zrozumieć, zdając sobie sprawę z ich komercyjnego charakteru oraz z ludzkiej natury, skoro człowiek zawsze woli złe wiadomości - na to, co idzie w dobrą stronę. Niesamowity rozwój infrastruktury lokalnej czy rozkwit przez dziesięciolecia ponurej Warszawy - kto pamięta, że jeszcze cztery lata temu tego nie było?

Relacja media - władza jako jedyna po części działa, ale często dziwacznie. Media nadają ton, co jest w porządku, ale najczęściej mówią w ten sam sposób, jakby się zmówiły (co jest niemożliwe, bo ze sobą konkurują), a władza na wszystko reaguje, choć tym razem władza to przede wszystkim posłowie. Od rzeczy poważnych, takich jak zupełnie skandaliczny system zamówień publicznych (zwłaszcza w nauce) po bardzo eleganckie zdjęcia ciała Agnieszki Radwańskiej - na ten temat słyszałem pogląd już co najmniej pięciu posłów. Powstaje wrażenie, że władza zajmuje się tylko tematami medialnymi. To nie jest naturalnie wrażenie słuszne, ale winna jest temu władza.

Ponieważ relacja następna władza - media nie funkcjonuje w ogóle. Nieustannie i z nienawiścią słyszę, że ktoś ma dobry PR, czyli umiejętności sprzedawania swoich zachowań w sferze publicznej, tak by stwarzały wrażenie lepszych, niż są w rzeczywistości. Inny wariant tego nieporozumienia polega na przekonaniu bardziej inteligentnych i samodzielnych przedstawicieli władzy, że skutki ich działań widać, że zmiany w rzeczywistości są na tyle wyraźne, iż nie mają powodu się chwalić i o nich opowiadać. W każdym demokratycznym kraju władza w sposób legalny, naciskami czy przekupstwem chce pozyskać opinię mediów. Wystarczy obejrzeć znakomity serial amerykański "House of Cards". W Polsce na ogół przeważa zaniechanie lub lekceważenie. Poza wymienionymi czynnikami działają tu jeszcze dwa dodatkowe: media w sposób idiotyczny traktują władzę (jak w przypadku zegarków ministra Nowaka, które miały spowodować jego dymisję) albo władza nie rozumie, co to jest informacja.

Nie zamierzam doradzać rządzącym (bo i tak mnie nie posłuchają), ale w sytuacji trudnej dla Platformy Obywatelskiej postawiłbym na zalew informacji, a nie na ich dozowanie jak lekarstwa. Co tydzień bym urządzał konferencję sprawozdawczą: co rząd zrobił, co się zmieniło, o ile wzrósł dług, a o ile ceny i tym podobne. Media byłyby zmuszone reagować i poddawać suche informacje, jakich im się dostarcza, weryfikacji i komentarzowi. Zaś opinia publiczna wiedziałaby, co się dzieje. Słyszymy tylko bardzo skrótowe informacje na tak ważny temat - że ceny olbrzymiej większości artykułów konsumpcyjnych (także żywności) co najmniej nie rosną, a wyraźnie często maleją. Dla władzy samograj, dla mediów okazja do sprawdzenia, dla obywateli - jeżeli to prawda - radość. Nie powinniśmy się dowiadywać o pensjach, elektrowniach, nowych ustawach z zakresu szkolnictwa czy wyrokach Trybunału Konstytucyjnego ze specjalnych stron nielicznych gazet (jak niniejsza), ale od niezmożonych informatorów rządowych i państwowych. Przecież wiadomość o ograniczeniu przez TK bezprawnych uprawnień Państwowej Komisji Akredytacyjnej jest dla środowiska uniwersyteckiego rewelacyjna i od dawna oczekiwana. To sukces! Ale kto o tym wie? Kto rozumie, że nie wolno działać uznaniowo i wbrew prawu? Błagam więc wybieraną przez mnie i miliony Polaków niegdyś - bez wielkiego entuzjazmu - władzę, by się bez przerwy dzieliła z nami swoimi sukcesami, kłopotami i porażkami. Będziemy się czuli uobywatelnieni, a czegóż chcieć więcej. Jednak gdyby nawet władza zrozumiała, że zalew informacji jest lepszy od pustyni, to jeszcze musi funkcjonować następny składnik wspomnianego na początku koła, czyli relacja: media - opinia publiczna.

A z tym jest fatalnie. Media kompletnie zaniechały wykonywania funkcji, jaką kiedyś tak podziwiał w Ameryce Alexis de Tocqueville, czyli nie tyle przekazywania informacji od władzy, bo - jak wspomnieliśmy - od władzy niewiele jest do przekazania, ile pośredniczenia między społeczeństwem a społeczeństwem. Przecież są nas miliony i jak mamy się ze sobą dogadać, jeśli nie przez media? Innymi słowy - jak to formułują teoretycy demokracji - media powinny kształtować zróżnicowane, ale i pogłębione opinie poszczególnych fragmentów społeczeństwa, które dzięki temu przestają być fragmentami i nawiązują dialog. Bez wykonywania tej funkcji przez media nie ma demokracji. Media to nie tylko czwarta władza, ale przede wszystkim najważniejszy pośrednik. Media nie wykonują funkcji pośrednika, bo to nie jest w zgodzie z ich sensacyjnym nastawieniem i ponieważ zupełnie nie przejmują się hierarchią ważności wydarzeń.

Znakomitym tego przykładem jest sposób opisywania w mediach wyczynów polskiej hierarchii kościelnej i władz Kościoła oraz codziennego życia zwyczajnej parafii. Mamy do czynienia ze skandalicznym antyklerykalizmem, kiedy to posądza się księży o wszystko - od nadmiaru drogich samochodów aż po pedofilię, oraz z równie niemądrymi proklerykalnymi obrońcami, którzy gotowi są kłaść głowę na ołtarzu. Natomiast nie mamy: informacji o tym, jak to jest naprawdę z tymi samochodami, dochodami, willami. Nie wiemy, jak naprawdę kompletnie niezgodny z duchem czasów jest system władzy w Kościele, jak biskup jest sto razy silniejszy od generała, ale zarazem dlaczego tysiące ludzi jednak zostaje księżmi i służy Bogu bez nadmiernego szemrania. Przypadek księdza Lemańskiego został przekształcony - także przez jego niezręczności - w finał olimpiady antyklerykalnej, a to tylko przedbiegi. Media wreszcie nie zajmują się treściami, językiem i formą przekazu w trakcie lekcji religii ani polszczyzną kazań. A to są sprawy nadzwyczaj ważne.

W Polsce ludzie wierzący oczywiście będą wierzyli bez względu na wzloty i upadki hierarchii, ale wielu ludzi bez względu na wiarę chciałoby wiedzieć, na czym stoimy w tej dziedzinie. Mówiąc bardzo poważnie, może za poważnie, media nie próbują kształtować wspólnoty czy wielu wspólnot i to jest ich grzech najpoważniejszy. I teraz docieramy do drugiego obrotu koła, czyli ponownie do relacji między opinią publiczną a mediami. Widzimy już, dlaczego jest tak kiepsko. Kręcimy kołem dalej i rozumiemy, że władza działa w znacznej mierze w zgodzie (może wyjątkiem jest premier, ale nie zawsze i nie wiem, czy to dla niego dobrze) z sugestiami lub faktami medialnymi. Czyli media, które nie oddają ani nie kształtują umiejętnie opinii publicznej, wpływają na władzę polityczną. Następny ruch - i władza, zupełnie jak dziecko, bezradna wobec mediów. Gorzej, dodam, trwa obrzydliwy wyścig polityków do mediów, polityków, którzy z mediów - zwłaszcza elektronicznych - nie wychodzą i powinni tam mieć łóżka polowe. Nazwiska znane i oszczędźmy sobie reklamowania.

System demokracji medialnej, krótko mówiąc, z winy wszystkich, a zwłaszcza władzy, w Polsce po prostu nie działa.

System demokracji medialnej z winy wszystkich, a zwłazcza naszej władzy, w Polsce po prostu nie działa

@RY1@i02/2013/149/i02.2013.149.00000230a.803.jpg@RY2@

Marcin Król filozof, historyk idei

Marcin Król

 filozof, historyk idei

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.