Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Lewica lubi wielkie pieniądze

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Pieczenie ciasteczek i wychowywanie dzieci? To dobre dla żon oraz partnerek polityków z Ameryki. U nas małżonki decydentów chcą się od razu sprawdzić w biznesie

O interesach pierwszych dam SLD zrobiło się głośno, gdy pod koniec października 1995 r. "Życie Warszawy" w artykule pod tytułem "Czerwona pajęczyna" ujawniło, że żona ówczesnego kandydata na prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego - Jolanta - oraz żona urzędującego premiera Józefa Oleksego - Maria - wraz z wieloma innymi peerelowskimi prominentami są akcjonariuszkami Towarzystwa Ubezpieczeń i Reasekuracji Polisa SA. Nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby nie to, że oprócz przedsiębiorczych pań udziałowcami Polisy były również państwowe firmy i podmioty dysponujące państwowym majątkiem, m.in.: Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa, Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych czy Agencja Rozwoju Gospodarczego (byt powołany przez ministra współpracy gospodarczej z zagranicą Lesława Podkańskiego z PSL, która to instytucja stała się później jednym z ramion tzw. trójkąta Buchacza i posłużyła wyprowadzeniu z budżetu milionów złotych). Okazało się też, że Maria Oleksy pracowała w Polisie jako płatna konsultantka oraz że zarówno ona, jak i Kwaśniewska kupiły akcje w specjalnych emisjach niepublicznych "dla swoich", na znacznie korzystniejszych warunkach niż instytucje państwowe, a w dodatku sfinansowały je w dużej części kredytem.

Polisa nie była wówczas małą firemką, ale jednym z najważniejszych graczy na rynku ubezpieczeniowym i miała stać się elementem "Programu poręczeniowo-reasekuracyjnego wymiany gospodarczej w Europie Środkowo-Wschodniej", przygotowywanym przez Ministerstwo Współpracy Gospodarczej z Zagranicą. "Życie Warszawy" i inne niechętne Kwaśniewskiemu media, które podchwyciły wątek, pytały więc samych zainteresowanych, czy nie dochodzi tu przypadkiem do nagannego konfliktu interesów. W odpowiedzi usłyszały: nie.

- Nie zajmuję się działalnością gospodarczą żony. Mam z nią od pierwszej połowy 1995 r. rozdzielność majątkową. W wolnym kraju żony kandydatów na prezydenta mogą prowadzić działalność gospodarczą, jeśli chcą - odpierał ataki Kwaśniewski. - Te publikacje są wyjątkowo obrzydliwe - oceniał Oleksy, twierdząc, że gazety rozpowszechniają nieprawdę, jeśli chodzi o liczbę akcji posiadanych przez obie żony. Faktycznie, okazało się, że Polisa podała inne dane na temat liczby akcji posiadanych przez poszczególne osoby dziennikarzom, inne sądowi rejestrowemu, a jeszcze inne Komisji Papierów Wartościowych. Kwestia, ile kto ma akcji, mogłaby się wyjaśnić, gdyby obaj politycy pokazali deklaracje majątkowe. Deklaracje były już wówczas dla posłów obowiązkowe, nie ujawniano ich jednak, leżały w zalakowanych kopertach w Sejmie. Ani Kwaśniewski, ani Oleksy nie chcieli jednak ich ujawnić, "by nie stały się elementem gry wyborczej". Szefowie sztabu wyborczego Kwaśniewskiego, Danuta Waniek i Zbigniew Siemiątkowski, wydali oświadczenie, że artykuły o działalności Jolanty Kwaśniewskiej to prowokacja sztabu wyborczego Lecha Wałęsy z udziałem służb specjalnych. - Niech ci, którzy organizują prowokacje, nie myślą, że są bezkarni. Prędzej czy później protektorzy odejdą i prawda wyjdzie na jaw - straszył Siemiątkowski.

Trzy dni później odbyła się I tura wyborów prezydenckich, która nie przesądziła, kto bardziej powinien się bać: do II tury przeszli i Wałęsa, i Kwaśniewski. Nie ucichły też kontrowersje wokół Polisy. Przeciwnie, coraz głośniejsze stawały się wezwania do ujawnienia majątku przez obu kandydatów, a w kwestii tej zdradził lewicę nawet koalicyjny PSL, głosując w Sejmie za apelem w tej sprawie. W końcu Kwaśniewski dał za wygraną i przyznał, że akcji Polisy do swojej deklaracji majątkowej nie wpisał, "bo nie zrozumiał zapisów w deklaracji" - nie wiedział, że dotyczyły one także małżonki. Sprawie obiecała przyjrzeć się prokuratura, choć jej szef, a zarazem minister sprawiedliwości Jerzy Jaskiernia z SLD twierdził, że jego zdaniem Kwaśniewski raczej "zataił prawdę", niż "poświadczył nieprawdę", a odpowiedzialność karna groziła tylko za to drugie. Jaskiernia skierował też do Trybunału Konstytucyjnego pytanie, czy ustawa antykorupcyjna w ogóle nakazuje wpisywać majątek współmałżonka. Ten odmówił, twierdząc, że wykładnia jest oczywista.

Jednocześnie oczywiste stało się także to, że większości wyborców nie przeszkadza, jeśli polityk (lub jego żona) "ma żyłkę do interesów" z państwowymi spółkami. Aleksander Kwaśniewski zwyciężył w wyborach pomimo sprawy Polisy. Także jego przedsiębiorcza pierwsza dama stała się ulubienicą Polaków, a miłości tej nie mąciły nawet kontrowersje dotyczące jej działalności charytatywnej. Po całej aferze, poza określeniem "czerwona pajęczyna", które na stałe weszło do publicystycznego języka, pozostało doprecyzowanie w kolejnej ustawie, że majątek małżonki jednak uwzględniać w deklaracjach należy. Oraz milionowe straty dla budżetu poniesione przez PFRON i inne instytucje państwowe, które ulokowały w Polisie pieniądze, bo towarzystwo wskutek nietrafnych inwestycji wkrótce zbankrutowało.

@RY1@i02/2013/144/i02.2013.144.000001900.802.jpg@RY2@

Nic tak nie psuje państwa jak brak pamięci o skandalach

Małgorzata Werner

we współpracy z Centrum Cyfrowym przygotowuje bazę reakcji władz na afery korupcyjne w III RP, pisze również doktorat na ten temat

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.