Prawdziwe oblicze Samoobrony
Obyczajowy skandal z udziałem Stanisława Łyżwińskiego i Andrzeja Leppera wstrząsnął naszą sceną polityczną. Seksafera okazała się początkiem końca Samoobrony
Seks rzadko gości w polskiej polityce - przynajmniej według opiniotwórczych mediów. Jeśli nie liczyć spraw Anastazji P. i agenta Tomka, decydenci raczej nie wykazują zainteresowania płcią przeciwną. Tylko jedna partia, której członkowie lubią seks jak koń owies, stała się bohaterką seksskandalu - i to w najgorszym możliwym wydaniu: oskarżeń o wykorzystywanie pracownic przez szefów partii, a wszystko podlane korupcyjnym sosem.
O pracy za seks w Samoobronie w grudniu 2006 r. opowiedziała była szefowa biura poselskiego Stanisława Łyżwińskiego. Najpierw w "Gazecie Wyborczej" jako Aneta K., potem w telewizji z odsłoniętą twarzą i pod nazwiskiem.
Aneta Krawczyk twierdziła, że w 2001 r., gdy nie miała pracy, za to dwoje małych dzieci na utrzymaniu, otrzymała od Łyżwińskiego propozycję zatrudnienia w zamian za usługi seksualne świadczone działaczom Samoobrony. Jak relacjonowała Krawczyk, po telefonicznej rozmowie z Łyżwińskim on sam oraz jego szef Andrzej Lepper podjechali po nią służbowym samochodem i zabrali do sejmowego hotelu w Warszawie. W pokoju Leppera usłyszała od niego "ofertę pracy", którą przyjęła. Dwa dni po tym wydarzeniu Krawczyk została wicedyrektorem biura Łyżwińskiego w Tomaszowie Mazowieckim. Później awansowała na dyrektora, ale do jej obowiązków cały czas należało nie tylko "świadczenie usług" posłowi, lecz także naganianie mu innych kobiet.
Jeszcze w dniu publikacji artykułu przez "GW" prokurator krajowy wszczął w sprawie Łyżwińskiego śledztwo z urzędu. I to nie z przepisu kodeksu karnego o wykorzystaniu seksualnym w sytuacji zależności (art. 199) - bo do tego byłby potrzebny wniosek pokrzywdzonych - lecz z art. 228 o przyjmowaniu korzyści osobistej w związku z pełnieniem funkcji publicznej. Potem Krawczyk sama także złożyła doniesienie, oskarżyła też Łyżwińskiego, że jest ojcem jej trzeciego dziecka, uchyla się od płacenia alimentów, a jego asystent, weterynarz, próbował kilkakrotnie przerwać jej ciążę w 6. i 7. miesiącu (za co został później skazany na dwa lata więzienia). Przeprowadzone badania DNA wykluczyły jednak zarówno ojcostwo Łyżwińskiego, jak i Leppera.
Przy okazji śledztwa wyszły na jaw nieprawidłowości w finansach biura poselskiego głównego podejrzanego. Stanisław Łyżwiński dostawał co miesiąc z Kancelarii Sejmu 8 tys. zł na jego prowadzenie. Pieniądze gdzieś jednak tajemniczo znikały. Jak zeznał jeden ze świadków: "Robiliśmy zrzutki wśród działaczy, gdy przychodziły groźby odcięcia prądu. Pieniądze kazał zbierać Łyżwiński". Miał on poza tym wystawiać fałszywe rachunki na pokrycie wydatków biura oraz pobierać fundusze na kampanię wyborczą bez żadnej ewidencji. Zarzuty o wyłudzenie w związku z tą sprawą Łyżwiński (wtedy były już poseł), jego oskarżycielka (jako szefowa biura) i trzeci współpracownik usłyszeli w styczniu 2008 r.
Stanisław Łyżwiński siedział już wówczas w areszcie i miał na karku także proces w sprawie właściwej seksafery, bo w sierpniu 2007 r. oskarżono go formalnie "o wielokrotne doprowadzenie Anety Krawczyk i trzech innych działaczek do stosunku seksualnego z nim i innymi mężczyznami w zamian za pracę w strukturach partii", nakłanianie Krawczyk do aborcji, gwałt na jednej z pracownic oraz podżeganie do porwania wspólnika, by zwrócił zaległy dług. O wymuszanie usług seksualnych oskarżony został także Andrzej Lepper.
W I instancji sąd skazał Łyżwińskiego na 5 lat, a Leppera na 3,5 roku więzienia. Po apelacji kara Łyżwińskiego została zmniejszona do 3,5 roku, a niektóre wątki skierowane do ponownego rozpoznania - jak sprawa Leppera, umorzona jednak po jego samobójczej śmierci. Łyżwiński wyszedł na warunkowe zwolnienie po przesiedzeniu 2,5 roku, ale oba jego procesy nadal się toczą - na razie bez konkluzji, bo zostały odroczone bezterminowo ze względu na jego zły stan zdrowia.
Samoobrona dziś właściwie już nie istnieje (szybko popadła w niepamięć po sromotnie przegranych wyborach parlamentarnych w 2007 r.), ale polska polityka nie bardzo się ucywilizowała. Seksualną pałeczkę przejęli - według oskarżeń - koledzy ludowcy, którzy jakby zapominając o seksaferze, tolerowali podobne zachowania u byłego wojewody i marszałka województwa podkarpackiego.
@RY1@i02/2013/109/i02.2013.109.000002300.802.jpg@RY2@
Nic tak nie psuje państwa jak brak pamięci o skandalach
Małgorzata Werner
we współpracy z Centrum Cyfrowym przygotowuje bazę reakcji władz na afery korupcyjne w III RP, pisze również doktorat na ten temat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu