Wójt i marszałek idą do Brukseli
Ponad 100 samorządowców zamierza wystartować w wyborach do europarlamentu. Często są do tego po prostu zmuszani
@RY1@i02/2014/087/i02.2014.087.08800020a.809.jpg@RY2@
Jak w kwietniu sprawdziło niezależne Stowarzyszenie 61 w ramach akcji "Mam prawo wiedzieć", w wyborach do Parlamentu Europejskiego wystartuje ponad 140 osób, które pracują w samorządach. Spośród nich 95 osób pełni obecnie wybieralną funkcję. Wśród nich najwięcej było radnych - łącznie 88, z czego największą reprezentację miało SLD (39). W wyborach startuje dwóch burmistrzów, obaj z list PSL, trzech marszałków, dwóch z list PSL i jeden z PO oraz dwóch wójtów, z PiS i SLD.
Z Rady Warszawy
Do Parlamentu Europejskiego planuje się wybrać warszawski radny PiS Jarosław Krajewski. Zasłynął on wielomiesięcznym sporem prowadzonym z ratuszem odnośnie do ujawnienia umów cywilnoprawnych, jakie zawierały władze Warszawy. Radnym jest już od ośmiu lat i doszedł do wniosku, że pora zmienić perspektywę.
- Zdaję sobie sprawę, że z poziomu Brukseli trudno zajmować się wszystkimi dziedzinami życia lokalnego. Bycie eurodeputowanym daje mi większe możliwości współpracy z polskimi posłami, senatorami czy samorządowcami. Posłowie PE biorą udział w ustalaniu pewnych ogólnych reguł, które potem mają wpływ na poziomie krajowym. Niewykluczone więc, że to nie ja będę zabiegać o nawiązanie kontaktów, ale odwrotnie. Samorządowcom jest już z tym dużo trudniej - mówi nam Jarosław Krajewski. Radny ma już sprecyzowane plany dotyczące tego, co mógłby robić w europarlamencie.
- Działając jako radny, wygrałem sądową batalię z Hanną Gronkiewicz-Waltz o większą jawność działalności ratusza. W PE również będę chciał pracować na rzecz większej transparentności życia publicznego w ramach Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych - mówi.
Jak lokomotywa
Niektórzy samorządowcy startują w majowych wyborach w charakterze lokomotywy partyjnej. Najlepszym tego przykładem jest kandydatura marszałka woj. mazowieckiego Adama Struzika. Jest on autorem mazowieckich list wyborczych PSL, startuje z trzeciego miejsca. Wszyscy w partii wiedzą, że jego nazwisko wzmocni pozycję ludowców w ich mateczniku. Wciąż tajemnicą jest to, czy Struzik pojedzie do Brukseli, nawet jeśli uzyska mandat. W 2007 r. uzyskał mandat poselski, ale zdecydował się pozostać na stanowisku marszałka województwa. W wyborach do Sejmu startował jeszcze w 2011 roku, bez sukcesu. Ale i tak sporo osób z jego otoczenia sądzi, że historia z 2007 roku powtórzyłaby się w 2011 r. Teraz może być podobnie.
- Fakt, że startuję, wynika z tego, że mam zobowiązania nie tylko wobec regionu, ale i wobec partii. A szansa dostania się do Parlamentu Europejskiego jest naprawdę mała. Nie wykluczam jednak, że pojadę do Brukseli - stwierdził Adam Struzik podczas jednej z naszych rozmów.
Z kolei startujący z czwartego miejsca na liście PSL Stanisław Bartman, radny sejmiku województwa podkarpackiego i prezes Podkarpackiej Izby Rolniczej, liczy nie tyle na swój osobisty sukces, ile sukces całej listy wyborczej ludowców. - Z pierwszego miejsca startuje u nas minister Władysław Kosiniak-Kamysz. Liczymy na dobry wynik - mówi Bartman. Jak twierdzi, do Parlamentu Europejskiego wybiera się głównie po to, by walczyć o interesy rolników.
- Przeszedłem całą hierarchię w samorządach. Byłem radnym w gminie, w powiecie, a teraz w sejmiku województwa. Do PE idę jako rolnik i samorządowiec - mówi. Pytany przez nas, na ile ocenia swoje szanse na uzyskanie mandatu, otwarcie przyznaje, że nie ma doświadczenia w zakresie funkcjonowania europarlamentu.
- Ale szybko się uczę - zapewnia Bartman.
Czyżby ucieczka
Nie wszyscy samorządowcy rozumieją decyzje swoich kolegów i koleżanek odnośnie do ich startu w majowych wyborach.
- Dla mnie to albo ucieczka od lokalnych problemów, z którymi samorządowiec sobie nie poradził, albo próba reanimowania kariery politycznej, szukanie nowego pomysłu na siebie. Nie czarujmy się, co samorządowiec z małej miejscowości, który nawet nie otarł się o polski parlament, jest w stanie zdziałać w Brukseli? - przekonuje jeden z samorządowców, prosząc o niepodawanie nazwiska.
Politolog z Uniwersytetu Warszawskiego dr Rafał Chwedoruk jest zdania, że samorządowcy są ściśle związani ze swoimi partiami, dlatego ich start w eurowyborach może być poniekąd wymuszony.
- Najbliższe wybory do europarlamentu są wyjątkowo ważne, bo ustawiają całą kolejną serię wyborów, jakie nas czekają w tym i kolejnym roku. Dlatego w partiach dominuje przekonanie "wszystkie ręce na pokład". Dla niektórych samorządowców start w eurowyborach to dobry wstęp do wyborów jesiennych, do rad gmin, miast, sejmiku. Już w maju mogą bowiem pokazać się wyborcom - wyjaśnia dr Chwedoruk.
Tomasz Żółciak
OPINIE
@RY1@i02/2014/087/i02.2014.087.08800020a.810.jpg@RY2@
Jan Olbrycht eurodeputowany od dwóch kadencji, w latach 90. burmistrz Cieszyna
Nie można chyba jednoznacznie ocenić, czy samorządowcy powinni startować do europarlamentu. Wszystko zależy od człowieka, okoliczności, zaangażowania w pracę lokalną lub polityczną. Przyznaję, że moja sytuacja była trochę nietypowa, bo włodarzem Cieszyna zostałem zaraz na początku tworzenia się w Polsce samorządów. Między innymi dlatego od razu zacząłem działalność na samorządowej arenie międzynarodowej, np. w Radzie Gminy Regionów Europy. Zajmowałem się negocjacjami środków unijnych w pierwszych rozdaniach tych funduszy. Przez te osiem lat zrobiłem dla Cieszyna, a właściwie w Cieszynie, co mogłem. Moją rolą było pójście dalej, w samorządność na wyższych szczeblach.
Jednak drogi samorządowców mogą być różne i nie można ich jednoznacznie wartościować. Są osoby, które doskonale realizują się w pracy w małej gminie. Ale są też tacy, którzy miejsca muszą zmieniać. Samorząd jest dla nich odskocznią do dalszej kariery, czy to w sejmie, czy w strukturach europejskich. Bardzo ważne jest jednak, by w wyborach startować, będąc już przygotowanym. Dostając się do europarlamentu, można działać na rzecz samorządów lokalnych. I to nie jest zdrada lokalnej społeczności. To nie ucieczka od mikroproblemów. To próba ich rozwiązywania w skali makro, dla wspólnego dobra. Byleby tylko partie polityczne doceniały takich kandydatów.
@RY1@i02/2014/087/i02.2014.087.08800020a.811.jpg@RY2@
Jacek Kozłowski wojewoda mazowiecki
Mazowsze moje... No, ale bez sentymentów. Ważna jest dla mnie polityka rolna. Bo tam, w Brukseli, kształtuje się też spojrzenie na całą politykę regionalną. To jest tzw. solidaryzm, który jest jednym z wyznaczników funkcjonowania UE. Takie były imponderabilia wstępowania do Unii, których od lat konsekwentnie broniłem. To była nasza racja stanu.
Nie będę wymieniał swoich stanowisk, ale byłem np. ekspertem do spraw mediów i praw człowieka w Radzie Europy. Teraz jestem na własnym podwórku. Może wojewoda jednak powinien stawać w unijne szranki? Wiem, że na swoim stanowisku mogę zrobić wiele dobrego dla regionu. Ale może w Brukseli więcej? Tam trzeba umieć negocjować, szukać sojuszów dla regionalnych polityk. Bo to przecież nie tylko wielka ogólnoeuropejska energetyka, lecz także dopłaty do naszych rolnych producentów. To także możliwość pozyskiwania środków właśnie dla małych miast, obszarów wiejskich. W europarlamencie można zawierać takie sojusze. Przecież Europa to regiony bardziej lub mniej bogate. A nie tylko wielkie miasta. Takie swoje Mazowsze mają Portugalia, Hiszpania, ale też Francja. Możemy o tym rozmawiać. Może to jest kolejny etap budowania wspólnoty. I może to nasze Mazowsze coś na tym ugra. No, jakoś jest moje - "płasko, daleko...". To jednak sentyment, ale też racjonalne myślenie.
@RY1@i02/2014/087/i02.2014.087.08800020a.812.jpg@RY2@
Krystian Legierski radny Warszawy
Start do europarlamentu nie jest żadną zdradą warszawskiego samorządu. Radnym jestem prawie cztery lata, ale od dziesięciu lat w Warszawie działałem aktywnie w wielu obszarach np. kultury. W tym samym czasie uczestniczyłem w licznych spotkaniach z europejskimi politykami i aktywistami oraz brałem udział w dyskusjach na temat Europy. Młodzi ludzie powinni uczestniczyć aktywnie w działalności instytucji europejskich, w tym w również jako eurodeputowani. Po to, żeby zbierać możliwie jak największe doświadczenie i wiedzę na temat funkcjonowania mechanizmów europejskich w praktyce - im więcej różne pokolenia Polaków zdobędą praktycznej wiedzy na temat Unii Europejskiej, tym większa szansa, że jako Polacy będziemy odgrywali w niej główną rolę i będziemy mogli aktywnie formułować jej kształt i wyznaczać jej cele, a nie tylko umiejętnie wykorzystywać fundusze europejskie. Samorząd jest frapujący, ale ważne jest, żeby zbierać różne doświadczenia, które pozwalają lepiej rozumieć funkcjonowanie społeczeństw.
Opracowała Monika Górecka-Czuryłło
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu