Zrzekanie się mandatów jest niemoralne
Rozmowa z prof. Jerzym Regulskim, szefem Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, doradcą prezydenta RP ds. samorządu
Czy samorządowiec powinien startować do Parlamentu Europejskiego?
To pytanie trochę przewrotne, ale też spore uogólnienie. Dlaczego miałby nie startować? Przecież w Unii Europejskiej są komitety do spraw regionów. A zważywszy na to, że europarlament będzie rósł w siłę, to właśnie w nim potrzebujemy mieć swoich dobrych przedstawicieli m.in. regionalnych.
Czy samorząd przygotowuje do takiej pracy?
Zasiadanie w Parlamencie Europejskim to zupełnie inna funkcja niż sprawowanie funkcji radnego, wójta czy prezydenta miasta. Ale na pewno władza lokalna w pewien sposób przygotowuje do piastowania stanowisk w kolejnych strukturach demokratycznych. To wszystko jest szkołą demokracji. Oczywiście pozostaje pytanie, jak się przez ową szkołę przejdzie. Czego się w niej człowiek nauczy.
Co jest najważniejsze?
Chyba umiejętność współpracy z ludźmi. Umiejętność słuchania, odpowiadania na potrzeby, także tych najsłabszych mieszkańców. Często tych, których wielki świat nie słyszy. Ale niezbędna jest też wizja budowy pewnej tożsamości lokalnej społeczności. Oklepane jest już może pojęcie małej ojczyzny. Ale to w niej, jakkolwiek jej nie nazwać, radny, wójt, burmistrz czy prezydent, uczą się działania na rzecz ludzi. Na tym przecież polega mandat samorządu. To może w przyszłości przekładać się na szerszą społeczność. To może być dobry start dla samorządowca czy urzędnika, który pójdzie dalej. W Europie, w jej strukturach też można promować te najprostsze, ogólnoludzkie i lokalne wartości. Po to m.in. stworzono Unię Europejską. W niej ma się odnaleźć każdy człowiek ze swoimi potrzebami globalnymi, ale i lokalnymi.
Ale czy start samorządowca, w szerokim rozumieniu tego słowa, nie jest zdradą lokalnej społeczności? Przecież miał się ów człowiek zajmować drogami w swojej wsi, budową szkoły czy domów na osiedlu w mieście, wreszcie np. promocją regionu. A teraz odejdzie...
Mieszkańcy go przecież po coś wybrali. Wybór na radnego czy włodarza miasta lub gminy to zobowiązanie. Przede wszystkim wobec tych, którzy głosowali na daną osobę. Może dlatego dobrze byłoby, gdyby do europarlamentu startował samorządowiec, który już przez kilka kadencji sprawdził się w swoim regionie. I chodzi nie tylko o obycie, doświadczenie, kulturę. Ale także o umiejętność negocjacji, wywalczania spraw dla swojego regionu, czy będzie to mała gmina, czy też całe województwo. Z takim doświadczeniem łatwiej mu będzie w europejskich strukturach, a i lokalny samorząd będzie mógł pochwalić się, że poniekąd wypromował swojego włodarza.
To jednak samorządowcy powinni startować do parlamentu Europy?
Jednoznacznej odpowiedzi nie ma. Wszystko zależy od człowieka. Sam start może mieć wpływ także na przyszłe wybory samorządowe czy sejmowe. Jeśli ktoś planuje karierę polityczną, to może warto sprawdzać się w każdych szrankach.
To jak to jest z tą odpowiedzialnością moralną samorządowców czy potencjalnych posłów Europy?
Odpowiedzialność jest najważniejsza, ale przede wszystkim w nieco innej materii. Najbardziej niemoralne jest moim zdaniem zrzeknięcie się mandatu po wygranych wyborach. Oznacza to bowiem, że zwycięzca był tylko lokomotywą wyborczą, pionkiem, elementem gry na szachownicy. Nie zaś poważnym, odpowiedzialnym kandydatem. Takie zachowanie nie licuje z demokracją. To oszustwo w stosunku do wyborców. Może mieć przełożenie później, w wyborach na różnych szczeblach. Bo samorząd musi być przecież oparty na zaufaniu.
@RY1@i02/2014/087/i02.2014.087.088000200.802.jpg@RY2@
prof. Jerzy Regulski szef Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, doradca prezydenta RP ds. samorządu
Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu