Ewa Kopacz na miarę wyspy Tuska
Ewa Kopacz nie jest ani nie będzie Margaret Thatcher czy Viktorem Orbanem. Jest po prostu Ewą Kopacz. Łatwo być prorokiem: pani premier, czego się nie dotknie, rozwiąże problem połowicznie. Lepiej niż wielu innych, gorzej niż bajkowa "polska Taczer". Jej rozwiązywanie problemów górnictwa doprowadziło do tego, że cztery przeznaczone do wygaszenia kopalnie zostały przeznaczone do restrukturyzacji, czyli częściowego wygaszenia przed sprzedażą albo zamknięciem. Wielkie osiągnięcie? Na pewno nie. Wielka porażka? Nie. Kopalnie, które nie należą do właściciela prywatnego, nigdy nie osiągną całkowitej przejrzystości finansów, skoro ich cele też nie są jasne z punktu widzenia ekonomicznego. Podobnie jak górnicze emerytury, które nie są tym samym, czym emerytury np. nauczycieli, bo, podobno nieuchronnie, muszą być "specyficzne".
Po siedmiu latach rządów Donalda Tuska nie mamy w Polsce kim przeprowadzać głębokich, ryzykownych reform. Rządząca nami partia jest partią oduczoną odwagi. Jej koalicjant jest wręcz symbolem idei "tisze jedziesz, dalsze budiesz". Czy to źle? Naprawdę chcemy, aby odważnych reform dokonywali Grabarczyk, Wasiak, Piotrowska, Kosiniak-Kamysz? Czy reforma, którą przygotowała Kopacz jako minister zdrowia, była tak udana, że moglibyśmy bez trwogi oczekiwać reformy państwa?
Nie twierdzę, że Polsce nie przydałby się modernizacyjny kop - ten dotyczący "Polski resortowej", systemu sądownictwa, policji i peerelowskiego systemu kontroli oświaty. Ewaluacja skuteczności działania NFZ, urzędu skarbowego, a nawet tak kochanej przez rodaków straży pożarnej, byłaby orzeźwiającym prysznicem. Mam jednak nieodparte wrażenie, że publicyści i osoby wypowiadające się w mediach (np. zgrani do suchej nitki politycy odgrywający u nas rolę ekspertów od polityki), formułujące różne mądre i radykalne plany przebudowy, tracą sprzed oczu realną siłę kart, które ma do dyspozycji premier zielonej wyspy. Karty na tyle silne, by nie pasować za każdym razem, i na tyle słabe, by nie podnosić stawki. Publicyści i eksperci (?) namawiają Kopacz do nieustannego blefu, lecz przecież to nie oni płaczą, kiedy pada komenda: "sprawdzam".
@RY1@i02/2015/015/i02.2015.015.00000270a.802.jpg@RY2@
Jan Wróbel dziennikarz i publicysta
Jan Wróbel
dziennikarz i publicysta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu