Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Kurski dostarcza ofertę misyjną

26 października 2016
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

WYWIAD Witold Kołodziejski: Nie wybieramy prezesa TVP, ale nadal kontrolujemy spółkę. Dzięki nowelizacji ustawy medialnej będziemy mogli powiedzieć: ta złotówka nie poszła na pyskówkę

Widzę, że gabinetu przewodniczącego jeszcze pan nie przemeblował. Dużo się zmieniło w KRRiT, od kiedy był tu pan szefem?

Siedziba KRRiT w ciągu tych 6 lat zmieniła się nie do poznania. Wyremontowano gabinety, powstała piękna sala posiedzeń z komputerami i laptopami, jak z siedziby NATO.

Tylko czy wszyscy członkowie rady potrafią skorzystać z tych technologicznych dobrodziejstw?

Bez przesady. Dziś każdy potrafi obsłużyć komputer.

Skończyłem urzędować w KRRiT w 2010 r. Za moich czasów tu była partyzantka. PO przez trzy lata brała nas głodem, bo z uwagi na weto prezydenta nie można było odwołać rady. Pamiętam, jak trzy razy próbowano zmienić ustawę medialną. Bezskutecznie. Dlatego ograniczono nam niemal dwukrotnie budżet. To było oczywiście bardzo infantylne podejście do prowadzenia polityki i rozgrywek między urzędem a politykami. Przecież budżet KRRiT to nie są pieniądze członków, których można "zamorzyć".

Po utworzeniu Rady Mediów Narodowych pozycja KRRiT została osłabiona.

Wręcz przeciwnie. Zawsze powtarzałem, że wybór władz mediów publicznych to była kula u nogi KRRiT. Presja społeczna koncentrowała się na tym jednym wyborze. A to jest 1 proc. aktywności urzędu. Słyszę jednak, że część tych kompetencji ma do KRRiT powrócić.

Ale to oznacza, że Rada Mediów Narodowych byłaby zupełnie niepotrzebna.

To zależy, jakie będą losy dużej ustawy opartej na koncepcji tworzenia mediów narodowych. Czy prace nad nią będą kontynuowane, czy wygrają doraźne rozwiązania? Dziś wydaje się, że najpilniejsze jest załatwienie kwestii abonamentu.

Ciągle słyszę o koncepcjach, a kiedy zobaczymy gotowy projekt?

Też mam wrażenie, że dyskusja tkwi w tym samym miejscu, w którym była, gdy sześć lat temu odchodziłem z KRRiT. Dość tych dywagacji. Obecnie rozważane są trzy koncepcje - ściągania opłaty wraz z PIT, pobór od liczników energii oraz obecnie obowiązująca, w której opłatę pobiera poczta. Pierwszą opracowała KRRiT za kadencji mojego poprzednika i jest to bardzo szczegółowy dokument, podobnie jak projekt uszczelnienia obecnej ustawy abonamentowej. Nie zaczynamy więc od nowa. Obecnie to kwestia określenia szans, kontaktu z Komisją Europejską i szybkiej ścieżki legislacyjnej.

PiS ma dziś większość i mógłby takie zmiany przeprowadzić błyskawicznie.

Każda rządząca partia podchodziła do tego problemu, ale z jakichś powodów przez 15 lat go nie rozwiązano. Dziś sytuacja w parlamencie nie ma aż tak dużego znaczenia, jak to, by we wszystkich posłach dojrzała świadomość, że tę sprawę trzeba załatwić.

Kibicował pan Kurskiemu w konkursie na prezesa?

Miałem ten komfort, że byłem całkiem wyłączony. Oglądałem go prywatnie i muszę przyznać, że mieliśmy do czynienia z pasjonującym widowiskiem. Moim zdaniem Kurski wypadł najlepiej.

Prezesów już pan nie wybiera, ale wciąż kontroluje, na co wydają pieniądze z abonamentu. Ile dostaną w tym roku TVP i Polskie Radio?

Wpływ KRRiT na media jest nadal olbrzymi. To my podpisujemy kontrakty programowo-finansowe, dzielimy abonament i kontrolujemy wydawanie publicznych pieniędzy. Z abonamentu media publiczne otrzymują około 700 mln zł.

Pamiętamy dyskusje sprzed lat, czy "Taniec na lodzie" jest misyjny czy nie. Nowelizacja ustawy medialnej pod kątem kontroli pieniędzy wydawanych na media służyć będzie lepszemu ich wykorzystaniu. Dzięki temu będziemy mogli powiedzieć: ta złotówka nie poszła na pyskówkę, ale na wartościowy program.

To nie będzie takie łatwe. Do dziś nie wiemy, czym jest misja.

Dużo zależy od proporcji. 20 proc. abonamentu w obecnym budżecie TVP trudno zobaczyć na ekranie. Jeśli ten stosunek się zmieni, poprzez uszczelnienie abonamentu i zmniejszenie części reklamowej, to efekt misyjny będzie na wizji bardziej widoczny.

I może zmieni się postawa widzów, którzy płacić na media publiczne nie chcą.

Dwie trzecie polskich gospodarstw płaci abonament za telewizję kablową albo satelitarną.

Ale dostają tam treści, które uznają za wartościowe i płacą dobrowolnie.

Ludzie płacą za dodatkowe programy, ale podstawą jest bardzo duża oferta telewizji publicznej i jeszcze żaden operator się nie ośmielił sprzedawać pakietów bez kanałów TVP. Mało tego, oglądamy programy TVP w internecie. Moim zdaniem telewizja powinna być dostawcą najbardziej wartościowej oferty online, także archiwalnej. I to jest oferta, za którą 10 zł miesięcznie można zapłacić.

Będzie furtka dla tych, którzy jednak powiedzą "nie"?

Tak, ale mechanizm uszczelnienia ustawy jest w założeniach projektu odwrotny do dotychczasowego. Mianowicie kto deklaruje, że nie posiada telewizora, ten składa oświadczenie.

TVP Jacka Kurskiego realizuje misję?

Tak, oferta głównych anten i programów tematycznych jest misyjna. Czy transmisje ze Światowych Dni Młodzieży, Olimpiady czy Konkursu im. Henryka Wieniawskiego były realizacją misji? W 100 proc.

Ale w jakim stopniu realizowana jest misja i czy wszystkie pieniądze dobrze spożytkowano? Tego nie wiem, właśnie to analizujemy.

Nie ma pan żadnych zastrzeżeń? Choćby w stosunku do "Wiadomości"?

Zastrzeżenia są. I zawsze będą. Dostaliśmy skargę na "Wiadomości" od rzecznika partii opozycyjnej i zamierzamy ją potraktować poważnie. Ostatnio specjalnie zaprosiliśmy prezesa Kurskiego i redaktor Marzenę Paczuską po to, by wyjaśnili wątpliwości. Na razie zbieramy informacje, by dokonać właściwej oceny.

Na ile realne jest połączenie UKE i KRRiT?

Rynki regulowane przez oba urzędy przenikają się od lat. Możemy dziś mówić o jednym rynku cyfrowym, w którym krzyżuje się branża telekomunikacyjna z mediową. Jest potrzeba, ale nie ma presji. Możemy to zaplanować na spokojnie, by wspólnie z prawnikami UKE oraz całym rynkiem wszystko w konsultacjach ustalić. KRRiT jest organem konstytucyjnym, więc formalnie to rada musiałaby wchłonąć UKE, choć urząd jest od rady dużo większy. Nie chodzi o to, by teraz przewodniczący KRRiT mówił prezesowi UKE, co ma robić. Są różne modele współpracy.

Pasmo 700 MHz przyniesie budżetowi miliardy, jak ostatnia aukcja?

Myślę, że nie. To, co operatorzy mieli do wydania na częstotliwości, już wydali. Ale społeczeństwu może przynieść bardzo wiele.

Ostatni multipleks naziemnej telewizji cyfrowej rusza bez TVP. Jest deadline dla nadawcy publicznego, czy mogą się zastanawiać w nieskończoność?

Nie ma. To trochę mało komfortowe dla pozostałych nadawców i dla dysponenta częstotliwości. Ale nie ma procedury wynikającej wprost z decyzji rezerwacyjnej. Ona nie przewidziała takiej sytuacji.

W pewnym momencie podmiot, który płaci za częstotliwości, zapewne wystąpi o uwolnienie pasm albo wskazanie oferty. Dla TVP to trudna decyzja ekonomiczna, kolejne zobowiązanie finansowe.

@RY1@i02/2016/208/i02.2016.208.00000110a.801.jpg@RY2@

Anna Abako/East News

Witold Kołodziejski jest przewodniczącym KRRiT. Kierował też urzędem w latach 2007-2010

Rozmawiała Barbara Sowa

Cały wywiad z Witoldem Kołodziejskim na

PiS szykuje zapisy antykoncentracyjne w mediach. Czytaj na

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.