Z trzynastą pensją jest pewien kłopot
Dr Artur Górski Urzędnik jest częścią państwa, reprezentuje je i ucieleśnia. Dlatego powinien brać pełną odpowiedzialność za swoje decyzje, także finansowe
Zasiadanie posłów opozycji w Radzie Służby Cywilnej, która doradza premierowi, określił pan kiedyś absurdalnym rozwiązaniem. W efekcie podczas nowelizacji ustawy o służbie cywilnej (SC) opowiadał się pan za tym, żeby w nowej radzie, która zmieniła nazwę na Radę Służby Publicznej, nie było przedstawicieli opozycji. Premier Beata Szydło jednak odrzuciła tę propozycję.
Moją intencją było maksymalne zagwarantowanie merytoryczności i odpartyjnienie Rady Służby Publicznej. Chciałem uniknąć targowiska politycznego. Jednak premier Beata Szydło miała inną koncepcję. Uznała, że zrobi gest w stronę opozycji i zaproponuje klubom sejmowym wydelegowanie swoich przedstawicieli do tego gremium.
Nie boi się pan paraliżu pracy rady?
Utrudni to nieco pracę, ale mam nadzieję, że sobie poradzę. Przy czym liczę na bliską współpracę z przedstawicielem Kukiz’15. Natomiast obawiam się nieco przedstawicieli Nowoczesnej i PO, jeżeli będą to osoby nienawidzące PiS, to mogą kontestować pracę rady, a wówczas nasza współpraca ograniczy się do posiedzeń. Jeśli natomiast będą autentycznie zainteresowani współpracą, to chętnie z tego skorzystam.
Czy Rada Służby Publicznej w ogóle jest potrzebna?
Ma konkretne zadania. Przede wszystkim blisko współpracuje z szefem Służby Cywilnej i opiniuje jego działania. Jest to swoista kontrola, ale i merytoryczne wsparcie. Ponadto rada ma samodzielne, poważne zadania, których realizacja - mam nadzieję - przyczyni się do podniesienia poziomu nie tylko administracji rządowej, lecz także szeroko rozumianej administracji publicznej. Na pewno ta rada będzie inna od poprzedniej nie tylko z nazwy.
Poprzedni premierzy nie liczyli się z Radą Służby Cywilnej i wydawanymi opiniami. Co więcej, nawet nie powoływali przewodniczącego rady. Czy teraz będzie podobnie?
Wszystko zależy od tego, czy uchwały rady z uwagami, np. do projektu jakiejś ustawy, będą wsadzone od razu ad acta, czy przewodniczący zadba o to, aby trafiły do premiera. Przewodniczący rady musi być kreatywny, mieć zmysł analityczny, chcieć zrobić z rady narzędzie do kreowania administracją, a nie ograniczać się do zwoływania jej posiedzeń raz na miesiąc. Mam nadzieję, że rada pod moim przewodnictwem przygotuje - mimo silnej opozycji - wartościowe rozwiązania dla szefa służby cywilnej i premier przynajmniej niektóre poleci wdrożyć.
W poprzednich latach wiele słyszało się o ustawianych konkursach. Obecnie rada nie będzie obserwować naborów na wyższe stanowiska, bo są powołania. A co z konkursami na te niższe?
Przede wszystkim trzeba będzie monitorować konkursy na stanowiska średniego szczebla zarządzania, bo są kluczowe, i to zadanie rady jest wpisane do ustawy. Wcześniej wyglądało to tak, że przewodniczący zgłaszał zapotrzebowanie na udział obserwatora z grona rady w konkretnym konkursie i albo któryś członek się zgłosił, albo nie. Osobiście jestem przeciwny absorbowaniu członków rady konkursami na niższe stanowiska, bo i rada mniej liczna, a jej członkowie działają honorowo, czyli bez wynagrodzenia. Kształtując radę legislacyjnie, byłem przeciwny, aby poważnych profesorów czy doktorów wikłać w długie, mało istotne konkursy. A co się tyczy zgłaszanych nieprawidłowości, to narzędzia do ich wyjaśnienia będzie miał szef SC. Jeśli skarga wpłynie do rady, a będziemy takie skargi skrupulatnie zbierać, to i tak o jej wyjaśnienie będziemy musieli zwrócić się do Dobrosława Dowiata-Urbańskiego. Dopiero po takich wyjaśnieniach będziemy podejmować decyzję, czy wnioskować o powtórzenie konkursu.
W służbie cywilnej nie było czystek na stanowiskach dyrektorskich. Ale pojawiają się zarzuty, że trwają one w agencjach rolniczych. Czy zainteresuje się pan tym?
Zanegowano kolesiostwo, rozbito wieloletnie układy, powiązania polityczne, zlikwidowano łatwe pieniądze dla działaczy partyjnych i ich rodzin, w tym przypadku głównie PSL-u. Zapowiadałem, iż nie będzie czystek na wyższych stanowiskach w służbie cywilnej, gdy wejdzie w życie nowelizacja ustawy o służbie cywilnej. Pragnę zauważyć, że stosunek pracy wygasł tylko 212 osobom na 1580 zatrudnionych na wyższych stanowiskach. Fikcyjny okazał się także zarzut opozycji dotyczący powoływania osób spoza urzędu. Na wyższe stanowisko powołano 1124 członków korpusu służby cywilnej, a spoza niej tylko 131 osób.
A jak pan postrzega powołanie do rady nadzorczej PGE znajomej Jarosława Kaczyńskiego? Czy to nie jest pana zdaniem przykład kolesiostwa?
Ja też znam wiele osób, które zasiadają w spółkach, a nawet są ich prezesami. Czy to coś znaczy, czy w jakiś sposób to mnie deprecjonuje? Premier Beata Szydło kategorycznie zabroniła zatrudniania w spółkach rodzin posłów czy ministrów. Mam nadzieję, że raz na zawsze skończyliśmy z tą patologią.
Prezydent podpisał budżet na 2016 r. Czy urzędnicy doczekają się podwyżek, które były jeszcze obiecane przez poprzednią ekipę? Jak powinny być podzielone?
Poprzedni rząd naobiecywał podwyżki różnym grupom zawodowym, tylko często nie zabezpieczył środkó na ten cel w budżecie państwa, zastawiając w pewnym sensie pułapkę na obecną ekipę. Bo jeśli rząd PiS nie da tych podwyżek lub podniesie wynagrodzenia w administracji w stopniu nieznacznym, to będzie ten zły. Tylko że nie chodzi tu o zwykłe podwyżki. Pamiętajmy, że wynagrodzenie członka korpusu, a szczególnie urzędnika, składa się z kilku elementów. Przy tym jego wysokość w przypadku urzędnika mianowanego kształtuje się m.in. przez kolejne stopnie zawodowe. Z każdym kolejnym awansem związana jest podwyżka, tylko że na ten awans finansowy trzeba zasłużyć dobrą pracą. Na pewno powinniśmy promować finansowo tych urzędników, którzy będą swoje obowiązki wykonywali z zaangażowaniem. Tych, którzy będą kreatywni, rozsądni, odważni i będą chcieli usprawniać funkcjonowanie państwa, i zbliżać je do ludzi.
Czy ustawy z 1982 r. o pracownikach urzędów państwowych nie należałoby wreszcie zlikwidować?
Faktycznie tej anachronicznej ustawy już dawno nie powinno być. Mam taką ideę, aby doprowadzić do powstania Kodeksu administracji publicznej. Dokument ten składałby się z dwóch części. W pierwszej byłyby zapisy wspólne, zunifikowane, tam gdzie jest to możliwe. Natomiast w drugiej części byłyby regulacje odrębne, wynikające ze specyfiki danej administracji. Nie ma bowiem możliwości połączenia administracji samorządowej z rządową, choćby dlatego że inne budżety utrzymują te administracje. Ale na dobrą sprawę nic nie stoi na przeszkodzie, aby administrację państwową, np. kancelarie Sejmu i Senatu, włączyć do rządowej, choć przy takich projektach wyobrażam sobie ich opór. W każdym razie warto myśleć o większej ustawie, o generalnej zmianie, ale nic na siłę i w pośpiechu.
Co powinno się jeszcze zmienić w administracji rządowej?
Pamiętajmy, że ma ona zasadniczo dwa zadania: realizować politykę państwa, czyli de facto program rządu, i obsługiwać obywateli w zakresie określonym ustawami, np. administracji skarbowej w kwestiach podatkowych. W pierwszym przypadku zadania muszą być wykonywane nie tylko przez kompetentnych, lecz także lojalnych, propaństwowych aż do bólu urzędników, zaś urzędnicy zajmujący się obsługą obywateli powinni być nie tylko kompetentni, rzetelni i uczciwi, lecz także życzliwi ludziom.
A co z trzynastką, bo były już pomysły, aby włączyć ją do wynagrodzenia zasadniczego?
Z trzynastką jest pewien kłopot, bo ma znaczenie nie tylko finansowe, lecz także psychologiczne. Włączenie jej do wynagrodzenia zasadniczego i jego rozłożenie na dwanaście miesięcy byłoby korzystne dla budżetu, ale ludzie odczuliby jako stratę demotywującą do pracy, podważającą zaufanie do państwa, jako odebranie prawa nabytego. Pracownicy czekają na trzynastki, planują ich zagospodarowanie, jakieś celowe wydanie na zakup większej rzeczy. Taki jednorazowy przypływ większej gotówki jest bardzo mile widziany przez obywatela, czasem ratuje mu sytuację. Trzynastki wynikają z odrębnych przepisów i ja bym ich nie ruszał, dopóki nie stworzy się równie atrakcyjnej alternatywy.
Z pewnością słyszał pan, że po raz pierwszy urzędnik zapłaci za swój błąd 45 tys. zł.Czy urzędnicy powinni być częściej karani?
Urzędnik to nie jest jakikolwiek pracownik, on jest częścią państwa, reprezentuje je i ucieleśnia. Dlatego powinien brać pełną odpowiedzialność za swoje decyzje, także finansową. Jestem przeciwny, aby koszty niskiej wiedzy, słabych kompetencji czy braku roztropności urzędnika pokrywać ze Skarbu Państwa. Wręcz przeciwnie, uważam, że kilka takich przypadków zmobilizuje pozostałych urzędników. Oczywiście istnieje ryzyko postawy asekuranckiej przy podejmowaniu decyzji, ale mówiąc o urzędnikach odważnych, mamy na myśli takie sytuacje.
@RY1@i02/2016/047/i02.2016.047.18300080a.803.jpg@RY2@
fot. materiały prasowe
Artur Górski, poseł PIS, przewodniczący Rady Służby Publicznej
Rozmawiał Artur Radwan
Cała rozmowa na
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu