Możemy dłużej czekać na wyniki wyborów
Anna Godzwon: Jeśli coś w tych wyborach nie wyjdzie, to raczej z powodu braków merytorycznych osób przy nich pracujących, a nie wskutek jakichś odgórnych decyzji politycznych
Pozostał równy miesiąc do I tury wyborów. Czy organizacyjnie jesteśmy na nie przygotowani?
Dzisiaj mija termin na zgłoszenie członków obwodowych komisji wyborczych. W ciągu najbliższych dni okaże się więc, jak wygląda sytuacja ze składami podwójnych komisji wyborczych – tych wydających karty do głosowania i tych przeliczających głosy. Zgodnie z wolą ustawodawcy w każdym lokalu wyborczym będą pracować dwie komisje po dziewięć osób każda. Jeśli przemnożymy to przez około 27 tys. obwodów głosowania, to wychodzi, że zrekrutować trzeba grubo ponad 450 tys. osób. Jeśli w całym kraju były problemy ze skompletowaniem składów terytorialnych komisji wyborczych, do których potrzeba było tylko kilku tysięcy ludzi, to problem może być naprawdę poważny.
Wówczas komisarze wyborczy będą mogli powołać te obwodowe komisje w pięcioosobowych składach.
Tak stanowi kodeks wyborczy. Tę samą zasadę PKW zastosowała zresztą w stosunku do terytorialnych komisji. Wydała wytyczne dla komisarzy wyborczych, w których użyto sformułowania „w związku z zagrożeniem dla terminowego wykonania ustawowych czynności”. Tak więc komisarze wyborczy mogą być wręcz zmuszeni do tego, by w pewnym momencie otworzyć rejestr wyborców i zacząć szukać kandydatów, którzy uzupełniliby braki w składach komisji.
A co, jeśli nie uda się utworzyć nawet pięcioosobowej komisji wyborczej?
Zawsze były problemy ze znalezieniem chętnych do pracy w komisjach obwodowych, a potrzeba było mniej osób niż obecnie. Ale jednak udawało się jakoś te składy zgromadzić i teraz być może też tak będzie – na pewno w ten proces włączą się delegatury KBW i urzędnicy wyborczy.
Czy PKW była uprawniona do wydania uchwały, w której dopuszcza się zmniejszenie składów terytorialnych komisji wyborczych?
Ustawodawca tego nie przewidział. Najwyraźniej doszedł do wniosku, że tych kilka tysięcy osób w kraju się znajdzie i takiego wentylu bezpieczeństwa w postaci określenia minimalnego składu terytorialnej komisji wyborczej – tak jak to ma miejsce w przypadku obwodowych komisji – tutaj zwyczajnie nie ma. PKW zastosowała analogię, wydając wytyczne w tym zakresie, do czego ma oczywiście prawo. Zrobiła to dla ratowania procesu wyborczego, bo trzeba było przecież zarejestrować listy kandydatów na radnych.
Podobny problem był w przypadku granic okręgów. Pojawiło się pytanie, co zrobić z tymi, które zostały zaskarżone, a wiadomo było, że sąd nie wyda wyroku, zanim upłyną ustawowe terminy. PKW wpierw sama zaproponowała w czerwcu nowelizację przepisów skracającą terminy i znoszącą dwuinstancyjność postępowań w tych sprawach, a potem wyszła z założenia, że jeśli sąd nie zdążył orzec, komisarz wyborczy mógł utworzyć okręg w wersji, która została zaskarżona.
Ustawodawca, proponując nowy kodeks wyborczy, zwyczajnie nie przewidział takich sytuacji. Dlatego znów postąpiono tu trochę „bez żadnego trybu”, by ratować przeprowadzenie wyborów. Ale czy tak to powinno wyglądać?
Nowy kodeks wprowadza zmienione zasady wyłaniania składów komisji wyborczych. Chodzi o zachowanie pluralizmu, o to, by było w nich jak najwięcej przedstawicieli komitetów, także partyjnych. Czy to się udało?
Przejrzałam składy terytorialnych komisji wyborczych i znalazłam przypadki, w których np. na dziewięciu członków gminnej komisji wyborczej siedmiu reprezentuje komitet wyborczy wyborców jednego kandydata. Są też takie komisje, w których większość stanowią osoby wyznaczone przez konkretną partię polityczną. Słuszna skądinąd zasada, by komisje tworzyć w sposób pluralistyczny, by każdy członek pochodził najlepiej z innego komitetu wyborczego i by wzajemnie patrzyli sobie na ręce, w praktyce nie wszędzie zadziałała. To jeszcze nie oznacza, że gdy siedmiu na dziewięciu członków komisji jest z jednego komitetu, to z góry wiadomo, że będą działać na korzyść jednej, konkretnej listy. Jest to jednak moim zdaniem pokłosie tego, że ludzie się do tych wyborów nie garną. W tegorocznych wyborach startuje o jedną czwartą mniej komitetów niż cztery lata temu. Składy komisji trzeba było uzupełniać w drodze publicznych losowań, bo komitety nie wystawiły aż tylu osób, by te komisje powołać od razu. A teraz dochodzi do sytuacji, gdy tego pluralizmu nie ma.
A mniejsza liczba komitetów nie jest czasem skutkiem tego, że na te wybory ograniczono jednomandatowe okręgi wyborcze do gmin do 20 tys. mieszkańców, w związku z czym nie było nawet potrzeby powoływania tylu pojedynczych komitetów?
Pewnie tak. Tyle że w przypadku tych gmin, gdzie JOW-y nadal obowiązują, widać, że tych komitetów jest mało, bo nie miał kto zgłaszać kandydatów do komisji wyborczych. A efektem tego są sytuacje, gdy w jednej komisji znaczącą większość członków ma tylko jeden komitet.
Dostrzega pani jeszcze jakieś potencjalne mielizny na drodze do wyborów?
Zastanawiam się np., jak urzędnicy wyborczy przeprowadzą szkolenia dla członków komisji, tej armii 450 tys. ludzi. Nawet jeśli część z nich ma jakieś doświadczenie w przeprowadzaniu wyborów, to i tak wielu rzeczy będzie się musiała nauczyć, bo mamy nowy kodeks wyborczy. Tych ludzi trzeba będzie teraz jakoś zebrać, przekazać im podstawowe informacje i wytyczne PKW, odpowiadać na liczne pytania. Ponadto sami urzędnicy wyborczy nie będą w stanie przeprowadzić inspekcji we wszystkich lokalach wyborczych, rozwieźć kart wyborczych, urn itd., dlatego będą zmuszeni skorzystać z pomocy gminnych urzędników.
Szef PKW Wojciech Hermeliński wielokrotnie wskazywał na zagrożenia związane ze zmianą definicji znaku „x”, który stawiamy na karcie do głosowania (co najmniej dwie przecinające się linie) oraz odejścia od zasady świętości kratki przy nazwiskach kandydatów, co de facto pozwala na różne dopiski na kartach. Może to rodzić problemy z uznawaniem głosów za ważne?
W wyborach nie chodzi o zabawy kartą do głosowania i utrudnianie pracy komisjom. Chciałabym, by wyborca głosował świadomie i nie wykorzystywał w praktyce tych wszystkich możliwości, o których mówią politycy, że tu można coś zamazać, tam coś dostawić.
A co jeśli komisja zobaczy kartę, na której przy kandydacie Kowalskim widnieje zamazany „x”, a przy kandydacie Nowaku sam „x”? Należy głos uznać, czy nie?
Myślę, że PKW będzie musiała ten problem jakoś rozwiązać, np. w wytycznych dla okręgowych komisji wyborczych. Na razie wiemy z uchwały PKW, jaki głos na pewno będzie uznany za nieważny – kiedy na karcie do głosowania będzie więcej niż jeden znak „x”, kiedy nie będzie znaku „x” w żadnej kratce i kiedy wyborca zagłosuje na kandydata, który wcześniej zostanie skreślony [ustalenia PKW patrz C4 – red.].
Czy może dojść do fałszerstw na kartach wyborczych, np. przez członków komisji obwodowych?
Pojedyncze fałszerstwa się zdarzały i należy założyć, że zapewne tak będzie i teraz. Ale po to mamy mężów zaufania, mogących nagrywać prace komisji wyborczych (z wyjątkiem samego głosowania), by patrzeć sobie nawzajem na ręce. Może jestem naiwna, ale nie zakładam, że ktoś idzie do pracy w komisjach, by fałszować wybory. Bardziej obawiam się tego, że z powodu utworzenia odrębnej komisji liczącej głosy, protokolarnego przekazywania dokumentów między pierwszą a drugą komisją czy wreszcie liczenia głosów oddawanych na białych kartach, których segregowanie na poszczególne szczeble samorządu zajmie dłużej niż w przypadku kart kolorowych, znacznie dłużej będziemy czekać na wyniki wyborów niż w sytuacji, gdyby wszystko odbywało się według dotychczasowych reguł.
Gdy zmieniano kodeks wyborczy, pojawiły się obawy o próby upolitycznienia procesu wyborczego. Czy faktycznie tak się stało?
Nie widzę w tym momencie upolitycznienia procesu wyborczego. Jeśli coś w tych wyborach nie wyjdzie, to raczej z powodu braków merytorycznych ludzi przy nich pracujących, aniżeli wskutek jakichś odgórnych decyzji politycznych. ©℗
fot. Materiały prasowe
Anna Godzwon była rzeczniczka PKW i współautorka książki „Konsekwencje rewolucji w prawie wyborczym, czyli jak postawić krzyżyk i dlaczego w kratce”
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu