Co za dużo, to niezdrowo. Rzecz o wyborze do Krajowej Rady Sądownictwa
Im więcej czasu upływa od ujawnienia przez prasę nazwisk sędziów startujących do Krajowej Rady Sądownictwa, tym więcej wątpliwości wokół tych wyborów narasta. Pisaliśmy już na łamach DGP o kandydacie, który stracił poparcie, a także o tym, który de facto startować w wyścigu o fotel w KRS w ogóle nie powinien, bo już jakiś czas temu przeszedł w stan spoczynku. Media informują również o dyscyplinarkach, których doigrali się niektórzy sędziowie startujący w wyborach oraz ich powiązaniach z ministrem sprawiedliwości. Tymczasem jedyna osoba w kraju, która mogłaby tego rodzaju dywagacje przeciąć, milczy jak zaklęta. Osobą tą jest oczywiście marszałek Sejmu, w rękach którego znajduje się obecnie los wszystkich kandydatów. Czy zdecyduje się poddać któreś ze zgłoszeń pod osąd Państwowej Komisji Wyborczej? A może sam dokona wstępnej selekcji i niektóre wątpliwe kandydatury odsieje już na tym etapie? Te pytania jeszcze przez jakiś czas pozostaną bez odpowiedzi. Komfort milczenia dla marszałka i swego rodzaju parasol ochronny dla kandydatów to prezenty od ustawodawcy. Przepisy są tak skonstruowane, że o transparentności wyborów do KRS mowy być nie może. Przecież tak naprawdę dotąd nie podano nawet oficjalnej listy nazwisk startujących!
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.