Sto dni nieufności
To, że każde ugrupowanie koalicyjne ma swojego przedstawiciela w każdym resorcie, nie oznacza jeszcze, że wszyscy są równo traktowani. Są zgrzyty, przemilczenia i brak zaufania
Zamiast, jak do tej pory, dzielić ministerstwa między ugrupowania, nowa koalicja wyznaczyła w nich partyjne parytety. Dziesięć ministerstw dostało szefów z KO, cztery – z PSL, trzy – z Nowej Lewicy, a dwa – z Polski 2050. Jednocześnie każdy komitet wyborczy zyskał prawo, by wskazać wiceszefa w każdym resorcie.
– To ciekawa koncepcja, która w ostatecznym rozrachunku może się okazać lepsza dla koordynacji prac nad projektami ustaw. Dzięki temu, że już na poziomie ministerstw biorą w nich udział przedstawiciele wszystkich ugrupowań, łatwiej jest osiągnąć polityczne porozumienie – uważa prof. Renata Mieńkowska-Norkiene z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.