Stare, dobre brukselskie kłamstwa
D la premiera Mateusza Morawieckiego wyłączenie Polski z dochodzenia do neutralności klimatycznej w 205 0 r . to wielki sukces. Dla byłego już gospodarza unijnych szczytów Donalda Tuska mówienie o sukcesie jest kolejnym – jak stwierdził w Radiu ZET – brukselskim kłamstwem polskiego rządu.
Polska, wypisując się na własne życzenie z nowego celu klimatycznego, dała sobie sześć miesięcy na zmianę postanowienia. Można to potraktować jako taktyczny wybieg, który ma pozwolić na ugranie niezbędnych funduszy. Rzeczywiście, zgoda na neutralność klimatyczną na zeszłotygodniowym szczycie przypominałaby trochę kupowanie kota w worku. Co prawda Komisja Europejska chce przeznaczyć na transformację energetyczną 100 mld euro, ale to pieniądz na razie wirtualny, co więcej, nie wiadomo, skąd go w ogóle wziąć. Instytucjom europejskim i reszcie krajów, które bez Polski będą musiały zrobić dużo więcej, by osiągnąć cel dla całej UE, nadal będzie zależeć na zgodzie polskiego rządu. Warszawa ma asa w rękawie, którym jeszcze chwilę pogra.
Z dala jednak od brukselskiego stołu rozmów polski manewr na szczycie wygląda mniej jak strategiczny unik, a bardziej jak systemowa obawa przed elektoratem. Nie chodzi tylko o wybory prezydenckie. Zgoda na neutralność klimatyczną będzie oznaczać, że to partia Jarosława Kaczyńskiego przejdzie do historii jako ta, która zgodziła się na odchodzenie od węgla i zamykanie kopalni, na dodatek pod dyktando Brukseli. Najbliższe pół roku może wystarczyć, by wynegocjować w UE sporo pieniędzy na przestawianie gospodarki na niskoemisyjną. Ale to zdecydowanie za mało, by znaleźć sposób na wytłumaczenie wyborcom, dlaczego odchodzenie od węgla jest dziejową koniecznością.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.