Wyborcza przerwa parlamentu legalna, choć precedensowa
Sejm w obecnym składzie zbierze się jeszcze raz – po wyborach. Opozycja zastanawia się, czy decyzja nie oznacza, że PiS ubezpiecza się na wypadek potknięcia w jesiennym głosowaniu
Sejm rozpoczął wyjątkowo długą przerwę w posiedzeniu. Zakończenie obrad ma nastąpić już po wyborach. To wywołało podejrzliwe reakcje opozycji. – PiS przyzwyczaiło do kompletnego braku przejrzystości, jeśli chodzi o posiedzenia Sejmu. Działa to jak w czeskim filmie: nikt nic nie wie. I kiedy dochodzi do zdumiewającego ruchu, można się domyślać, że stoją za tym złe intencje – mówi wiceszef PO Tomasz Siemoniak. Politycy PiS zaprzeczają. Oficjalnie podanym powodem przerwy są prośby posłów, którzy prowadzą kampanie.
– Od czterech lat było wiadomo, że będzie kampania. Można się spodziewać, że stoi za tym zły plan, a nie bałagan, do którego wszyscy się przyzwyczaili – odpowiada Siemoniak. Taki układ posiedzenia powoduje, że potencjalnie drażliwe punkty, jak wotum nieufności dla ministra Zbigniewa Ziobry czy informacja rzecznika praw obywatelskich, udało się zmieścić wczoraj wieczorem, poza godzinami największej oglądalności programów informacyjnych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.