Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Farma trolli nie gra roli

26 sierpnia 2019

Nie wiem, czy notka biograficzna sędziego Łukasza Piebiaka pojawiła się na Wikipedii przed wybuchem afery jego imienia, czy istniała wcześniej. Podejrzewam jednak, że jej bohater spodziewał się raczej znaleźć tam wzmiankę o nadzorowanej przez siebie reformie postępowania cywilnego, która właśnie wchodzi w życie. Tymczasem ma szanse zostać zapamiętany z tego, że koordynował akcję kompromitowania kolegów sędziów. Nie dość, że szambo dzięki dziennikarzom portalu Onet.pl się wylało, to jeszcze były już wiceminister, który zapowiedział wytoczenie im procesu, zapłaci za niego więcej. Bo jak na złość akurat weszły w życie podwyżki kosztów sądowych, które sam wprowadzał. Swoją drogą z tym pozwem to ryzykowna sprawa. A nuż system wylosuje jakiegoś sędziego, którego protegowana wiceministra, internetowa hejterka Emi, też szkalowała.

Być może Państwa irytuje, że zamiast grzmieć o niegodziwościach po prostu sobie pokpiwam z afery z trollami. Że media powinny raczej nawoływać do dymisji ministra Ziobry, mówić o końcu demokracji, przekraczaniu granicy (kolejnej) itp. Owszem, w normalnym kraju taki skandal zmiótłby ze stanowiska nie tylko ministra sprawiedliwości, ale cały rząd. Ale my już nie jesteśmy normalnym krajem. Afera Piebiaka zrobiła większe wrażenie za granicą niż u nas, a to dlatego, że w dojrzałych demokracjach (Włoch do nich nie zaliczam) takie rzeczy nie mieszczą się w głowie. My natomiast jesteśmy już tak przeczołgani, że nie tylko nam – jako społeczeństwu – się to pod kopułą mieści, ale co gorsza, prawie nas nie rusza. Te 5 punktów procentowych spadku poparcia, choć odnotowane w sondażu (badanie Kantar dla TVN) przeprowadzonym już po wybuchu afery, może być równie dobrze reakcją na aferę Kuchciński-travel. A poza tym mówimy o spadku z 44 do 39 proc.!

Bo jeśli prezydent, „wyręczając sąd”, może ułaskawić niewinnego Mariusza Kamińskiego, a potem wręczyć mu tekę ministra; jeśli minister sprawiedliwości na oczach kamer podpisuje listę obecności już po głosowaniu nad budżetem w sali kolumnowej; jeśli straż marszałkowska może nie wpuszczać na nie posłów; jeśli Sejm nie wykonuje wyroku NSA i odmawia ujawnienia list poparcia kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa; jeśli Trybunał Konstytucyjny za chwilę stwierdzi niekonstytucyjność przepisu, na podstawie którego można się tych list domagać… To czy ujawnienie zinstytucjonalizowanego hejtu na szczytach Ministerstwa nomen omen Sprawiedliwości, w dodatku czerpiącego z SB-eckich wzorców, coś zmieni?

Pozostało 91% treści
Czytaj wszystkie artykuły
już od 14,90 zł za pierwszy miesiąc.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.