Dymisja to nic złego
W łaściwie trudno zrozumieć, dlaczego odeszliśmy od ładnej tradycji odwoływania funkcjonariuszy państwowych po tym, jak w obszarach, za które odpowiadają, dochodzi do poważnych nieprawidłowości. Generalnie nie wręcza się też dymisji za nadużywanie przywilejów, wykorzystywanie własności publicznej do własnych celów czy kłamstwa. Marszałek Marek Kuchciński to pewnie świetny kompan polityczny i dobry kolega – samolotem podrzuci czy wyłączy sejmowy mikrofon politykowi opozycji. Więc PiS go bronił. Marszałek jako człowiek honorowy po posiedzeniu komitetu politycznego swojej partii sam postanowił złożyć dymisję.
Zachował się wręcz superhonorowo, bo przecież prawa nie złamał, a jak przekonują „Wiadomości” TVP, podtrzymywał jedynie obyczaj. Bo za PO latali też premier Donald Tusk i marszałek Senatu Bogdan Borusewicz. Chociaż bizantyjskie zamiłowanie marszałka Kuchcińskiego do lotnictwa skończyło się wymuszoną rezygnacją (warto, aby sprawie przyjrzały się odpowiednie organy państwa), to nikt w obecnej ekipie rządzącej nie zamierza z tego powodu uderzać się w piersi. Coraz więcej wątpliwości wokół śmierci boksera Dawida Kosteckiego to jednak powód, żeby szefostwo Służby Więziennej i nadzorujące ją Ministerstwo Sprawiedliwości zastanowiły się nad wyciągnięciem konsekwencji personalnych.
Gdy zabójca Krzysztofa Olewnika popełnił samobójstwo, do dymisji podali się ówczesny minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ćwiąkalski, wiceminister nadzorujący więziennictwo, szef Służby Więziennej i dyrektor zakładu karnego, w którym doszło do śmierci osadzonego. Jedni ponieśli odpowiedzialność polityczną, inni służbową, związaną z nadzorem nad bezpieczeństwem więźniów. Nawet jeśli kaliber tych rezygnacji każe podejrzewać, że były one w służbie opinii publicznej, to dały cenną lekcję innym ministrom czy urzędnikom państwowym.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.