Naruszyliśmy pewne interesy
Artur Soboń: Na koniec roku osiągniemy obiecany przez premiera pułap 100 tys. mieszkań na etapie wniosków. Na koniec kolejnej kadencji będziemy oddawać już rocznie 50 razy tyle. Rozpędziliśmy tę maszynę
fot. Bartek Kosiński/MR/materiały prasowe
Artur Soboń, wiceminister inwestycji i rozwoju
Co pan pomyślał, gdy pańskie lex deweloper – razem z lex Szyszko – wskazano w 21 tezach samorządowców jako przykład regulacji centralnych dewastujących przestrzeń publiczną w miastach i gminach?
Te tezy odzwierciedlają ideologię, zgodnie z którą władze lokalne mają mieć jak najwięcej swobody, kosztem kontroli państwa, ze wszystkimi tego konsekwencjami dla obywateli. Konieczność zapewnienia ładu urbanistycznego jest zadaniem lokalnym, ale koszty jego braku płacimy wszyscy. I najbardziej winni tej sytuacji są ci, którzy wydają warunki zabudowy, czyli m.in. prezydenci podpisani pod 21 tezami. Tymczasem osiedle w szczerym polu w ramach standardów tzw. specustawy mieszkaniowej powstać nie ma prawa, a dzięki wuzetkom już może. I tak się faktycznie dzieje. Tak więc samorządowcy, publikując swoje tezy, szukają paliwa politycznego i stają w obronie swoich interesów. A zwłaszcza wydawanych w zaciszu gabinetów wuzetek. Bo w ramach specustawy nie powstała jak dotąd żadna kontrowersyjna inwestycja. Tutaj wszystko jest jawne.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.