Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Odszedł człowiek niedzisiejszy

10 lutego 2019

Niemal dokładnie rok temu redaktor naczelny DGP poprosił mnie o zrobienie dużego wywiadu na temat reformy wymiaru sprawiedliwości. – Chodzi o rozmowę z jakimś autorytetem, ale niewyeksploatowanym w mediach. Z kimś, kto jest tak doświadczony, uczciwy i prawy, jak np. Jan Olszewski – tłumaczył. W dzisiejszych czasach znalezienie kogoś, o kim z czystym sumieniem można powiedzieć, że jest prawy i uczciwy, nie jest takie proste, więc stanęło na tym, że zamiast szukać godnego naśladowcy, lepiej poprosić o wywiad oryginał.

fot. Tomasz Gzell/PAP

To był już czas, gdy ze względu na stan zdrowia Olszewski z rzadka udzielał się w mediach. Z powodu kłopotów ze wzrokiem wywiad na kilkanaście tysięcy znaków autoryzowaliśmy telefonicznie. Mijały kolejne minuty odczytywania rozmowy. Nie miałem pewności, czy mój rozmówca nadal jest po drugiej stronie słuchawki. Niepotrzebnie. – Wydaje mi się, że nie powiedziałem „osobami publicznego zaufania”, ale „szczególnego publicznego zaufania” – wtrącił nagle premier swoim basowym tonem. Do końca zachował bystrość umysłu, pamięć i błyskotliwość, jaka cechowała go przede wszystkim jako doskonałego prawnika.

Z samą reformą sądownictwa wiązał ogromne nadzieje. Szczególnie z systemem losowania spraw, Izbą Dyscyplinarną w Sądzie Najwyższym czy instytucją skargi nadzwyczajnej. Choć bardziej chyba oddziaływały na niego same idee z tym związane niż praktyka ich wdrażania. Bo choć dostrzegał ewidentne zagrożenia związane z reformą, to może nie tyle je bagatelizował, ile umniejszał ich znaczenie. Zdawał sobie sprawę ze zbyt dużych uprawnień ministra sprawiedliwości – prokuratora generalnego, ale wierzył, że ten, jak przystało na osobę, która pełni taką funkcję, nigdy nie skorzysta z nich w celu realizacji partykularnych interesów. Tak jakby mierzył ludzi własną miarą.

A miara to była wysoka. Mało jest ludzi tak pryncypialnych, zasadniczych i honorowych. – Gdy wyjdę na ulicę, chciałbym popatrzeć ludziom w oczy – mówił w ostatnim przemówieniu jako premier, gdy padał jego gabinet. Ilu jest dziś polityków, którzy w ogóle myślą takimi kategoriami? Bo premierem się bywa, politykiem też, nawet adwokatem, ale człowiekiem jest się zawsze i Jan Olszewski przede wszystkim takim człowiekiem przez duże C starał się być. A przyszło mu nim być, gdy czasy temu wybitnie nie sprzyjały. Charakter Olszewskiego kształtował się w czasie wojny, gdy był członkiem Szarych Szeregów. Po wojnie publikował w popaździernikowym „Po Prostu”, był członkiem Klubu Krzywego Koła, wreszcie jednym z pierwszych i najwybitniejszych obrońców w procesach politycznych.

To on bronił Melchiora Wańkowicza, Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego, Adama Michnika i Zbigniewa Romaszewskiego. Obronę studentów po wydarzeniach marcowych przypłacił zakazem wykonywania zawodu. W procesie zabójców ks. Jerzego Popiełuszki był oskarżycielem posiłkowym. Jego zasług dla Solidarności i opozycji demokratycznej nie da się przecenić. Był autorem poradnika „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa”, instrukcji dla zatrzymanych. W wolnej Polsce upadek jego rządu, ochrzczony na prawicy mianem „nocnej zmiany”, stał się mitem założycielskim IV RP. Później nigdy już nie odegrał większej roli w polityce. Zawsze jednak mógł bez wstydu spojrzeć ludziom w oczy. ©

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.