Lobbing wymaga nakładów
Marian Ociepa: Nikt nie zamierza tworzyć konkurencji dla kogokolwiek. Celem utworzenia Business Poland House jest raczej integracja polskiego biznesu i wzmocnienie jego pozycji w Brukseli
Marcin Ociepa – wiceminister w polskim rządzie, a jednocześnie współtwórca Business Poland House (BPH), zupełnie niezależnej od rządu organizacji przedsiębiorców w Brukseli. Zgadza się?
To duże uproszczenie. Rzeczywiście jest tak, że jako wiceminister odpowiedzialny za sprawy europejskie w resorcie przedsiębiorczości i technologii po spotkaniach, które odbyłem w Brukseli, obserwując i słuchając, co tam się dzieje…
Co się dzieje w Brukseli?
Mam na myśli skalę naszej obecności w stolicy UE, aktywność polskiego biznesu…
Nie istniejemy?
Istniejemy. Spotkałem wielu fantastycznych ludzi. Tylko jest ich za mało.
Istniejemy, ale mało?
Nasz głos na pewno powinien być silniejszy i lepiej słyszalny. Mamy w Brukseli sektor stricte prywatny, czyli organizacje pracodawców. Jedni są tam długo, jak np. Lewiatan, inni od zeszłego roku. To jest bardzo dobra tendencja, że np. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców założył w Brukseli biuro i zatrudnia kolejnych ludzi.
I przedstawiciele tych organizacji mówią mi, że Ociepa chce im rozwalać biznes w Brukseli i zakładać własną organizację. Rządową.
Ależ skąd. Chodzi o to, wzorując się na tym, co robią nasi przedsiębiorcy, by zachęcić tych mniej do tej pory chętnych, aby podążyli brukselską ścieżką. Naprawdę wiele ważnych dla polskich firm spraw dzieje się właśnie tam. Osobny temat to jest kwestia reprezentacji polskich spó łek Skarbu Państwa w Brukseli, która też mogłaby być znacznie lepsza, większa, ambitniejsza. W mojej ocenie spółki te powinny być bardziej obecne w stolicy Unii. Działania BPH mają być komplementarne, a nie konkurencyjne wobec innych polskich podmiotów w Brukseli.
Spółki Skarbu Państwa za mało się angażują?
Niektóre działają świetnie. Inne mogłyby lepiej. Są też takie, które w ogóle w Brukseli nie są aktywne, a powinny. Chcemy je zmobilizować.
Gdybym był złośliwy, tobym powiedział, że wystarczy wymienić prezesów.
Wolimy rozmawiać z biznesem – bo spółki Skarbu Państwa to też biznes. Biznes z Polski konkuruje na globalnym rynku. Zasady, na których opiera się ta konkurencja, muszą być współtworzone także przy udziale polskich przedsiębiorców. To nie jest kwestia tylko prezesa, lecz także całej struktury podmiotu, procesów i pracowników. Jednym z pomysłów jest utworzenie organizacji pracodawców. Przy czym to idea Giełdy Papierów Wartościowych. My jako resort przedsiębiorczości po prostu tej inicjatywie kibicujemy. Celem jest utworzenie na mapie w Brukseli takiego miejsca, które będzie się identyfikowało polskim przedsiębiorcom jako im przyjazne.
Jak współtworzę jakieś inicjatywy, to też zakładam, że one są fantastyczne. Czy jednak organizacja pracodawców nie powinna być zupełnie niezależna od polskiego rządu? Tu jest co najmniej obawa, że ona była przez rząd współtworzona. Ministerstwo Przedsiębiorczości proponuje na spotkaniu założycielskim, w komunikacie wysłanym spółkom Skarbu Państwa, aby ich pełnomocnikiem był dyrektor z Giełdy Papierów Wartościowych. Jak w tym momencie ma się niezależność takiej inicjatywy od szeroko pojętego aparatu państwowego?
Założenia dotyczące utworzenia BPH są oparte na danych co do skali naszej reprezentacji. Minister ds. gospodarki powinien odpowiadać za pobudzanie przedsiębiorczości. Wynika to wprost choćby z ustawy o działach administracji rządowej, gdzie czytamy, iż minister podejmuje działania sprzyjające wzrostowi konkurencyjności oraz innowacyjności gospodarki polskiej czy formułuje założenia współpracy gospodarczej z zagranicą. Przedsiębiorczość to także szereg instrumentów miękkich, o czym doskonale wiedzą nasi koledzy z innych krajów. Idea Giełdy znakomicie wpisuje się w politykę działań proprzedsiębiorczych, dlatego MPiT popiera tego typu inicjatywy.
Nie jest tajemnicą, że w ramach nadzoru, jaki sprawuje nie minister, tylko kancelaria premiera, były spotkania z przedstawicielami spółek mające na celu zmobilizowanie do zwiększenia zainteresowania obecnością w Brukseli, a konkretnie zaangażowania się w unijny proces lobbingowy. Prezes Giełdy Papierów Wartościowych przedstawiał ideę, jak mogłoby to zaangażowanie wyglądać. Celem nie jest stworzenie organizacji pracodawców, tylko utworzenie BPH w Brukseli. Innymi słowy, nie chodzi o organizację, lecz o przyjazne polskim przedsiębiorcom miejsce.
Aby być w Brukseli, będzie trzeba przystąpić do związku pracodawców. Rozmawiam z przedstawicielami obecnie istniejących w Polsce organizacji i czują się źle ze świadomością, że polski rząd zaczyna im robić konkurencję. Nawet jeśli idea jest szczytna, to odbiór nie jest najlepszy.
Te zarzuty są chybione. Nikt nie zamierza tworzyć konkurencji dla kogokolwiek. Celem jest raczej integracja polskiego biznesu i wzmocnienie jego pozycji w Brukseli. Pierwszym krokiem Giełdy Papierów Wartościowych było zaproszenie do tej inicjatywy pewnej grupy spółek Skarbu Państwa. Popieramy to, bo popieramy polską obecność w Brukseli. Innych przedsiębiorców, także z sektora prywatnego, oczywiście też zapraszamy, ale przede wszystkim do współpracy, a nie w celu budowania konkurencji którejkolwiek z już funkcjonujących organizacji. Zresztą mam wrażenie, że te organizacje pracodawców już to rozumieją. Być może wcześniej nasz przekaz nie był wystarczająco precyzyjny.
Dlaczego korespondencja wychodząca z Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii adresowana do spółek zawierała projekt statutu Związku Pracodawców Business Poland House?
Giełda Papierów Wartościowych poprosiła nas o wsparcie. Było to na wczesnym etapie. Ostateczny projekt statutu wyszedł spod skrzydeł Giełdy, po konsultacjach ze spółkami.
Czyli zapraszacie spółki. Tylko nie wszystkie.
Giełda Papierów Wartościowych wybrała grupę spółek, które są w pewien sposób związane z giełdą i chcą się zaangażować w ten projekt. To przede wszystkim pytanie do Giełdy, nie do mnie.
Tak bardzo chcą się zaangażować, że przychodzą do mnie, dziennikarza, i utyskują, że rząd ich przymusza do przystępowania do organizacji i płacenia składek w wysokości nawet 180 tys. zł miesięcznie. Część spółek uznaje to za szantaż.
Trudno mi to komentować. Dla mnie kluczowe jest, że w żadnym miejscu nie jest naruszany ład korporacyjny. Z tego, co wiem, są zresztą firmy, które poinformowały, że nie są zainteresowane przystąpieniem do BPH. I jakoś nikt nie odwołuje prezesów, nikt nie szykanuje tych spółek. Pewne decyzje to efekt mądrości etapu ewolucji myśli prowadzącej do zrozumienia idei obecności i prowadzenia dialogu w Brukseli. Każda idea, chcąc trwale zagościć w rzeczywistości, musi zostać przekuta w działania.
Ubolewam jednak, że zamiast skupić się na tym, co jest potrzebne w Brukseli, co możemy zrobić, by wzmocnić tam gospodarczą obecność Polski, część energii marnuje się na to, kto do kogo wysłał e-maila. Chcę wyraźnie podkreślić, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem i dla słusznej idei. Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Ci zaś, którzy zaangażują się w tę ideę, mają szansę wpisać się w budowę silnego i sprawnego lobbingu polskich firm w Brukseli i przełamać wreszcie, po 15 latach naszej obecności w UE, niemoc, która skazuje nas na miejsce w drugiej dziesiątce państw członkowskich.
Po co płacić 180 tys. zł składki? Dużo.
To ile kosztuje wynajem przestrzeni w Brukseli?
Pewnie sporo, ale chyba nie tak dużo, by kilkadziesiąt spółek musiało płacić po 180 tys. zł miesięcznie.
Działania lobbingowe wymagają nakładów. Trzeba nie tylko wynająć i utrzymywać przestrzeń biurową, lecz także zatrudnić wysokiej klasy ekspertów, organizować spotkania, konferencje, szkolenia. Co więcej, chodzi też o to, żeby firmy, zwłaszcza te mniejsze, mogły korzystać z usług za darmo.
Po co spółkom Skarbu Państwa, w zamian za zrzutkę, możliwość spotkania z ekspertem prawnikiem, który powie, jak uczestniczyć w procesie legislacyjnym w Brukseli? Zakładam – może naiwnie – że największe spółki mają tak świetne działy prawne, że nie potrzebują tego typu wsparcia, jak również „gorącego biurka” w brukselskiej siedzibie związku. Co da największym spółkom Skarbu Państwa udział w takim projekcie, który de facto adresowany powinien być do mniejszych przedsiębiorców?
Nie przesądzałbym tego. Uważam, że trudno prowadzić lobbing za pomocą działu prawnego czy do spraw europejskich z Warszawy. Proszę spojrzeć na to w szerszej perspektywie. Gdyby taki był model funkcjonowania aktywności brukselskiej, to z pewnością liczba biur biznesu europejskiego w Brukseli nie byłaby tak duża. Idea, której liderem jest GPW, dąży do pewnych już istniejących standardów działania w stolicy UE. Trzeba też pamiętać, że tak jak w łańcuchu wartości silne jednostki biznesowe kreują popyt przepływu dóbr, tak w europejskim procesie legislacyjnym są elementem napędzającym wspólny dialog z MSP.
Dzięki BPH spółki zyskają dostęp np. do odpowiedniej infrastruktury, sal konferencyjnych, wsparcia administracyjnego, pomocy przy organizacji wydarzeń – to są rzeczy, które odrywają ich lobbystów od tego, na czym powinni się skupiać. Jest to także dowód na to, że spółki potrzebują centrum usług wspólnych.
Obawa menedżerów spółek wynika z tego, że wydadzą po maksymalnie 180 tys. zł na usługę, której nie potrzebują. Nie potrzebują prawnika czy biurka w Brukseli. Zapłacą, a skorzystają w rzeczywistości mniejsi. Potem zmieni się władza, zaczną się rozliczenia i ktoś wyciągnie, że płacono takie pieniądze za coś, z czego nie korzystano.
Wolałbym, aby menedżerowie wszystkich polskich spółek i firm zaczęli liczyć, ile tracą przez brak obecności w Brukseli, a nie ile wydawaliby na lobbing. Traktujmy tę ideę jako inwestycję ze stopą zwrotu. Na razie nie grozi nam przeszacowanie środków finansowych, które moglibyśmy zainwestować na ten cel. Polskie wydatki na te cele są dużo niższe niż średnia europejska. Efektywność gospodarowania portfelem jest zasadą podstawową. Myślę i wierzę, że analiza biznesowa obecności w Brukseli pokazuje, że aktywa mają przewagę nad pasywami, a mówiąc biznesowo, EBITDA będzie dodatnia.
A kto ma pracować w BPH? Zadzwonił do mnie znajomy związany z obecną władzą i zaczął mnie przekonywać, że BPH to genialna inicjatywa i że on za to może ręczyć, bo ma pracować w organizacji. Bardzo go cenię. Ale na tym etapie, jak ktoś mi tak mówi, to zaczynam mieć pewną obawę, czy to nie skończy się podziałem stanowisk. Nawet słuszna inicjatywa rozbije się o to, że zacznie być przybudówką dla politycznej młodzieżówki.
Nie ja będę zatrudniał. Jestem jednak przekonany, że jedynym kluczem będzie profesjonalizm. Nie potrzeba w BPH asystentów polityków ani młodych działaczy. Potrzebni są fachowcy: lobbyści, prawnicy, analitycy.
I będzie pan pierwszym, który skrytykuje, jeśli się dowie, że jest inaczej? Gdy dowiemy się, że jest asystent do spraw komunikacji albo pełnomocnik biura, który będzie dostawał po 15 czy 20 tys. euro miesięcznie, pierwszy wyjdzie wiceminister Ociepa i powie, że nie taka była idea pomysłu?
Powiem, że to miejsce dla fachowców. Tak jak chociażby wydział ekonomiczno-handlowy w Brukseli, który mi podlega. Przyzna pan, że nie ma tam partyjnych nominatów.
Przyznaję. Ani jednej afery.
I na pewno tak będzie w BPH. A pański znajomy, który dzwonił, może po prostu liczy na pracę. Jeśli jego kompetencje nie są najwyższe, zapewne się przeliczy. ©℗
Całość wywiadu na www.gazetaprawna.pl
fot. Michał Kokot/mat. prasowe(p)
Marcin Ociepa, wiceminister przedsiębiorczości i technologii
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu