Jak nie zaimportować wirusa w tirach
Na granicach nie udaje nam się realizować wszystkich zaleceń KE. Jest dylemat – co zrobić, żeby utrzymać łańcuchy dostaw i jednocześnie nie dopuścić do rozprzestrzeniania się pandemii
Maciej Wroński, prezes związku pracodawców Transport i Logistyka, przyznaje, że dzięki utrzymaniu płynności ruchu ciężarówek w Europie daje się zapewnić terminowość dostaw, co pozwala utrzymać działanie wielu branż. Kluczowe są zwłaszcza dostawy żywności. Polska od dawna jest w Europie potęgą w drogowym transporcie towarów. Według szacunków bezpośrednio pracuje w nim (głównie za kierownicą) ponad 200 tys. osób. W czasie pandemii rodzą się jednak pytania o bezpieczeństwo tej grupy zawodowej oraz osób stykających się z nią. Utrzymanie ruchu i zapewnienie pełnej ochrony są trudne do pogodzenia.
Kiedy Polska 15 marca zamknęła granice, utworzyły się na nich gigantyczne korki, sięgające kilkudziesięciu kilometrów. Utknęły w nich także tiry. Ich kierowcy czekali wiele godzin, nieraz głodni, spragnieni i w fatalnych warunkach sanitarnych, i choć nie zostali objęci kwarantanną, to musieli wypełniać karty lokalizacyjne i czekać na zmierzenie temperatury. By rozładować zatory, po kilku dniach zdecydowano się na granicach utworzyć osobny pas dla ciężarówek. Resort zdrowia uznał też, że kierowcy nie będą wypełniać karty lokalizacyjnej. Agnieszka Golińska, rzeczniczka Straży Granicznej, potwierdziła nam też, że nie jest im mierzona temperatura, czyli w praktyce ciężarówki przejeżdżają, nie zatrzymując się.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.