Łotysze ułożą asfalt na A2
CHIŃSKI COVEC budujący dwa odcinki autostrady Warszawa - Łódź walczy nie tylko z czasem. Żeby zdążyć przed Euro 2012, musi pokonać niechęć polskich firm z branży drogowej, które nie chcą z nim kooperować
Francuskojęzyczny kanał informacyjny Euronews wyemitował kilka dni temu reportaż o chińskiej ekspansji w Europie. Nakręcony w alarmistycznym tonie materiał zaczynał się od relacji z budowy autostrady A2 w Polsce. Kontrakt na 49-kilometrowy odcinek z Łodzi do Warszawy wywalczyło konsorcjum Covec, które pokonało europejską konkurencję ofertą o blisko połowę tańszą od rządowego kosztorysu.
W materiale Euronews na placu budowy widać kilkunastu uwijających się polskich i chińskich robotników i krążące wywrotki. Przekaz był jasny - firmy budowlane z Kraju Środka rozpoczęły podbój unijnego rynku infrastrukturalnego, a inwazja idzie ze Wschodu. Chińczyków mających na koncie realizację kontraktu na terenie UE z kolejnych przetargów nie będzie mogło wyrzucić już żadne państwo, nawet tak nieprzychylne konkurencji z zewnątrz jak Francja.
- Od miesięcy powtarzamy, że oddanie kontraktów chińskim firmom będzie miało opłakane skutki. Przedsiębiorstwa z Europy działają na własny rachunek. Chińskie teoretycznie mogą nawet stracić na kontrakcie, bo korzystają z pomocy państwa. To nieuczciwa konkurencja, która uderzy w branżę - mówi Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa zrzeszającej firmy budujące drogi.
W efekcie Covec jest bojkotowany przez tutejsze firmy. A Chińczykom ich pomoc jest niezbędna. Konsorcjum nie ma w Polsce własnego zaplecza. Pracowników i podwykonawców musi pozyskać na miejscu. I ma z tym kolosalne kłopoty, które odbijają się na terminach. Według Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad zaawansowanie prac na odcinku realizowanym przez Covec przekroczyło dopiero 10 proc., a trasa ma być gotowa do końca maja 2012 r. Zostało tylko 15 miesięcy.
Z powodu opóźnień przy realizacji budowy notowane na GPW Dolnośląskie Surowce Skalne musiały obniżyć prognozę wyników za ubiegły rok. Firma jest czołowym dostawcą kruszyw potrzebnych do układania drogi. Jak nieoficjalnie ustalił "DGP", wzięła kontrakt od Chińczyków dzięki koleżeńskim powiązaniom pracowników spółki i polskiej kadry inżynierskiej zaangażowanej w realizację inwestycji przez Chińczyków. Inni nie byli do tego skorzy.
Covec przez kilka miesięcy bezskutecznie próbował również namówić do współpracy firmy, które ułożą materiał pod budowę drogi oraz wyleją beton i asfalt. I tym razem pomocną dłoń wyciągnęły DSS. Wzięły kontrakt, chociaż w układaniu drogi nie mają żadnego doświadczenia. Jan Łuczak, prezes spółki, zapewnia nas, że to nie problem. Będą to robić Łotysze z firmy JSC. Polskie przedsiębiorstwa postawiły za wysokie warunki cenowe.
- Kompetencje i doświadczenie naszych partnerów zostały starannie sprawdzone i zaakceptowane przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad - mówi Jan Łuczak. - W poniedziałek (dziś - red.) na budowę trafią pierwsze dostawy betonu do szalunków. Mamy już także zapewnione dostawy asfaltu - zapewnia Jan Łuczak.
Chińczykom wciąż jednak brakuje pracowników. Ponieważ do współpracy nie udało się zaangażować krajowych firm, w branży krąży plotka, że wiosną na plac budowy zjedzie nawet 800 budowlańców z Chin.
Wykonawcy A2 brakuje także wykwalifikowanej kadry, m.in. projektantów i inżynierów. Chińczycy szukają możliwości współpracy nawet z małymi rodzinnymi firmami. "DGP" dotarł do korespondencji, w której propozycję współpracy przy realizacji projektu na A2 otrzymała mała pracownia zatrudniająca troje architektów. Branża przyjmuje takie informacje z niedowierzaniem. Według fachowców takie przedsięwzięcie wymaga precyzyjnych i skoordynowanych działań.
Covec uspokaja. - Z budową autostrady zdążymy na czas - usłyszeliśmy w piątek od przedstawiciela firmy.
Od kilku tygodni w branży krąży plotka, że w razie kłopotów z realizacją inwestycji chińskie konsorcjum będzie dążyć do zerwania lub odsprzedania innemu wykonawcy kontraktu na budowę A2. W przypadku odstąpienia od umowy konsorcjum musiałoby zapłacić karę w wysokości 10 proc. kontraktu, czyli ok. 130 mln zł.
Drugi wariant nie jest taki prosty. Ponieważ Chińczycy zwyciężyli w przetargu publicznym, już do końca obowiązywania umowy byliby stroną dla inwestora, czyli Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, nawet jeśli kontrakt zostałby przejęty przez innego wykonawcę. Nie uniknęliby więc odpowiedzialności za ewentualne opóźnienie.
MASZ
Maciej Szczepaniuk
maciej.szczepaniuk@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu