Diagnoza: przemyślcie to jeszcze raz
Komentarz
Resort Transportu szykuje rewolucję w przeglądach technicznych. Problem w tym, że sposób, w jaki zamierza ją przeprowdzić, przypomina zmianę ruchu z prawostronnego na lewostronny - to nie skończy się dobrze.
W zasadzie spośród wszystkich zaproponowanych przez MIR rozwiązań sens ma tylko jedno - naklejka legalizacyjna na rejestrację. Dzięki niej z tłumu samochodów będzie można łatwo wyłuskać te, które nie mają przeglądu. Tyle że brak naklejki wcale nie będzie świadczył o złym stanie technicznym auta, a jedynie o tym, że jego właściciel jest leniem bądź sklerotykiem. Bo badanie w polskich realiach jest formalnością porównywalną do zamówienia pizzy przez telefon - nawet nie trzeba ruszać się samochodem z domu. Wystarczy podrzucić do stacji diagnostycznej jego dowód rejestracyjny, a tam w minutę auto zyska status sprawnego technicznie. Sednem problemu nie jest zatem brak badań, lecz fakt, że bez trudu przechodzą je nawet największe graty. A więc należałoby wytoczyć działa przeciwko ich właścicielom oraz nieuczciwym diagnostom. I tu pojawiają pomysły, które nie poprawią absolutnie niczego poza samopoczuciem tych, którzy na nie wpadli:
● Zacznijmy od "sankcji za użytkowanie pojazdu w złym stanie". Więzieniem nie jesteśmy w stanie odstraszyć od wsiadania za kółko ludzi, w żyłach których płynie czysty spirytus, a łudzimy się, że perspektywa mandatu odstraszy od jazdy na oponach o grubości folii spożywczej?
● Będzie obowiązek fotografowania samochodu przed dokonaniem kontroli auta. Trudno mi sobie wyobrazić zdjęcie zużytego katalizatora. A jeszcze trudniej - że komputery diagnostów wytrzymają ciężar ok. 100 mln zdjęć rocznie.
● Diagności mają przechodzić obowiązkowe szkolenia. Ale jakie? Przecież budowę auta znają lepiej niż budowę własnego ciała. Pranie im mózgów przez szkoleniowców CBA też nie zda egzaminu, bo w słowniku większości diagnostów nie ma wyrażenia "przykro mi, nie biorę".
● Prowadzenie stacji kontroli pojazdów ma wymagać zezwolenia lub licencji, co pachnie gospodarczym totalitaryzmem.
Obawiam się, że MIR szuka skomplikowanych, kosztochłonnych rozwiązań, zapominając, że najskuteczniejsze są te najprostsze. Chcecie uprzątnąć graty z polskich dróg? Oto rozwiązanie: niech policja w końcu się wysili i dokumentuje prawdziwą przyczynę wielu wypadków i kolizji, czyli "zły stan techniczny auta", a nie za każdym razem wykręca się nadmierną prędkością. I niech w takim wypadku właściciel samochodu z automatu zostaje uznany za winnego. I niech przepada mu odszkodowanie z OC i AC. A policja niech wydaje nakaz złomowania rozwalonego auta. Wtedy będziemy na kolanach błagali diagnostów, żeby porządnie przejrzeli nam samochód, zanim wyjedziemy nim na drogę.
@RY1@i02/2014/065/i02.2014.065.000000200.806.jpg@RY2@
Łukasz Bąk kierownik sekretariatu redakcji
Łukasz Bąk
kierownik sekretariatu redakcji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu