Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Infrastruktura

Dragados nie odpuścił, wróci na S7

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Trzy lata zajęła spółce batalia o przywrócenie do kontraktu. Teraz rządowa agencja obawia się roszczeń

Jak dowiedział się DGP, w maju GDDKiA zamierza podpisać kontrakt, z którego latami próbowała się wycofać. To może być moment triumfu dla hiszpańskiego Dragadosa (udziałowca spółki Pol-Aqua). GDDKiA wbrew swojej woli musi wykonać niekorzystny dla niej wyrok sprzed dwóch lat.

Chodzi o 22-kilometrowy odcinek ekspresówki S7 z Radomia do granicy województwa. W 2010 r. Dragados złożył w przetargu najtańszą ofertę - 676 mln zł - ale w 2011 r. Dyrekcja go unieważniła przetarg. Dlaczego? Ówczesny minister transportu Cezary Grabarczyk wyrzucił tę drogową inwestycję - i 14 innych - z Programu Budowy Dróg Krajowych. Zrobił to pod presją ministra finansów Jacka Rostowskiego, który szukał oszczędności.

Argumentacja inwestora była taka, że dalsze jej prowadzenie nie leży w interesie publicznym. Skutecznie zaprotestował tylko Dragados, który najpierw złożył wniosek do Krajowej Izby Odwoławczej. Kiedy ta przyznała rację Dyrekcji, prawnicy spółki poszli ze skargą do Sądu Okręgowego w Warszawie. Ryzykowali sporo: opłata sądowa wynosiła 5 proc. wartości kontraktu (maksymalnie 5 mln zł), a w przypadku przegranej pieniądze by przepadły.

Ostatecznie w 2012 r. Dragados zwyciężył. Sąd nakazał rządowemu inwestorowi kontynuację przetargu na S7. Dyrekcja została zobowiązana do przeprowadzenia procedury oceny ofert i wyboru najkorzystniejszej. Trwało to dwa lata, ale kiedy ruszyła nowa pula projektów drogowych na lata 2014-2020, GDDKiA miała do wyboru: zostawić 22-kilometrową dziurę w ekspresowej siódemce albo zapytać uczestników starego postępowania, czy nadal są zainteresowani kontraktem.

Padło na wariant drugi. I w GDDKiA zapanowała konsternacja, bo Dragados jako jedyny z 12 oferentów podtrzymał ważność oferty. A ta już w 2010 r. była niższa o ponad 60 mln zł od kwoty, jaką był gotowy wyłożyć inwestor. Będą kłopoty?

- Wykonanie robót za zadeklarowaną cenę jest realne. Wykonawca potwierdził to, podtrzymując związanie ofertą - mówi Małgorzata Tarnowska, rzeczniczka mazowieckiej GDDKiA.

Jak sprawdziliśmy w dziale ofertowania jednej z dużych spółek, wycena na styk mieści się w dzisiejszych kosztorysach. - Według dzisiejszych stawek Dragados ma szansę na osiągnięcie na tym kontrakcie rentowności. Ale poważny problem zacznie się, jeśli pod wpływem kumulacji zleceń w 2015 i 2016 r. ceny znów pójdą w górę - usłyszeliśmy.

Publiczny inwestor obawia się powtórki z kazusu Alpine Bau, który walczył o powrót do kontraktu, a potem zarzucił GDDKiA roszczeniami. Bo wykonawca może próbować domagać się zadośćuczynienia.

Jan Styliński, adwokat z kancelarii Lewandowski Styliński i Wspólnicy: - Inwestor publiczny powinien obawiać się dochodzenia roszczeń przez wykonawców, z którymi przez długi czas nie zawarł umowy, jeśli późniejszy wyrok sądu okręgowego zmienił orzeczenie Krajowej Izby Odwoławczej i nakazał jej podpisanie. Podstawa odpowiedzialności inwestora będzie wynikała z art. 415 kodeksu cywilnego - ocenia ekspert.

Konrad Majszyk

konrad.majszyk@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.