Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Infrastruktura

To on rzuca miliardy na tory

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Remigiusz Paszkiewicz kieruje najtrudniejszą ze spółek PKP. Bilans inwestycji w infrastrukturę, to, czy zdoła przerobić unijne dotacje, to będzie jego największy sukces albo największa zawodowa porażka

15 marca weszła w życie korekta rozkładu jazdy, która będzie obowiązywała do 25 kwietnia. Media wprawdzie koncentrują się na wprowadzeniu na tory dwóch kolejnych Pendolin przez PKP Intercity, ale zmiany dotyczą większości przewoźników. To efekt prac modernizacyjnych prowadzonych przez właściciela infrastruktury PKP Polskie Linie Kolejowe. W ubiegłym roku na inwestycje na torach spółka kierowana przez Remigiusza Paszkiewicza wydała 7,2 mld zł - to sukces i rekord. Na ten rok zaplanowanych jest 8,5 mld zł. Ale nie wiadomo wcale, czy do końca 2015 r. uda się wydać unijne pieniądze z budżetu 2007-2013.

Były prezes włocławskiego Anwilu Remigiusz Paszkiewicz stanął na czele PLK dokładnie trzy lata temu. Dostał zadanie zwiększenia efektywności i rozruszania kolejowego molocha, który zatrudnia ponad 38 tys. ludzi: żeby oprócz zarządcy ponad 18 tys. km torów stał się sprawną machiną przerabiającą unijne miliardy.

Pochodzi z kuźni kadr Leszka Balcerowicza, podobnie jak większość obecnych prezesów spółek PKP. Karierę zawodową zaczął wprawdzie w 1994 r. w biurze projektów Petrochemii Płock, czyli dzisiejszym Orlenie, ale szczególną rolę w jego życiu zawodowym odegrały późniejsze doświadczenia. W 1996 r. zaczął pracę w Ministerstwie Finansów, gdzie rok później po raz trzeci gospodarzem został Leszek Balcerowicz. Pracował tam do 2001 r., by w ślad za szefem podążyć wkrótce na drugą stronę ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie - do Narodowego Banku Polskiego. W banku centralnym pracował do końca kadencji Balcerowicza w 2007 r. Tam poznał dzisiejszego prezesa PKP Jakuba Karnowskiego, który pełnił funkcję doradcy prezesa NBP, a następnie dyrektora departamentu zagranicznego.

Zanim obaj trafili do Grupy PKP, musiało minąć jeszcze pięć lat. Ich zawodowe drogi chwilowo się rozeszły. W 2007 r. Remigiusz Paszkiewicz wrócił do pracy w PKN Orlen. Najpierw był wicedyrektorem w biurze grupy kapitałowej, potem wsiadł na karuzelę stanowisk w obrębie spółek córek Orlenu. Był dyrektorem biura do spraw Unipetrolu, czeskiego aktywa Orlenu, i pełnił obowiązki prezesa Inowrocławskich Kopalń Soli "Solino".

W czerwcu 2010 r. stanął na czele zarządu włocławskiego Anwilu, spółki chemicznej z Grupy PKN Orlen produkującej nawozy i plastiki: najpierw jako pełniący obowiązki, potem prezes i dyrektor generalny. Z tamtego okresu w branży ma opinię człowieka solidnego i twardo stąpającego po ziemi. - To rzeczowy, skuteczny i pragmatyczny menedżer. Tworzyliśmy zgrany i uzupełniający się team - wspomina Tomasz Zieliński, prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, wcześniej wiceprezes Anwilu.

Rezygnację złożył w 2012 r., żeby katapultować się do PKP, kierowanego przez Jakuba Karnowskiego. Znawcy kolejowych kuluarów wiedzą, że w ciągu ostatnich trzech lat współpraca między dwoma menedżerami bywała szorstka, bo PLK nie zawsze było po drodze z interesami spółki matki.

Dzisiaj Remigiusz Paszkiewicz urzęduje w gabinecie na warszawskiej Pradze - z widokiem na Dworzec Wileński. To tutaj zaczyna się linia Warszawa - Białystok, czyli Rail Baltica, wobec której PLK zdecydowały się na niespotykaną terapię szokową: żeby przyspieszyć realizowaną przez Torpol newralgiczną inwestycję za 1,6 mld zł, kolej wyłączyła bezpośredni ruch dalekobieżny między dwoma miastami, a PKP Intercity uruchomiło na tej trasie połączenie autobusowe.

Prezes jest dość nieufny wobec mediów, raczej niechętnie rozmawia z dziennikarzami. Mimo to dobrze wypada podczas publicznych debat: w rzeczowy, wyważony sposób prezentuje argumenty, sprawnie odpierając głosy krytyki. Bardzo starannie oddziela życie zawodowe od prywatnego, nie udzielając informacji o hobby i sprawach prywatnych.

Jest absolwentem Wydziału Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej oraz Krajowej Szkoły Administracji Publicznej, gdzie był na jednym roku razem z późniejszą wicepremier Elżbietą Bieńkowską. To druga znajomość, która pomogła mu w karierze.

Paszkiewicz cieszy się zaufaniem w PKP i resorcie infrastruktury, dlatego trwa na stanowisku. Dla odmiany: fotel wiceprezesa do spraw inwestycji to "gorące krzesło". Od 2009 r. w PKP PLK było już pięciu wiceprezesów do tych zadań. Ten festiwal zresztą trwa. W lutym rada nadzorcza odwołała Wojciecha Folejewskiego, którego obowiązki przejął pełnomocnik do spraw realizacji inwestycji Marcin Mochocki (bez miejsca w zarządzie).

Największy ból głowy prezesa Paszkiewicza to wydanie unijnych dotacji. Według najnowszych danych PLK zakontraktowały 95 proc. z dostępnej puli - to wysoki wskaźnik. Gorzej jest z faktycznym wykorzystaniem: UE zrefundowała PLK 41 proc. Gra idzie nawet o 5 mld zł. - Wykorzystanie środków UE to będzie największy sukces albo największa porażka prezesa PLK. Harmonogramy są do granic napięte, trwa wyścig z czasem - ostrzega Jakub Majewski, prezes fundacji Pro Kolej.

Wiadomo, że Remigiusz Paszkiewicz będzie stał na czele PLK do czerwca. Oficjalnie trwa konkurs na nowy zarząd PLK. Prezes uchyla się od odpowiedzi na pytanie, czy weźmie w nim udział. Już raz korytarze huczały, że Paszkiewicz pójdzie do Brukseli za Elżbietą Bieńkowską. Mimo to został. Wiadomo, że nie może wychodzić przed szereg. Najpierw musi zapaść decyzja, czy w PKP zostaje Jakub Karnowski, którego kadencja kończy się w marcu.

@RY1@i02/2015/052/i02.2015.052.00000160a.803.jpg@RY2@

mat. prasowe

Remigiusz Paszkiewicz studiował na jednym roku z Elżbietą Bieńkowską, co nie zaszkodziło jego karierze

Konrad Majszyk

konrad.majszyk@infor.pl

Sylwetki innych znanych przedsiębiorców

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.