W oświacie nie może już być tak, jak było
O zmianie sposobu finansowania oświaty mówi się od ładnych kilku lat. Padają różne koncepcje, zajmowane są stanowiska. Nie ulega wątpliwości, że temat jest poważny i wymaga zdecydowanych działań. Jedno jest pewne – ustalony blisko 30 lat temu i wielokrotnie zmieniany system finansowania nie przystaje do obecnych wyzwań organizacyjnych, gospodarczych i przede wszystkim demograficznych.
W kwestiach finansowych najważniejszy jest uczeń. To na niego obliczana jest subwencja oświatowa, którą otrzymują samorządy z budżetu państwa. Liczba uczniów jest więc determinantem ilości pieniędzy na oświatę w każdej gminie i wyliczeń, ile do tej subwencji należy dołożyć ze środków własnych. Nawiasem mówiąc, szkoda, że uczeń nie jest w centrum innych, ważniejszych obszarów funkcjonowania polskiej szkoły, ale to już temat na inne rozważania.
Konia z rzędem temu, kto w sposób zwięzły, jasny i prosty jest w stanie wytłumaczyć przeciętnemu Kowalskiemu zasady, według których liczona jest owa subwencja. Wzory, algorytmy, wskaźniki, przeliczniki… To wszystko przez ostatnie 30 lat skomplikowało temat do tego stopnia, że niewielu już się w nim orientuje. Uważam, że przepisy regulujące kwestie finansowe w oświacie winny być proste i przejrzyste. Teraz tak nie jest.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.