Nieustanne reformy psują szkołę
ROZMOWA
ARTUR GRABEK:
CEZARY URBAN*:
Nieustające reformowanie tego systemu. Efekt ciągłych zmian jest taki, że nauczyciele zanim zdążą wprowadzić w życie jedną reformę, to pojawia się kolejna. Dla przykładu - na przestrzeni kilku ostatnich lat rozporządzenie dotyczące egzaminów zewnętrznych, czyli np. matury, zmieniło się około 30 razy. W takim klimacie pracuje się fatalnie. Pedagodzy przestają się angażować w realizacje konkretnych pomysłów. - Po co? Za chwilę będzie nowy - tłumaczą się. I uczą tak, jak uczą.
Mamy oczywiście dużą grupę świetnych pedagogów. Jednak powszechnie wiadomo, że są nauczyciele, którzy sami mają problem ze zrozumieniem przedmiotu, którego uczą. Co gorsze na rynku coraz trudniej znaleźć jest tych dobrych. To brutalne, co powiem, ale dziś nie ma z kogo wybierać. Zawsze były trudności ze znalezieniem dobrego nauczyciela matematyki czy chemii, ale teraz zaczynają być problemy ze znalezieniem dobrego polonisty czy geografa.
System kształcenia i doskonalenia nauczycieli pozostawia bardzo wiele do życzenia. Druga sprawa to kwestia zarobków. Choć w ostatnim czasie były znaczące podwyżki dla nauczycieli i zapowiadane są następne, to wciąż jest to słabo opłacany zawód. Dlatego dobrzy specjaliści szukają i bez problemu znajdują lepiej płatną pracę poza szkołą. Szczególnie jest to widoczne w grupie informatyków, matematyków czy nauczycieli języków obcych. A więc strategicznych dziedzinach nowoczesnej edukacji.
Przede wszystkim staram się nie ulegać gorączce reform w edukacji, nie podchodzę do nich pryncypialnie.
Podam przykład. Matematycy z mojej szkoły opracowali autorski program nauczania tego przedmiotu. Zajęło im to 10 lat i choć poświęcili na to tyle czasu, ich zdaniem wciąż wymaga on doskonalenia. W tym samym czasie resort edukacji kilkakrotnie gruntownie zmienił podstawy programowe nauczania w szkołach. Edukacja oczywiście musi być reformowana, ale potrzebny jest czas, aby ta reforma zaczęła działać.
To nauczyciele są najważniejsi. By zapewnić sobie dobrą kadrę, zdarzało mi się zatrudniać świeżo upieczonych absolwentów. Obserwowałem ich podczas praktyk, które odbywali w naszej szkole, i choć nie mieli jeszcze doświadczenia, ja widziałem, że lubią młodzież i dlatego dadzą sobie radę. Druga sprawa to wizerunek szkoły, jaki stworzyliśmy. Dajemy jasny przekaz - u nas musisz ciężko pracować.
Odsetek geniuszy jest u nas podobny jak w każdej innej renomowanej szkole. I wcale nie mamy łatwiej, bo przez renomę uczniowie i ich rodzice wymagają od nas więcej.
Zdecydowanie w sześcioletniej szkole ponadpodstawowej efektywność nauczania jest i zawsze będzie lepsza. Świadczy o tym nie tylko nasz przykład - jest bardzo dużo innych szkół, gdzie gimnazjum jest zintegrowane z liceum - chociażby warszawski Batory. Taki model powinien być rozważony przez samorządy, które nadzorują i odpowiadają za pracę placówek oświatowych. Szczególnie teraz, kiedy wprowadzona przez minister Hall reforma programowa zakłada, że uczeń po szkole podstawowej otrzyma 4-letni program kształcenia ogólnego, a potem 2-letnie przygotowanie głównie do matury. Czyli kurs rozpoczęty w gimnazjum będzie kończył w pierwszej klasie z innymi nauczycielami z liceum. Gdyby szkoły były zintegrowane, zrealizowanie tej koncepcji byłoby o wiele prostsze i dużo bardziej efektywne. Chociażby dlatego, że przedmioty byłyby prowadzone przez tego samego nauczyciela, który wie, z jakimi uczniami pracuje.
Obawiam się, że w skali całego kraju stworzenie tylko takich zespołów jest nierealne chociażby ze względu na koszty reorganizacji. Dlatego pozostaje ufać, że nauczyciel w gimnazjum przygotuje ucznia tak, że nauczyciel w liceum będzie mógł spokojnie dokończyć program, a nie odrabiać zaległości.
Znamy te zarzuty. Prawda jest taka, że na całym świecie nauczyciele uczą pod egzaminy. Problem polega więc na tym, aby zmodyfikować system egzaminów tak, by był korzystny nie dla statystyk, ale dla poziomu wykształcenia uczniów. Podkreślam jednak, że mówię o doskonaleniu tego, co jest, a nie o kolejnej rewolucji.
- taką diagnozę postawiło Centrum Nauki Kopernik, instytucja powołana przez resorty: edukacji narodowej oraz nauki i szkolnictwa wyższego. Według Centrum uczniowie nie potrafią kreatywnie myśleć, bo są schematycznie kształceni do egzaminów, na których dominuje wiedza encyklopedyczna. Inne wnioski z raportu: nauczyciele są słabo przygotowani do zawodu, nowoczesne metody nauczania to w dużej mierze fikcja. Najbardziej zaniedbane są przedmioty ścisłe. To dlatego maturę z matematyki na poziomie podstawowym zdaje tylko 83 proc. uczniów, a biologię 81 proc. Dla porównania: język polski na poziomie podstawowym zdaje 94 proc. maturzystów, a historię 97 proc.
@RY1@i02/2009/204/i02.2009.204.000.006a.001.jpg@RY2@
Cezary Urban połączył gimnazjum z liceum
Bartosz Matenko/Fotorzepa
jest dyrektorem XIII Liceum Ogólnokształcącego w Szczecinie, które od 6 lat jest uznawane za najlepszą szkołę w Polsce. Jest też posłem PO
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu