Dziennik Gazeta Prawana logo

12,5 tys. zł czesnego za studia

1 lipca 2018

Fundacja Rektorów Polskich proponuje wprowadzenie częściowej odpłatności za studia stacjonarne na uczelniach publicznych. Chce też, aby budżet dofinansował czesne studentom stacjonarnym na prywatnych uczelniach.

Student studiów stacjonarnych uczelni publicznej wnosiłby jednakową dla wszystkich opłatę za studia, bez względu na ich realny koszt. Wynosiłaby ok. 25 proc. średnich kosztów kształcenia w sektorze publicznym, czyli 2,5 tys. zł rocznie. Oprócz tego państwo płaciłoby tak, jak dotychczas uczelniom za studenta.

Studentów studiów licencjackich i magisterskich, ale nie doktoranckich.

Nie. Warunkiem wprowadzenia tej odpłatności byłoby wprowadzenie powszechnego systemu bankowych kredytów i pożyczek studenckich, działającego w szerszym zakresie niż dotychczas. Tak aby każdy student, który chce wziąć kredyt, mógł to zrobić.

Żaden student nie byłby zobowiązany do wnoszenia opłat w trakcie studiów. Dopiero po ukończeniu, już jako absolwent, spłacałby kredyt - po znalezieniu pracy i osiągnięciu minimalnej wysokości zarobków, np. tzw. średniej krajowej. Byłby to system, który nie wprowadza powszechnej współodpłatności za studia dla studentów, ale dla absolwentów. Podobne rozwiązanie jest w Wlk. Brytanii.

Motywuje studentów i nauczycieli akademickich do większego wysiłku. Takie rozwiązanie zwiększyłoby też przychody uczelni. Dzisiaj zbyt niskie nakłady na prowadzenie studiów w przeliczeniu na studenta w porównaniu z innymi krajami o podobnym poziomie rozwoju uniemożliwiają podnoszenie jakości kształcenia.

Tak, ale w warunkach istnienia funduszu poręczeniowego ze środków publicznych. Wtedy banki, działając bez większego ryzyka, będą pozyskiwać klientów na długie lata.

Wszyscy, bo jakość studiów będzie wyższa. Ponadto obniżenie spłaty kredytu może stać się efektywniejszym narzędziem do zachęcania maturzystów do studiowania na tzw. kierunkach zamawianych.

Od 2015 roku, pod warunkiem że wcześniej wprowadzony zostanie system kredytów i pożyczek. Potrzebny jest też czas na debatę publiczną i uzgodnienie nowych rozwiązań z Parlamentem RP oraz z Parlamentem Studentów RP, a następnie na niezbędne zmiany legislacyjne, w tym na zmianę art. 70 Konstytucji RP, który dotyczy bezpłatnej nauki w szkołach publicznych.

Dotacje na obniżenie czesnego byłyby kierowane do tych uczelni niepublicznych, które spełniłyby określone przez ministra wymagania jakościowe. Studenci tych szkół wyższych, a nie ich założyciele, otrzymywaliby środki na pokrycie części czesnego.

W uczelniach niepublicznych wzrośnie liczba studentów studiów stacjonarnych, a więc lepszych niż niestacjonarne.

Przyjmując, że przeciętny koszt jednego roku studiów w uczelni niepublicznej wynosi np. 6 tys. zł, a dofinansowanie wynosiłoby ok. 25 proc. tej kwoty (tj. 1,5 tys. zł), to jeśli skorzystałaby z niego połowa studentów na studiach stacjonarnych na uczelniach niepublicznych (ok. 60 tys.), wydatek z budżetu to ok. 90 mln zł rocznie. A budżet w dziale szkolnictwo wyższe wynosi kilkanaście miliardów zł.

@RY1@i02/2010/134/i02.2010.134.183.006b.001.jpg@RY2@

Fot. Arch.

Jerzy Woźnicki

prezes Fundacji Rektorów Polskich, członek Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, która uczestniczy w przygotowywanej przez rząd reformie szkolnictwa wyższego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.