Trybunał konserwuje Kartę nauczyciela
Zapewnienie edukacji to jedno z podstawowych zadań gmin i nie ma nic wspólnego z dyskryminacją - orzekł wczoraj Trybunał Konstytucyjny.
A to oznacza, że dyrektorzy publicznych szkół nadal będą musieli płacić nauczycielom tyle, ile trzeba, a nie ile są warci na rynku pracy.
Samorządy wciąż będą musiały dopłacać do nauczycielskich przywilejów, które ci wywalczyli sobie w 1982 roku: z góry określonych zarobków, szeregu dodatków do pensji, trzymiesięcznych wakacji, rocznych płatnych urlopów na podratowanie zdrowia, a to wszystko za 18-godzinny tydzień pracy. Raz przyjętego do pracy nauczyciela dalej nie będzie można zwolnić z pracy, nawet jeśli się do niej nie przykłada. A dobremu zapłacić więcej. - Dyrektorzy nie zyskają wpływu na politykę kadrową w swojej szkole, co obniża poziom edukacji - ocenia w rozmowie z "DGP" Edmund Wittbrodt, były minister edukacji.
Aby wydać to orzeczenie, TK potrzebował 4,5 roku - właśnie wtedy Rada Gminy Szostowice wniosła skargę, że zapisy Karty naruszają interesy majątkowe samorządów, a dają przywileje grupie zawodowej nauczycieli. A w dodatku każą gminom zachowywać się niegospodarnie. - Zapisy Karty nauczyciela zupełnie nie przystają do obecnej sytuacji gospodarczej - przekonuje Magdalena Tęsna-Pitner, sekretarz gminy Stoszowice. W 2008 roku (wg danych GUS) wydatki na oświatę wyniosły 43,4 mld zł, z czego aż 16,4 mld musiały dopłacić z własnej kasy gminy.
Marek Olszewski, wiceprzewodniczący Związku Gmin Wiejskich nie ma wątpliwości: gminy powinny mieć możliwość wyboru, na jakich zasadach zatrudniać nauczycieli. Byłoby i taniej, i lepiej. - Zgłaszają się do nas nauczyciele poszukujący pracy, którzy pracowaliby za niższe stawki i w większym wymiarze godzin - przekonuje Olszewski. Tak jak w szkołach publicznych prowadzonych przez stowarzyszenia, gdzie nauczyciele pracują więcej i za niższą pensję. Ponadto zatrudniani są na czas określony - najczęściej od września do końca czerwca.
- W naszej gminie jest pięć szkół. Jedną prowadzi stowarzyszenie. To ta placówka ma najwyższe osiągnięcia w nauce i jest najlepiej wyposażona. Ale koszty jej utrzymania są dwukrotnie niższe - mówił wczoraj Marek Janikowski, wójt gminy Szostowice. Bo szkoły gminne muszą się skupić na zapewnianiu nauczycielom pensji, a na remonty lub ich doposażenie brakuje pieniędzy. I chyba nie on jeden w Polsce nie rozumie, dlaczego Trybunał uznał, że tak jest dobrze.
Artur Radwan
artur.radwan@infor.pl
Karta nauczyciela i tak musi zostać zmieniona. Ten dokument nie przystaje do rzeczywistości i ogranicza prawa organów prowadzących szkoły, a więc samorządów, do dbałości o jakość edukacji. Nie mają one wpływu na politykę kadrową. Trudno jest zwolnić nauczyciela, nawet jeżeli kiepsko wywiązuje się ze swoich obowiązków. A to utrudnia proces doskonalenia systemu edukacji. Druga rzecz dotyczy systemu awansu nauczycieli. Ok. 70 - 80 proc. polskich pedagogów ma najwyższy stopień zawodowy, a więc żadnej motywacji do doskonalenia.
Poszukajmy kompromisu. Z jednej strony trzeba najlepszym pedagogom zapewnić gwarancję zatrudnienia i przywileje, z drugiej - dać możliwość samorządom, by mogły najlepszych nauczycieli zatrudniać, a złych zwalniać.
I osiągają przeważnie lepsze wyniki od szkół publicznych, bo gdyby poziom nie był konkurencyjny, to na tym rynku by nie przetrwały. Tam dyrekcja szkoły może szybko skończyć współpracę ze słabym pedagogiem. Mając większą swobodę finansową, może dodatkowo motywować do pracy.
@RY1@i02/2010/111/i02.2010.111.000.004a.001.jpg@RY2@
Fot. Piotr Gęsicki
Edmund Wittbrodt był szefem MEN w rządzie AWS
był szefem MEN w rządzie AWS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu