Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Hall chce reklamować zawodówki. Tylko po co?

29 czerwca 2018

Ministerstwo Edukacji chce wydać miliony na ogólnopolską promocję przestarzałego modelu szkolnictwa zawodowego.

Liczy, że gimnazjalistów do zawodówek przyciągną instruktażowe filmy i gadżety. Na gruntowną zmianę sposobu kształcenia pieniędzy na razie nie ma.

Resort sprawdza, ile musiałby zapłacić za produkcję gadżetów, filmów, statuetek Oskar zawodowy i organizację konferencji. Według wstępnych wyliczeń to co najmniej siedem milionów złotych. Minister Katarzyna Hall przekonuje, że projekt zwiększy zainteresowanie gimnazjalistów i ich rodziców kształceniem zawodowym, a także zachęci przedsiębiorców do ściślejszej współpracy ze szkołami.

Dyrektorzy szkół są jednak sceptyczni. Mówią, że reklama to działania pozorne, a ten model kształcenia potrzebuje gruntownej reformy. I narzekają, że od wielu lat resort edukacji nie zrobił nic, by poprawić sytuację w zawodówkach. Brakuje profesjonalnych pracowni, pieniędzy na zajęcia dodatkowe - chociażby tak prozaiczne jak nauka języków obcych. Co więcej uczeń szkoły zawodowej, w odróżnieniu od rówieśników z liceum, nie ma szans na otrzymanie stypendium socjalnego. - Uczniowie szkół zawodowych czują się uczniami drugiej kategorii - przekonuje Zbigniew Łomiński, dyrektor Zasadniczej Szkoły Zawodowej w Brusach w województwie pomorskim.

Fatalną sytuację potwierdzają także statystyki. Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, liczba uczniów i szkół lawinowo spada: jeszcze w 2000 r. do 6 tys. szkół zawodowych uczęszczało blisko milion uczniów. W minionym roku szkolnym było ich niespełna 3500 i kształciły 640 tys. uczniów.

Co zrobić, by ta tendencja się odwróciła? Rozwiązanie jest jedno - poprawa jakości kształcenia automatycznie zwiększy zainteresowanie. Dlatego przede wszystkim powinno się postawić na kształcenie praktyczne. Dziś większość uczniów nawet nie poznaje praktycznej strony zawodu - ucząc się w przestarzałych warsztatach szkolnych czy od dawna niemodernizowanych centrach kształcenia praktycznego. Zdarza się, że uczniowie rezygnują z podchodzenia do egzaminów zawodowych.

Efekt jest taki, że wśród bezrobotnych stanowią oni jedną z największych grup mimo dużego popytu na rynku na pracowników fizycznych i tzw. fachowców.

Z problemem niedostosowanych do rynku pracy zawodówek kilkanaście lat temu borykały się państwa Unii Europejskiej. Rozwiązaniem okazało się wprowadzenie systemu dualnego, czyli takiego, gdzie uczeń połowę czasu spędza w szkole, a połowę ucząc się zawodu u potencjalnego przyszłego pracodawcy.

- To jedyne rozwiązanie, które przynosi wymierny efekt, a nie wymaga dużych nakładów finansowych. Jednak ani Ministerstwo Edukacji, ani resort pracy nie były nim zainteresowane - mówi prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Spraw Społecznych. Tymczasem chociaż MEN właśnie pracuje nad reformą kształcenia zawodowego, to już pojawiają się sygnały, że na jej realizację nie wystarczy pieniędzy.

Artur Grabek

Klara Klinger

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.