Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Unia chce nas wyciągnąć z akademickiej prowincji

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

CHOĆ NASZE UCZELNIE są jednymi z najtańszych, wciąż studiuje u nas mało obcokrajowców

Komisja Europejska podnosi nakłady na programy sprzyjające migracji studentów i kadry naukowej. Od 2014 do 2020 roku chce wydać na ten cel ponad 15 mld euro. Dla blisko 800 polskich uczelni to ogromna szansa, podobnie jak dla 2 mln polskich żaków. Problem w tym, że choć podobny program funkcjonuje od lat, nie jesteśmy w stanie wykorzystać tych pieniędzy.

Mamy najniższy odsetek studentów przyjeżdżających do Polski, jak też ten dotyczący wyjazdów polskich studentów na zagraniczne staże.

Według ostatnich danych GUS w Polsce studiuje 17 tys. obcokrajowców - to niespełna procent spośród wszystkich studentów w naszym kraju. Dla porównania średnia dla krajów OECD wynosi 9,6 proc. W Wielkiej Brytanii obcokrajowcy stanowią 17,9 proc. studentów, w Niemczech - 11,4 proc., we Francji - 11,2 proc. W tych statystykach kilkukrotnie przewyższają nas Węgrzy, Czesi czy Słowacy.

- Niestety wciąż jesteśmy postrzegani jako akademicka prowincja - przyznaje prof. Jerzy Woźnicki, prezes Fundacji Rektorów Polskich.

Źle jest także, jeżeli chodzi o mobilność polskich studentów. W ciągu trzech ostatnich lat na zagraniczne wymiany wyjechało 2 proc. naszych żaków. Dla porównania z Rumunii - 5 proc., z Czech - 7 proc., z Niemiec - 9 proc. z Finlandii - 14 proc.

Wymiana ta ma się jeszcze zwiększyć. KE, ogłaszając ponad 70-proc. podwyżkę nakładów na migrację studentów, tak ją argumentowała: "zapotrzebowanie na miejsca jest ogromne i co drugi wniosek zostaje odrzucony ze względu na brak środków". Nowa pula pieniędzy ma podwoić ten ruch.

Pod tym względem Polska może być atrakcyjna, bo kształcenie u nas jest jednym z najtańszych w Europie. O ile u nas rok studiów kosztuje średnio 2,5 tys. dolarów (prawie 7,5 tys. zł), to na Węgrzech dwukrotnie więcej, w Niemczech - czterokrotnie, a w Danii - blisko dziesięciokrotnie. Rok nauki na Uniwersytecie Warszawskim kosztuje średnio 11 tys. zł, a na brytyjskim Cambridge ponad 200 tys. zł.

By przyciągnąć zagranicznych studentów, Polska jednak musi rozpocząć długofalowe działania promujące markę naszej nauki. Chodzi o wzmacnianie zaplecza akademickiego przez światowej sławy profesorów, udzielanie grantów na badania o Polsce, tworzenie międzynarodowych kierunków studiów, także doktoranckich, wspieranie tworzenia katedr studiów polskich za granicą.

W celu likwidacji barier językowych niezbędne jest rozszerzanie oferty poprzez prowadzenie studiów w językach obcych. Resort nauki zapewnia, że część tych propozycji zostanie zrealizowana, gdy 1 października wejdzie w życie znowelizowana ustawa o szkolnictwie wyższym.

- To np. otwarte konkursy na wszystkie stanowiska uczelniane z obowiązkową informacją na stronach uczelni, ministerstwa i portalach europejskich, automatyczna uznawalność dyplomów i zaliczonych semestrów w krajach UE i OECD, a także specjalne środki dla wybitnych zagranicznych naukowców w krajowych naukowych ośrodkach wiodących - przekonuje minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka.

Wskazuje też na ostatnie działania, które podjęła po przejęciu przez Polskę prezydencji UE. Chodzi o rozszerzenie programu Erasmus na kraje Partnerstwa Wschodniego, dzięki czemu polskie uczelnie mogą być częściej odwiedzane przez naszych sąsiadów.

@RY1@i02/2011/161/i02.2011.161.000.004a.001.jpg@RY2@

Ranking szanghajski 2010, czyli najlepsze uczelnie świata

Artur Grabek

artur.grabek@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.