Oblężenie szkół prywatnych
Sześciolatki szturmują nie-publiczne podstawówki. A te rozbudowują się na potęgę, by przyjąć wszystkich chętnych.
"DGP" rozmawiał z dyrektorami kilkudziesięciu niepublicznych szkół podstawowych w całym kraju: wszędzie jest tłok, wszystkie robią, co mogą, by przyjąć jak największą liczbę maluchów i zarobić na nich. Otwierają dodatkowe klasy, często - jak w społecznej SP nr 1 w Białymstoku - przeznaczone tylko dla 6-latków. Niektóre dostawiają kontenery mieszkalne, w których będą odbywać się zajęcia. Inne - jak lubińska społeczna SP nr 1 - planują rozbudowę. - O jedno miejsce w pierwszej klasie ubiega się u nas czworo dzieci, musimy się przygotować na tę falę - mówi sekretarz szkoły Maria Grudzień.
Choć za miejsce w szkole niepublicznej trzeba zapłacić kilkaset złotych miesięcznie, to rodzice wolą wydać te pieniądze, niż posyłać dzieci do przepełnionych klas w szkołach publicznych. Obawiają się też przyszłorocznej kumulacji roczników 6- i 7-latków, którzy obowiązkowo będą musieli rozpocząć wtedy naukę. Z raportu głównego inspektora sanitarnego wynika, że aż 6 tys. publicznych podstawówek nie jest gotowych na przyjęcie sześciolatków. Niektóre z nich nie mają nawet ciepłej wody ani stołówek.
Artur Grabek
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu