0,4 proc. PKB na naukę. To ma być dużo?
Nobliści apelują do europejskich polityków o niezmniejszanie ogólnoeuropejskiego budżetu na naukę. Mówią, że jedynie inwestycje w naukę pozwolą wydostać się Europie z kryzysu. Umożliwią cywilizacyjne przyspieszenie i poprawę konkurencyjności europejskiej gospodarki. Podobne argumenty podnosi w Polsce ruch społeczny Obywatele Nauki, wzywający do intensyfikacji działań na rzecz poprawy sytuacji nauki w Polsce.
W Europie - czego dowodem jest głos noblistów - najważniejszym źródłem finansowania są budżety narodowe oraz wspólny budżet europejski. Europa jest daleko za USA czy Japonią pod względem nakładów na badania naukowe ze źródeł niepublicznych, dystansują ją także Chiny.
Argumenty noblistów mają zastosowanie również do sytuacji nauki w Polsce, lecz kontekst jest zgoła inny niż w krajach Europy Zachodniej. Obecne finansowanie nauki w naszym kraju pozwala na jej wegetację, lecz nie na rozwój. By coś się tu zmieniło, konieczne są radykalne działania, a nie czcze deklaracje lub kosmetyczne, formalno-prawne zmiany.
W ciągu ostatnich kilku lat obserwowaliśmy stopniowy wzrost nakładów budżetowych na naukę w Polsce. Mówimy jednak o wstydliwie małej skali. Inwestycje te zwiekszyły się z 0,32 proc. PKB w 2009 roku do 0,39 proc. PKB w roku 2012. Projekt przyszłorocznego budżetu wskazuje, że nauka otrzymać ma finansowanie na poziomie 0,4 proc. PKB. Czyli sukces, bo jednak rośnie? Niezupełnie. Pamiętajmy, że średni wskaźnik inwestycji w naukę dla całej Wspólnoty Europejskiej zbliża się do 2 proc. PKB, w Finlandii sięga 4 proc., a np. w Izraelu znacznie przekracza 4 proc. PKB. Ponadto polski PKB jest znacznie niższy niż krajów Europy Zachodniej. Nie tylko nobliści oraz władze Finlandii i Izraela wiedzą, że droga do rozwoju, innowacyjności i konkurencyjności zaczyna się od znacznych dotacji na naukę. Wiedza ta jednak nie przekłada się na decyzje polityków w Polsce. Dlaczego?
Po pierwsze, naukowcy w Polsce nie stanowią silnego lobby m.in. z tej przyczyny, że nie potrafią wypracować wspólnego stanowiska w zasadniczych kwestiach. Nie mają też skłonności do efektownych i głośnych protestów. Nawet nie strajkują, a to głównie dlatego, że dla większości poważnych naukowców w Polsce praca jest pasją, a strajkowanie oznaczałoby zaprzestanie uprawiania owej pasji. Przetrwał ponadto, przynajmniej tu i ówdzie, etos pracy naukowej jako służby publicznej. I wreszcie, co może jest najważniejsze, ludzie nauki to ludzie odpowiedzialni - przez lata nie domagali się zbyt głośno niczego dla siebie, skoro w kolejce do państwowej kasy stali inni potrzebujący (górnicy, pielęgniarki, policjanci). Wydaje się jednak, że to właśnie w imię odpowiedzialności za Polskę przyszedł czas teraz postawić sprawę jasno.
Od polskich badaczy wymaga się osiągnięć na miarę najlepszych krajów świata, a polskim uczelniom zarzuca się, że źle uczą. Jak można na poważnie wymagać od polskich badaczy, i to nie od jednostek, lecz od całych grup, by ich osiągnięcia dorównywały np. badaczom z Finlandii, gdy różnica nakładów na naukę jest tak olbrzymia? Jak można zrzucać odpowiedzialność na uczelnie, na których de facto wymusza się obniżenie poziomu poprzez zwiększenie liczby studentów? To z kolei jest wynikiem fetyszyzacji współczynnika skolaryzacji jako cudownego narzędzia awansu cywilizacyjnego Polaków.
Nie ulega wątpliwości, że w naszej nauce i na uczelniach mogłoby się dziać lepiej. Słuszność mają ci, którzy mówią, że nie ma co pompować pieniędzy w chory system bez jego uprzedniego uzdrowienia. Ruch społeczny Obywatele Nauki stawia sobie za cel m.in. wskazanie obszarów wymagających naprawy i reformy. Sądzimy, że najwięcej o mankamentach systemu powiedzieć mogą sami jego użytkownicy, a nie biurokraci. Na niewiele jednak zdadzą się diagnozy, analizy i wola zmian, jeśli nie podniesiemy znacząco poziomu finansowania nauki. A to zależy od polityków. Naukowcy nie występują tu jako lobbyści - występują jako obywatele i wyborcy, zaniepokojeni brakiem spójnej koncepcji rozwoju Polski.
Łukasz Niesiołowski- Spano
Instytut historyczny Uniwersytetu Warszawskiego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu