Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Niemiec kształci. Zawodowo

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Polski biznes i władze wciąż szukają skutecznego sposobu na walkę z rosnącym bezrobociem. Znaleźli go przedsiębiorcy zza Odry, którzy kształcą teraz w naszym kraju swoje przyszłe kadry

Niemieckie koncerny tworzą klasy w szkołach zawodowych w Polsce, by pozyskiwać wykwalifikowanych specjalistów do pracy w RFN. Polacy odwzajemniają się i coraz chętniej uczą się u Niemca.

W przypadku zainteresowania Polską przez koncerny zza Odry można mówić już o trendzie. W 2008 r. klasy tworzył jeden koncern: MAN. W 2009 r. dołączył Volkswagen, w 2010 r. - Hearing, a w 2012 r. - Fenix, Intech i Bosch. - Teraz o możliwość sponsorowanej edukacji pytają dwie firmy niemieckie z branży spożywczej - mówi nam Maria Montowska z Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej. Zainteresowanie jest odwzajemnione. W 2008 r. było 23 uczniów. W 2012 r. jest już ich 530. Według szacunków w przyszłym roku ta liczba się podwoi.

Placówki, które podpisują umowy z koncernami nie mają problemów z naborem kandydatów. W niektórych, jak np. w warszawskim Zespole Szkół Samochodowych nr 2, jest po dwóch kandydatów na miejsce. Popularność można wytłumaczyć tym, że większość jej absolwentów nie ma problemów ze znalezieniem pracy. Najlepsi dostają posady w zakładach Mana, serwisach Mercedesa, Toyoty czy Suzuki. Absolwenci klasy pod patronatem Mana dostają nie tylko dwujęzyczne dyplomy, ale i certyfikaty, które są honorowane przez przedsiębiorców za Odrą.

Popularność niemieckich klas łatwo wytłumaczyć też różnicą w zarobkach. Stażysta w fabryce Opla w Niemczech zarabia 2,5 tys. euro (według szacunków Deutsche Welle polski pracownik "wypożyczony" z Gliwic do Opla w Niemczech zarabia 700 euro plus 42 euro diety za każdy dzień). W Polsce po zawodówce zarabia się średnio 2 tys. zł.

Niemcy starannie dobierają przyszłe kadry. Z pierwszego rocznika, który naukę zaczął w 2008 r., dyplomy dostało 14 z 23 uczniów. W tym roku certyfikatami mogło pochwalić się tylko 8. Spory odsiew jest też w Zespole Szkół Mechanicznych w Gdyni, gdzie Man otworzył kolejną autorską klasę.

Nie wszystkim uczniom udaje się również skończyć szkołę zawodową w Swarzędzu, która działa pod patronatem Volkswagena. Kształci m.in. mechaników, monterów, odlewników i elektromonterów. Uczniowie mają nie tylko lekcje niemieckiego, lecz i praktyki zawodowe na sprzęcie w zakładowych warsztatach. Wszyscy absolwenci mają gwarancję pracy w koncernie, pod warunkiem że zdadzą egzamin praktyczny.

Gimnazjaliści chętnie wybierają szkoły pod patronatem niemieckich firm, bo te nie tylko gwarantują im pracę, ale niektóre nawet opłacają naukę. Po 400 - 600 zł płacą uczniom Bosch, Siemens i Vattenffal. Rekordzistą jest koncern Hearing, który w Piotrkowie Trybunalskim produkuje podzespoły do samochodów. Tam uczniowie, którzy uczą się zawodu w przyzakładowych warsztatach, dostają po 1500 zł brutto miesięcznie. Chętnych jest tak wielu, że firma, która do tej pory podpisywała umowy o współpracy ze szkołą w Piotrkowie Trybunalskim, podjęła decyzję o budowie własnej. Hearing chce co roku przyjmować ok. 40 osób, które po trzech latach nauki będą mogły podjąć pracę nie tylko w Polsce, lecz także w zakładach firmy w Niemczech lub Chinach.

Przykłady współpracy dużych polskich firm ze szkołami zawodowymi można policzyć na palcach jednej ręki. - Bardziej skłonne do współdziałania są te małe i zakłady rzemieślnicze, które organizują praktyki dla uczniów i często zatrudniają ich po zakończeniu nauki - mówi Monika Zakrzewska, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan".

Popularność niemieckich klas łatwo wytłumaczyć różnicą w zarobkach

Zawodówki uratowały RFN

Niemcy są wyjątkiem na tle Europy. Bezrobocie wśród młodych ludzi spada tu konsekwentnie od 2007 r. Bez pracy jest za Odrą mniej niż co dziesiąty młody człowiek między 15. a 24. rokiem życia. Lepiej na Starym Kontynencie jest tylko w Austrii, Holandii i Szwajcarii. Tajemnica niemieckiego sukcesu tkwi nie tylko w relatywnie dobrej kondycji niemieckiej gospodarki, która w recesję wpadła tylko w roku 2009. Ważną przyczyną jest też system szkolenia zawodowego. Jest on zróżnicowany w zależności od landu, ale co do zasady dość szybko dzieli uczniów na tych, którzy idą w kierunku uniwersyteckim, od tych, z których większy pożytek będzie w branżach zawodowych takich jak mechanik, stolarz czy fryzjerka. Rafał Woś

@RY1@i02/2012/192/i02.2012.192.00000030b.803.jpg@RY2@

Ambasada RFN

Absolwenci dualnego systemu kształcenia odbierali w zeszłym tygodniu dyplomy w ambasadzie Niemiec

Ewa Wesołowska

ewa.wesolowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.