Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Duch minister Hall sieje analfabetyzm

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Zdaniem ekspertów zanim zreformuje się licea, najpierw trzeba nauczyć młodzież samodzielnego myślenia

Wchodząca do liceów reforma autorstwa Katarzyny Hall może obniżyć poziom wykształcenia uczniów - uważają środowiska naukowe i wielu nauczycieli. Ich zdaniem z planów lekcyjnych licealistów zniknie zbyt wiele godzin przedmiotów na poziomie podstawowym.

Zmiany zakładają, że uczniowie już na początku liceum będą wybierali specjalizację - humanistyczną albo ścisłą. - Problem w tym, że to rozwiązanie dobre tylko w przypadku tych uczniów, którzy już w gimnazjum wiedzą, co chcą robić w życiu, i są w stanie wybrać przedmioty, które będą zdawać na maturze. A więc mają już wybrany kierunek studiów, na które egzaminem wstępnym jest matura - mówi Wiesław Włodarski, dyrektor LO im. Ruy-Barbosy w Warszawie i szef Stowarzyszenia Dyrektorów Szkół Średnich. Dodaje, że w takiej sytuacji jest znikomy procent gimnazjalistów. Bywa, że nawet licealiści w klasach maturalnych jeszcze nie wiedzą, co chcą robić w życiu - tuż przed maturą zmieniają przedmioty, z których będą zdawać egzamin.

- Reforma była wzorowana na modelu anglosaskim. Tam jednak młodzi ludzie od najmłodszych lat uczeni są dokonywania samodzielnych wyborów, podczas gdy polscy uczniowie są przyzwyczajeni do prowadzenia za rękę. Zmiana mentalności wymaga czasu - argumentuje Włodarski. Zgadza się z nim historyk Ireneusz Wywiał. - W Finlandii, która ma jedne z najlepszych na świecie wyniki w nauczaniu, zmiany modelu kształcenia trwały kilkanaście lat - mówi.

Zdaniem ekspertów zawężenie nauki podstawowej i nauka poszerzona tylko w wybranych przedmiotach odbiją się na uczniach. - Planowana przedwczesna specjalizacja doprowadzi do praktycznego analfabetyzmu w dziedzinie biologii, fizyki, chemii, geografii większości maturzystów, a pozostałych do analfabetyzmu w dziedzinie historii - apelowało do MEN Towarzystwo Fizyczne jeszcze na etapie przygotowań reformy. Argumentowało, że kolejne zmniejszanie liczby godzin przeznaczonych na fizykę nie będzie skompensowane wprowadzeniem przyrody, w nauczaniu której należałoby najpierw wyszkolić nauczycieli, żeby nie ograniczało się do powierzchownego omawiania modnych tematów. Skąd tak ostre stanowisko?

Zgodnie z nową reformą ci, którzy nie wybiorą rozszerzenia ścisłego, będą skazani na naukę w ramach bloku przyroda. To jednak zdaniem nauczycieli zbiór michałków, czyli ciekawostek przyrodniczych. Licealiści będą się uczyć m.in. o urodzie, o dylematach moralnych w nauce czy też o różnych ekstremalnych zjawiskach przyrodniczych.

Ponadto autorzy nowej podstawy programowej chcą, aby nauka była mocno poparta doświadczeniami osobiście dokonywanymi przez uczniów. Problem w tym, że trudno je wykonywać w kilkudziesięcioosobowej klasie. - A przepisy nakazują dzielenie klas tylko wtedy, kiedy ich liczebność przekracza 30 osób. W innych przypadkach dyrekcja nie chce się na to zgadzać, bo to zbyt kosztowne - mówi nauczycielka fizyki w jednym z warszawskich liceów.

Niektórzy twierdzą, że głównym celem nowej reformy są oszczędności. Już wiadomo, że wielu fizyków, chemików czy historyków przez mniejszy wymiar godzin straci pracę lub część etatu. To zaś oznacza mniejsze wydatki dla samorządów.

Jednak nie wszyscy krytykują zmiany. Po stronie resortu staje także część nauczycieli. Twierdzą, że wybór przedmiotu rozszerzonego będzie gwarantował naprawdę dobry poziom jego nauki. - Poza tym może reforma nauczy młodych ludzi podejmować dojrzałe wybory - kwituje Wiesław Włodarski.

Artur Grabek

Klara Klinger

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.