Dobre zachowanie dzieci i młodzieży pod okiem nauczyciela i kamery
Najgorzej jest w toaletach, szatniach i na boiskach. Poza nimi szkoła to bezpieczne miejsce. Taką opinię miało ponad 91 proc. pytanych uczniów
Zdaniem ankietowanych uczniów z terenu Warszawy i Mazowsza (w roku szkolnym 2011/2012) ich poczucie bezpieczeństwa na terenie szkoły jest duże, a jego poziom, nawet jeśli nie wzrasta, to na pewno też nie maleje. Jednak zapewnienie go uczniom także w miejscach wskazanych jako najbardziej newralgiczne pod tym względem - na boiskach oraz w szatniach i w toaletach - jest sporym wyzwaniem.
Kwestie bezpieczeństwa obserwowane są przez kuratoria oświaty. W momencie stwierdzenia jakichkolwiek nieprawidłowości i nieprzestrzegania przez szkołę obowiązujących przepisów wydawane są odpowiednie zalecenia. Dyrektor szkoły ma obowiązek zastosować się do nich w określonym terminie, podanym w danej kontroli. Zazwyczaj dzieje się to przy okazji sprawdzania lub ewaluacji, przeprowadzanych w ramach nadzoru pedagogicznego.
- Kuratorium nie nadzoruje bezpośrednio pracy nauczycieli ani też bezpośrednio nie odpowiada za bezpieczeństwo uczniów w szkole - mówi Andrzej Kulmatycki z Kuratorium Oświaty w Warszawie. - To jest zadanie dyrektora szkoły, który realizuje je, współpracując z nauczycielami. Oni bowiem także zobowiązani są do tego, by dbać o bezpieczeństwo ucznia.
Obowiązek ten jest wyraźnie zapisany w kilku aktach prawnych, m.in. w ustawie z 7 września 1991 r. o systemie oświaty (t.j. Dz.U. z 2004 r. nr 256, poz. 2572 z późn. zm.) oraz w rozporządzeniu ministra edukacji narodowej z 31 grudnia 2002 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny w publicznych i niepublicznych szkołach (Dz.U. z 2003 r. nr 6, poz. 69 z późn. zm.).
Monitoring tak, ale przy okazji
Szkoły w Polsce w większości mają już wprawdzie monitoring, jednak do kontrolowania bezpieczeństwa kamery wykorzystywane się niejako przy okazji. Najczęściej bowiem instalowane są one po to, żeby strzec majątku i wyposażenia szkoły.
- W ramach rozmaitych dotacji unijnych szkoły zostały doposażone w nowy, nowoczesny i często bardzo drogi sprzęt - mówi Marzena Kempińska, starosta świecki. - Mamy go sporo, więc monitoring służy przede wszystkim ochronie tego mienia. Przy okazji, oczywiście, pomaga w zapewnieniu bezpieczeństwa ludzi. Jednak akurat w tej kwestii podstawą jest respektowanie regulaminu szkoły. Tam bowiem zwykle dość precyzyjnie opisane są wszelkie możliwe procedury oraz konieczne zachowania w określonych sytuacjach. Wystarczy tego przestrzegać, a wiele spraw postrzeganych jako poważne w ogóle przestanie być problemami.
Obecność pedagoga
Jeśli na boiskach i w szatniach można zdać się w pewnym stopniu na kamery, to przecież w łazienkach i w toaletach nie bardzo. Jedynym więc skutecznym sposobem jest tu obecność nauczycieli, którzy dyżurując w pobliżu, nadzorują, czy nic złego się nie dzieje. Odpowiedzialność za to spada przede wszystkim na dyrektorów szkół, których kompetencją jest ustalanie siatki dyżurów nauczycieli podczas przerw między lekcjami oraz wyznaczanie, kto, gdzie i kiedy miałby je pełnić.
- Nauczyciele muszą być obecni i widoczni na terenie szkoły także podczas przerw między lekcjami, dyżurując zarówno na korytarzach wewnątrz budynku, jak i na zewnątrz - uważa Marzena Kempińska. - To jest najważniejsze z punktu widzenia bezpieczeństwa uczniów.
Problem wewnątrz
W przypadku możliwych zagrożeń wewnętrznych najważniejsza jest dobra diagnoza. I wychowawca, który wie o swoim uczniu wiele.
- Sytuacje, że dzieci dokuczają sobie nawzajem, zdarzają się wszędzie na świecie - mówi Marzena Kempińska. - Jednak stosunkowo nietrudno można sobie z tym poradzić, jeżeli szkoła jest dobrze prowadzona i każdy może tam liczyć na wsparcie ze strony pedagoga szkolnego, a w trudniejszych przypadkach także poradni psychologiczno-pedagogicznych. Trzeba też zwrócić uwagę, że problem ten inaczej wygląda w szkole podstawowej, a inaczej w ponadgimnazjalnej czy średniej. Tam, gdzie młodzież jest bardziej dorosła, podobne incydenty, jeżeli się zdarzają, mają już zupełnie inny wymiar.
- Zagrożenia typowe, takie jak bójki w szkole czy problemy w relacjach uczeń nauczyciel, u nas w ogóle nie są problemem - twierdzi Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz. - Szkoła ma na to swoje metody i one w dużej mierze są skuteczne. Także nauczyciele zwykle są do tego nieźle przygotowani. Wsparciem dla nich jest tu także system edukacyjny i wychowawczy, który przecież funkcjonuje i ma swoje bardzo długie tradycje. Trudno jest zaś poradzić sobie z zagrożeniami przychodzącymi do szkoły z zewnątrz.
Zagrożenia z zewnątrz
Jeśli pojawia się jakieś zagrożenie z zewnątrz, to dyrektorzy szkół radzą sobie z tym, stosując określone procedury. Zwykle już znacznie wcześniej są one opracowane, przećwiczone i znane wszystkim pracownikom szkoły. Zgodnie z nimi podejmowane są kolejne działania przewidziane dla konkretnych sytuacji. Najczęściej pierwszym z nich jest skontaktowanie się z policją lub strażą miejską.
- Najtrudniej jest w szkołach największych, zwłaszcza tych liczących około tysiąca uczniów - uważa Marek Olszewski. - Szczególnie w pobliżu takich właśnie placówek kręcą się np. handlarze narkotyków, środków odurzających i rozmaitych używek. To jest problem, który dotyka większość szkół, zwłaszcza w dużych miastach. Jednak do tej pory nikt sobie z nim nie poradził. Nie ma na to żadnego dobrego sposobu.
Żeby łatwiej sobie z tym poradzić, szkoły realizują rozmaite programy profilaktyczne. Najczęściej dotyczą one spraw, z którymi w danej placówce czy środowisku jest najwięcej problemów i są one najpoważniejsze. Pomaga to diagnozować sytuację, ale ma też w sobie określone elementy naprawcze.
Wiele zależy od typu szkoły, ale też od miejsca na mapie. Najtrudniej jest w wielkich miastach, gdzie uczeń jest bardziej anonimowy niż gdzie indziej. Często też w szkole zachowuje się zupełnie inaczej niż w domu. Podobnie jest w gminach położonych wokół większych miast i bezpośrednio z nimi sąsiadujących.
Jak w domu
- My w ogóle nie mamy problemu z bezpieczeństwem w szkołach - zapewnia Marzena Kempińska. - Funkcjonujemy w małym środowisku, a nasze szkoły nie są liczne. To są placówki, do których uczęszcza nie więcej niż 500-600 uczniów. Ludzie się tu znają i każdy uczeń jest rozpoznawalny.
Także w szkołach wiejskich, które są na ogół placówkami mniejszymi, poziom poczucia bezpieczeństwa jest dość wysoki.
- W małych wsiach rolniczych nie ma problemów z bezpieczeństwem w szkołach - mówi Marek Olszewski. - Oczywiście, nie można powiedzieć, że jest bardzo dobrze. Szkoły wiejskie nie są bowiem jakimiś enklawami i nie są wyłączone z rzeczywistości. Zagrożenie narkotykami jest wprawdzie niewielkie, ale też istnieje.
Właśnie z tego powodu na terenie gminy Lubicz uruchomiona została szkoła dla rodziców, w ramach której organizowane są ich spotkania z pedagogami, psychologami, terapeutami i policjantami, dotyczące zarówno zachowań dzieci, jak i potencjalnych oraz rzeczywistych zagrożeń, jakie na nie czyhają.
Jednak akurat w tych placówkach zagrożeń z zewnątrz jest zdecydowanie mniej niż w ośrodkach miejskich. Jeżeli już, to wynikają one z relacji pomiędzy uczniami. Także rodzaj zagrożeń jest tu inny. Większość problemów bierze się z biedy oraz rozmaitych patologii rodzinnych, np. alkoholizmu. To są powody zaburzeń zachowania dzieci, które przekładają się także na relacje między nimi.
@RY1@i02/2013/171/i02.2013.171.08800030a.803.jpg@RY2@
Nieszczęścia w liczbach
Alicja Wejner
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu