Poproś, a dostaniesz się na Oksford
Są młodzi, ambitni, ukończyli albo właśnie kończą elitarne zachodnie uczelnie. Teraz chcą pomóc młodym Polakom, którzy zamierzają iść w ich ślady
Zasada jest prosta: na obczyźnie rodaków lepiej unikać. Bo nikt tak jak Polak Polakowi życia nie utrudni. Legendy o tym, jak ci, którzy na emigracji są dłużej, starają się wykorzystać nowicjuszy przybyłych przed chwilą do Londynu, Paryża czy Nowego Jorku, krążą od lat. Ale najlepszym znakiem tego, że coś się zmienia, jest niedawno powstała organizacja The Kings Foundation. - Chcemy pomóc w edukacji światowej klasy liderów biznesowych, naukowych i politycznych. Ułatwiamy dostęp do najwyższej jakości edukacji i oferujemy pomoc merytoryczną w procesie aplikacyjnym na najlepsze uczelnie na świecie - mówi Zuzanna Lewandowska, wiceprezes fundacji.
Skąd pomysł na takie działanie? Z frustracji. I Lewandowska, i prezes fundacji Maciej Michalski studiowali w Wielkiej Brytanii. Wspominają, że najcięższe było zdobycie wiedzy na temat, jak się dostać na tamtejsze uczelnie. I nie chodzi tu o złożenie aplikacji czy napisanie CV, ale o stworzenie takiego listu motywacyjnego czy takiego poprowadzenia rozmowy kwalifikacyjnej, które by przedstawicieli elitarnej szkoły dosłownie powaliło na kolana. Chodzi też o samą świadomość, że można i warto studiować w miejscach, które cieszą się szacunkiem na całym świecie. - Gdy sama wybierałam kierunek studiów, nie miałam żadnego wsparcia - opowiada wiceprezes TKF i dodaje, że dziś, gdy wykształcenie wyższe ma co czwarty Polak - jego jakość jest tym bardziej istotna.
Ważne szerokie horyzonty
Dlatego ambasadorowie The Kings Foundation, czyli obecni studenci najlepszych uczelni (m.in. Oksfordu, Cambridge, Yale i London School of Economics), pomagają w przygotowaniu do aplikowania licealistom, a nawet gimnazjalistom. By dostać się na amerykańskie uczelnie, warto już w tak młodym wieku myśleć o egzaminach i umiejętnościach, które trzeba zdobyć. Jak to wygląda w praktyce? Załóżmy, że jesteś, czytelniku, licealistą z Łodzi, wolisz rośliny od ludzi i dlatego chcesz iść na biologię w Oksfordzie. Ambasador fundacji z tej uczelni, który w idealnym przypadku również studiuje biologię (a jeśli to niemożliwe - kierunek pokrewny), może ci opowiedzieć: na co zwrócić szczególną uwagę podczas aplikacji, przeczytać twój list motywacyjny i dać wskazówki, co w nim zmienić, poćwiczyć z tobą rozmowy egzaminacyjne. Może też doradzić - choćby to, że dwa mniej znane brytyjskie uniwersytety wykładają biologię na równie wysokim poziomie co Oksford, a nieco łatwiej jest się na nie dostać.
Z kolei w Stanach Zjednoczonych bardzo ważne w czasie rekrutacji jest zaprezentowanie szerokich horyzontów. A z tym młodzi Polacy radzą sobie słabo. Dowodem mogą być nieformalne rozmowy, które przeprowadziła w naszym kraju Amerykanka, absolwentka Uniwersytetu Pensylwanii, który należy do Ivy League (Liga Bluszczowa, czyli osiem najbardziej prestiżowych prywatnych uczelni USA - red.). Rozmawiała ona z piątką młodych ludzi, którzy składali papiery na Penn (potoczna nazwa Uniwersytetu Pensylwanii). Choć jej zdaniem były to osoby bardzo utalentowane (jedna z nastolatek napisała książkę), to żadna z nich na tę amerykańską uczelnię by się nie dostała. Swoich zalet nie potrafiły zaprezentować na tyle dobrze, by przekonać do siebie rekrutujących. Właśnie w tym mają pomagać ambasadorzy.
Za to jeśli już uda ci się dostać na ten wymarzony kierunek, po przyjeździe na miejsce kilka praktycznych rad zawsze ułatwia życie. Gdzie kupić tańszy chleb, gdzie w środy są najgłośniejsze imprezy czy wreszcie, w której bibliotece najlepszy księgozbiór. Rzeczy, które dla doświadczonej braci studenckiej są oczywistością, dla żółtodzioba mogą się wydać czarną magią, za poznanie której będzie musiał zapłacić frycowe. Czasem w postaci straconego czasu, czasem zbyt pochopnie wydanych funtów, dolarów czy euro.
Dziś organizacja pomaga 25 licealistom z całej Polski. Co warto podkreślić - nie pobiera za to żadnych opłat. By móc skorzystać ze wsparcia, trzeba mieć bardzo dobre wyniki w nauce (średnią co najmniej 4,5), ale też wiedzieć, czego się chce, i mieć pomysł na siebie. Nawet jeśli, dajmy na to, język polski i historia nie są twoją najmocniejszą stroną, ale za to masz świetne wyniki z matematyki, fizyki czy chemii, to tak naprawdę biorąc pod uwagę, że twoim językiem wykładowym będzie np. angielski, nie ma to aż tak dużego znaczenia. Na co faktycznie warto zwrócić uwagę, to właśnie doskonała znajomość języka obcego, w którym prowadzone są wykłady na twojej wymarzonej uczelni. I co najważniejsze, ale nie dla wszystkich oczywiste, odezwać się do The Kings Foundation.
Kim są ambasadorzy? Jednym z kilku na Oksfordzie jest Krzysztof, który właśnie robi doktorat z informatyki kwantowej, a poza tym biega w maratonach i jest kapitanem uniwersyteckiej drużyny siatkarskiej. Z kolei o tym, jak uzyskać stypendium na studia ekonomiczne czy finansowe w USA, chętnie opowie ci Magda, która właśnie zrobiła licencjat z ekonomii na Yale. Wolicie jednak Paryż? Nie ma problemu. Skontaktujcie się z Karolem z Katowic, który studiuje prawo gospodarcze na cieszącej się dużą renomą Sciences Po.
Nie trzeba być geniuszem
Pierwszych ambasadorów znaleźliśmy poprzez znajomych, a później wiele osób zgłaszało się do nas samych - opowiada Zuzanna Lewandowska. Choć fundacja działa dopiero kilka miesięcy, ma już ponad 80 ambasadorów na 12 uczelniach. Już za rok takich ośrodków ma być ponad dwadzieścia (nie tylko z USA, Wielkiej Brytanii, lecz także z Azji), a liczba ambasadorów ma wzrosnąć do ponad 120. Część z nich zgłasza się sama, do części organizacja dociera np. poprzez stowarzyszenia polskich studentów. Jednocześnie licealistów, którym The Kings Foundation pomaga, ma być nieco ponad sześćdziesięciu. Wszystko po to, by na jednego z nich przypadało dwóch ambasadorów. To ma pozwolić na to, by dzisiejsi uczniowie faktycznie zostali dobrze przygotowani do studiowania za granicą.
Internetowe komentarze młodych są w sprawie The Kings Foundation podzielone. Część uważa, że to znakomity pomysł, inni sądzą, że jeśli nastolatki same nie potrafią znaleźć tego typu informacji, to znaczy, że nie powinny studiować na tak renomowanych uczelniach. - To inicjatywa jak najbardziej potrzebna. Obecnie w mediach prowadzi się kampanię pod hasłem "Oszukane pokolenia", pokazując, że rozbudzanie aspiracji jest niepoprawne. Że nie ma sensu studiować, że lepiej iść w kierunku kształcenia zawodowego. A przecież to zbyt daleko idące uogólnienie. Studiować warto, tylko trzeba wybrać dobrą uczelnię, która będzie atrybutem sukcesu - uważa Marcin Zarzecki, socjolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, który zajmuje się m.in. badaniem jakości edukacji. - Ci młodzi ludzie dobre wykształcenie widzą jako przepustkę do sukcesu, dlatego chcą w to wdrożyć innych. Polscy abiturienci często za granicą wybierają uczelnie dobre lub bardzo dobre, ale nie najlepsze. Licealiści mają o sobie ograniczone mniemanie, nie widzą w sobie potencjału, myślą, że np. by dostać się na uczelnię z Ivy League, trzeba być geniuszem. A to nieprawda. Trzeba być po prostu utalentowanym - mówi.
I choć na razie Fundacja Królów działa zaledwie kilka miesięcy i boryka się z problemami każdej młodej organizacji pozarządowej (m.in. brakiem zaplecza finansowego czy biurowego), to założenia są takie, że ci, którzy otrzymają pomoc od dzisiejszych ambasadorów i zaczną studia na elitarnych uczelniach, w przyszłości sami będą pomagać kolejnym rocznikom. Trzymajmy za nich kciuki.
@RY1@i02/2013/149/i02.2013.149.000002200.802.jpg@RY2@
AP
Maciej Miłosz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu