Szkoła w niskim standardzie
Polska młodzież w testach sprawdzających wiedzę wypada dobrze. To jednak sukces tylko statystyczny, bo skalę trudności egzaminów dostosowuje się do poziomu gimnazjalistów
Po wprowadzeniu w szkołach testów w 2002 r. samodzielne myślenie zeszło na dalszy plan. Rozpoczynające się dziś egzaminy gimnazjalne potwierdzą po prostu, że Polacy nauczyli się rozwiązywać testy. Jednak niekoniecznie zdobyli wiedzę.
Pytań otwartych - wymagających dowodu na własny sposób myślenia gimnazjalistów - jest zaledwie kilka na blisko setkę zadań. W reszcie zaznacza się tylko poprawną odpowiedź. Przy porównywaniu takich wyników kłopotów nie widać, bo teoretycznie są co roku takie same. Poziom egzaminu jest bowiem dostosowywany (dochodzi do standaryzacji) do wiedzy, którą prezentują uczniowie z danego rocznika. Jeśli jest on gorszy, obniża się wymagania, i odwrotnie.
Jak wynika z analiz prof. Henryka Szaleńca z Instytutu Badań Edukacyjnych, średni poziom umiejętności gimnazjalistów mierzony testem matematyczno-przyrodniczym spada. Wyniki testów z 2010 r. byłyby o wiele gorsze, gdyby bez standaryzacji zostawiono poziom z 2002 r.
By eliminować szablonowość z testów, zmieniono formę pytań na egzaminie gimnazjalnym. Pojawiło się więcej nastawionych na umiejętności wyciągania wniosków, przeprowadzania analiz, a nie popisania się wiedzą pamięciową. Jednak liczbę pytań otwartych zmniejszono, a to z nimi mają największy problem uczniowie. W 2012 r. diagnoza instytutu wykazała, że ponad 80 proc. uczniów otrzymało zero punktów za zadania otwarte z matematyki. Naukowcy z IBE konkludują, że "znaczna część uczniów nie jest przyzwyczajona do sprawdzania, czy podane przez nich rozwiązanie ma sens. Objawiało się to wskazywaniem odpowiedzi wyraźnie sprzecznych z warunkami zadania lub ze zdrowym rozsądkiem".
Ministerstwo stara się udowadniać, że uczniowie są coraz lepiej uczeni. I na dowód pokazują wyniki z międzynarodowych testów PISA. W kategorii czytanie i interpretacja Polska awansowała z pozycji 25. w 2000 r. na 15. w 2009 r. Jak twierdzą przeciwnicy testów, awans to tylko efekt tego, że dzieci otrzaskały się już z formą sprawdzianów. - Kłopot z testami polega na tym, że jest do nich dostosowany cały proces edukacyjny. Pod nie się uczą dzieci - mówi Jacek Strzemieczny z Centrum Edukacji Obywatelskiej.
Pytanie o sens testów zadaje się też za granicą. Amerykańscy naukowcy zaapelowali do Baracka Obamy, by odejść od testowości, bo ich zdaniem nie pokazuje ona realnej wiedzy uczniów. Podobne wnioski płyną z brytyjskiego raportu "Assessment and Teaching of 21st Century Skills", w którym autorzy alarmują, że nauczyciele skupiają się na uczeniu pod testy i nie zachęcają uczniów do szukania samodzielnych odpowiedzi.
@RY1@i02/2013/079/i02.2013.079.000000100.802.jpg@RY2@
Biblioteka kongresu USA, Wojtek jakubowski/kfp/reporter, Dominik sadowski/Agencja gazeta, Pete souza/the white house
Historia światowej testomanii
Klara Klinger
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu