Gamifikacja nauczania, tutoring zamiast wykładu
Zachód testuje nowatorskie podejście do systemu oświaty. W przyszłości podobną drogą podąży także polskie szkolnictwo. Pytanie - z jakim skutkiem
Finlandia zwalnia dzieci z lekcji kaligrafii na rzecz nauki pisania na klawiaturze. Wielka Brytania przymierza się do zlecania prywatnym firmom prowadzenia szkół publicznych. W USA już 10 mln użytkowników korzysta z internetowej platformy edukacyjnej. Na całym świecie oświata przechodzi rewolucyjne zmiany. Wiele z zagranicznych pomysłów jest już testowanych w Polsce. Które z nich mają szansę zrewolucjonizować nasz system edukacji?
Wiadomość sprzed kilku dni, że fińskie szkoły przestaną uczyć ręcznego pisania, obiegła media na całym świecie. Informacja jest jednak nieprecyzyjna. Uczniowie od 2016 r. nadal będą pisać ręcznie, ale zostaną zwolnieni z obowiązku trenowania kaligrafii. Dotychczas była to zmora młodych Finów: kilka pierwszych lat edukacji spędzali z ołówkiem w ręku, uważnie kreśląc litery. Zamiast sztuki pięknego pisania do obowiązków ucznia dojdzie nauka szybkiego maszynopisania. - Płynne pisanie na komputerze to kompetencja bardzo ważna z punktu widzenia całego kraju - oceniła w rozmowie z "Helsinki Times" Minna Harmanen z Narodowej Rady Edukacji.
To, co wywołało dyskusję w Finlandii, powoli staje się standardem także w innych krajach. Amerykańska instytucja odpowiedzialna za standardyzację programów nauczania - Common Core State Standards - już kilka lat temu, podczas aktualizacji wymagań dotyczących umiejętności czytania i pisania, pominęła wymóg nauczania pisma ręcznego. Zamiast tego w standardach znalazł się nakaz, by dziecko potrafiło wystukać tekst na klawiaturze. Na poziomie czwartej klasy szkoły podstawowej powinno na przykład umieć już wypełnić sensowną treścią jedną stronę w edytorze tekstów.
W Polsce co prawda nie ma już lekcji kaligrafii, ale na razie co nie ma również planów, by do podstawy programowej wprowadzić szybkie pisanie na klawiaturze komputera. Zresztą nie ma też do tego warunków; w przeciętnej szkole na jeden komputer przypada ośmiu uczniów, a są placówki, gdzie jest ich powyżej 20. Z analiz Instytutu Badań Edukacyjnych wynika, że nawet jeśli w szkole przybywa dzieci, to komputerów już nie. Są jednak pierwsze jaskółki tego, że kiedyś i u nas pismo maszynowe może nabrać większego znaczenia. Już w przyszłym roku międzynarodowe badania umiejętności piętnastolatków PISA będą przeprowadzane wyłącznie przy użyciu komputera. Warto pamiętać, że w przeszłości to właśnie ten test był jedną z inspiracji dla naszego systemu egzaminów zewnętrznych.
Od przyszłego roku na komputerach zaczną natomiast pracować egzaminatorzy sprawdzający testy gimnazjalne młodych Polaków. To pomysł przeszczepiony wprost z Wielkiej Brytanii. Nauczyciele będą używać spolszczonej wersji tamtejszego programu, by zamiast papierowych arkuszy punktować tylko zeskanowane z nich zadania. Na razie zaczną od testów z matematyki. Tymczasem badacze z IBE - na razie teoretycznie - sprawdzili konsekwencje takiego kroku. Okazało się, że egzaminatorowi łatwiej jest znaleźć błędy w zadaniach rozwiązywanych na komputerze, a zatem statystycznie przyznaje mniej punktów.
Wdrażanie elektroniki do procesu nauczania to coraz silniejsza tendencja. Jak bardzo może być skuteczna, pokazuje system amerykańskiej Khan Academy. To organizacja pozarządowa, która stworzyła portal edukacyjny z nagraniami wykładów, ćwiczeniami interaktywnymi i funkcją monitorowania bieżących postępów zarejestrowanych studentów. W Khan Academy można się uczyć biologii, historii, matematyki czy ekonomii - od zera do poziomu zaawansowanego. Do końca 2013 r. z Khan Academy, z którą nawiązało współpracę także Centrum Fizyki Teoretycznej PAN, skorzystało 10 mln osób z całego świata. System ma upowszechniać edukację zwłaszcza tam, gdzie jest ona trudno dostępna.
W naszym systemie widać pewne kroki także w tym kierunku. W tym roku Ministerstwo Edukacji zaprezentowało projekt e-podręczników do kształcenia ogólnego. Zostały one opracowane na zlecenie resortu i są udostępniane w sieci na zasadzie wolnej licencji. Uczniowie i nauczyciele mogą korzystać z umieszczanych tam zadań, by rozszerzać materiał. E-podręczniki w przyszłości mają obejmować taki sam zakres materiału, jak te tradycyjne. Tyle że mają być ciekawsze, bo interaktywne.
Umieszczone w nich ćwiczenia będą przypominać gry. Gamifikacja to kolejny wyraźny trend w USA. Jedna z publicznych szkół w Nowym Jorku, nazwana Quest to Learn, wprowadziła pionierski program nauczania, m.in. poprzez gry - dzieci nie tylko rozwiązują stawiane w nich problemy, ale przy użyciu narzędzia Gamestar Mechanic projektują własne gry. Program stawia im wyzwania, a uczniowie, rozwiązując je, zdobywają w nagrodę artefakty, które mogą użyć we własnych projektach.
Agnieszka Dziedziczak-Foltyn, socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego, zwraca uwagę także na nowości w edukacji na wyższych uczelniach. - Dużą popularność w pracy ze studentami zdobywają metody wzięte z biznesu, jak coaching czy mentoring. W Polsce nie przyjmują się one jeszcze ze względów instytucjonalnych. Jesteśmy zbyt mało elastyczni - utrzymuje. Mentoring zakłada wytworzenie relacji mistrz-uczeń, zaś coaching to metoda, której celem jest wykorzystanie indywidualnego potencjału każdego ze studentów.
- Podobnie jest w przypadku tutoringu. To brytyjska metoda, która polega na tym, że wykładowca nie uczy całej grupy, ale pracuje z kilkoma studentami. Zaletą jest oczywiście wyższa jakość, wadą - koszty. To ze względu na nie tutoring jeszcze się u nas nie przyjął - dodaje. Ta metoda mogłaby być sposobem na niż demograficzny, choć pewnie głównie w szkolnictwie niepublicznym. Za kilka lat liczba maturzystów zrówna się bowiem z liczbą miejsc na wyższych uczelniach.
Sprawdzając prace na monitorze, nauczyciel znajduje więcej błędów
Anna Wittenberg
ROZMOWA
Prywatyzacja szkół to ślepa uliczka
@RY1@i02/2014/232/i02.2014.232.000001200.803.jpg@RY2@
Fred van Leeuwen szef Education International
Co to jest ukryta prywatyzacja szkoły?
Na całym świecie prywatne firmy próbują czerpać dochody z systemów oświatowych. Nie robią tego jawnie, ale stopniowo są wprowadzane do systemu pod hasłami reformy oświaty. To właśnie jest ukryta prywatyzacja. W wyniku tego procesu szkoły nadal otrzymują subwencje ze środków publicznych, ale realizują cele prywatnych organów. Dobrym przykładem jest to, co dzieje się w Polsce - samorządy przekazują placówki prywatnym podmiotom, które zaczynają prowadzić szkoły. Podobne przykłady możemy znaleźć wszędzie na świecie. W Szwecji niedawno upadła jedna z największych firm prowadzących bezpłatne placówki. Bankructwo spółki odbiło się na uczniach, którzy z dnia na dzień zostali pozbawieni szkoły, do której mogliby uczęszczać.
Co się z nimi stało?
Rachunek musieli zapłacić podatnicy. Państwo przejęło te szkoły i postawiło je na nogi, bo prawo nakazuje, by wszystkie dzieci miały dostęp do edukacji. Chcę zwrócić uwagę, że oddając oświatę w prywatne ręce, państwo musi się liczyć także z takimi przypadkami. To ważna lekcja dla Polski.
Nasze samorządy przekazują prywatnym podmiotom szkoły, które - ich zdaniem - w innym przypadku trzeba by było zamknąć. Na przykład z powodu zbyt małej liczby uczniów.
Samorządy oddają szkoły organizacjom, nie ustalając jasnych standardów, na których podstawie te placówki mają być prowadzone. Narażają się na niebezpieczeństwo, że spadnie w nich poziom nauczania. W przejmowanych przez prywatne podmioty szkołach pensja nauczycieli jest od 30 proc. do 70 proc. niższa niż zatrudnionych w publicznych placówkach. To się musi odbić na jakości.
Dzieci uczące się w Polsce w placówkach niepublicznych mają dużo lepsze wyniki niż te z prowadzonych przez samorządy.
Nie widziałem żadnych badań, które by tego dowodziły.
Nie chodzi o badania, lecz o wyniki ogólnopolskich testów przeprowadzanych na zakończenie szkoły. Dzieci osiągają wyższe wyniki zarówno na poziomie szkoły podstawowej, jak i gimnazjum.
Nauczenie dziecka rozwiązywania testów nie jest trudnym zadaniem, więc wystandaryzowany test niewiele mówi o jakości edukacji. Uczeń może sobie dobrze poradzić z egzaminem, ale nie być dobrze wykształcony. Naukowcy z mojej rodzinnej Holandii prześledzili losy dzieci, które świetnie sobie radziły ze szkolnymi testami. Okazało się, że wydajność tych uczniów na dalszych etapach edukacji nie dość, że nie była już tak imponująca jak na początku, to jeszcze spadła poniżej poziomu dzieci, które miały niższe wyniki z testów. Stąd wniosek, że systemy edukacyjne nie powinny się skupiać wyłącznie na testach.
Nasza minister edukacji uważa, że w niektórych przypadkach prywatyzowanie szkoły jest nieuniknione. Jak to robić, żeby uniknąć negatywnych konsekwencji, o których pan mówi?
Kiedy w prywatnych szkołach finansowanych z publicznych pieniędzy nauczyciele zarabiają mniej, jest niemal pewne, że jakość edukacji spadnie. Należałoby więc postawić firmom czy stowarzyszeniom, które przejmują szkołę, pewne warunki, na przykład co do płac. Publicznych pieniędzy nie można też przekazywać bez zagwarantowania sobie możliwości kontrolowania tego, jak są wydawane. Jeśli budujemy drogę, wpisujemy w warunki przetargu bardzo szczegółowe wymagania. Dlaczego tego samego nie robi się w stosunku do edukacji? Drzwi do nadużyć są tu bardzo szeroko otwarte.
Jakie mogą być konsekwencje?
To droga do katastrofy. Podałem już przykład szkół, które zbankrutowały. To jeszcze można przeżyć. Ale znam szkoły w Holandii, które część przekazywanej im subwencji przestały wykorzystywać na cele edukacyjne. Zamiast tego zaczęły zachowywać się jak instytucje ubezpieczeniowe czy banki - inwestować te pieniądze na giełdzie. Zbankrutowały, kiedy rozpoczął się kryzys finansowy. I znów to podatnik musiał za nie zapłacić rachunek. W efekcie edukacja dzieci, które były pod ich opieką, kosztowała dwukrotnie więcej, niż gdyby pieniądze wykorzystano od razu na edukację publiczną. Edukacja jest jednym z fundamentów państwa, ma wpływ na struktury demokratyczne. Najważniejszym zadaniem każdego demokratycznego rządu jest to, żeby wszyscy obywatele mieli dostęp do edukacji. Zrezygnowanie z nadzoru nad nią mogę porównać tylko do sytuacji, w której kraj bez żadnych warunków outsourcuje system obronny.
Rozmawiała Anna Wittenberg
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu