Dziennik Gazeta Prawana logo

Dramaty nauczyciela

29 czerwca 2018

Spauperyzowani, zdezorientowani, zastraszeni. Te przymiotniki najlepiej teraz określają nastroje środowiska nauczycielskiego. Zgnębieni ludzie szukają zrozumienia. Świadczą o tym telefony i listy do redakcji.

Fragmenty jednego z listów bardzo reprezentatywnego dla tych, które ostatnio otrzymuję, warto przytoczyć dosłownie. Jego autorką jest nauczycielka S.L. z woj. wałbrzyskiego.

"Jestem pod wrażeniem telekonferencji min. Stelmachowskiego. Ten człowiek mówi jak nawiedzony i wciela to w życie. Dzisiaj wyraźnie dał do zrozumienia, że nikt inny tylko on może uzdrowić oświatę. Odejdzie wtedy, gdy dokona gruntownych zmian. Niedobrze się dzieje, gdy następuje tak całkowite oderwanie od rzeczywistości" - pisze Czytelniczka. I dalej: "Już podobnie było, gdy wprowadzono socjalizm i udowadniano, że jest to najlepsza droga do dobrobytu i szczęścia, a lud nie chciał wierzyć".

Telekonferencja była bezpośrednim powodem sięgnięcia po pióro, ale zapewne jest ich znacznie więcej: "Zauważyłam w swoim środowisku regułę - im mniej wiedzy na temat działalności szkoły, tym większa odwaga w stawianiu kategorycznych ocen pracy nauczycieli, a także i zwolnień nauczycieli". Potem już morze goryczy: "Jak można normalnie pracować, gdy brakuje pieniędzy i w szkole, i na chleb. Nie wiem, czy uwierzy w to ktoś z MEN, KOiW lub Delegatury, (...) ile łez wylałam, wiedzą tylko moi synowie, którzy od roku w połowie miesiąca słyszą nieodmiennie: - Nie mam pieniędzy, muszę znów pożyczyć".

Pani S.L. nie ukrywa: "Jestem ogromnie rozgoryczona, bo nie znoszę litości, współczucia. Nie chcę żadnych zapomóg, pomocy finansowej z gminy - chcę tylko normalnej zapłaty za swoją pracę, takiej, żebym mogła przeżyć cały miesiąc bez pożyczania. Pracując 16 lat, nie kupiłam sobie do tej pory encyklopedii, żeby kupić pralkę automatyczną, wzięłam kredyt, teraz zabiera mi pół pensji".

Ludzki dramat, ale i walka o własną godność. Nasza czytelniczka pisze dalej: "I wracam do ministra, który tak się poświęca, aby przekonać nauczycieli, że musi zwalniać. Po to, aby inni dostali podwyżkę. Ciekawe, do jakiej grupy mnie zaliczy - przez duże czy małe "n"? Mam wyższe studia, zawsze pracowałam, nie licząc czasu, teraz byłam za strajkiem, bo jako dyrektor nie mogłam brać czynnego udziału".

Mimo żalu, smutku koniec listu jest taki: "I teraz naiwna rezygnuję z kierowania szkołą, bo walka o własne biologiczne przetrwanie - ciągle upokarzające pożyczanie pieniędzy na życie - zabiera mi całą energię. Dlaczego naiwna? Bo ciągle wierzę, że poprawi się sytuacja finansowa - moja i szkoły".

Podobny stan ducha widać, gdy rozmawia się z nauczycielami. Wielu z nich otwarcie mówi o swym ubóstwie na zebraniach z rodzicami. Wielu, poirytowanych, na lekcjach wypomina uczniom, że za takie pieniądze nie opłaca im się uczyć. Czy trzeba komentować?

(MG)

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.