Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Dostanie Janek elementarz za darmo, ale kto za to zapłaci

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Rozmowa z Ewą Łowkiel, wiceprezydent Gdyni

Co pani, jako samorządowiec, ale i specjalista w dziedzinie oświaty, sądzi o pomyśle rządowym dotyczącym podręcznika dla pierwszoklasistów za 10 czy 15 zł?

Nie ulega wątpliwości, że wydawnictwa przekroczyły granicę przyzwoitości, gdyż 250 zł za tzw. box, czyli podręcznik z kompletem ćwiczeń dla pierwszoklasistów, to cena zbyt wygórowana. Warto podkreślić, że podręczniki, podobnie jak zeszyty ćwiczeń, są również jednorazowe, czyli one także pełnią rolę ćwiczeń. Absurdem jest również dopuszczenie bodajże 15 podręczników do klasy I. Tak bardzo wolny rynek w tej sferze edukacji doprowadził do wynaturzeń. Pomysł bezpłatnego dla rodziców podręcznika jest bardzo dobry, nie oznacza to jednak, że powinien być to tylko jeden podręcznik. Projekt jest niedopracowany, wprowadzany bardzo pospiesznie. Powinien być czas na konsultację z praktykami, gdyż decydujemy o jakości kształcenia najmłodszych dzieci, która bardzo często determinuje efekty na kolejnym etapie edukacyjnym. Zastanawiam się także, w jakiej formie MEN narzuci obowiązek korzystania przez nauczyciela z takiego podręcznika? Jeżeli np. po miesiącu nauki nauczyciel stwierdzi, że te, z których wcześniej korzystał, przynosiły lepszy efekt edukacyjny. Czy w konspiracji z rodzicami nie dojdzie jednak do sytuacji, w której klasa korzystać będzie z dwóch podręczników?

Ale pomysł jednego podręcznika finansowanego przez państwo jest znany w krajach Unii Europejskiej czy w Stanach Zjednoczonych. Może jest to jednak dobry pomysł, skoro sytuacja finansowa rodzin nie jest łatwa?

To wszystko właściwie prawda, ale są też kraje, które nie zdecydowały się na stworzenie jedynie słusznego podręcznika. Zastosowały mechanizm określenia przez państwo ceny, której wydawcy nie wolno przekroczyć.

To wróćmy do pomysłu rządowego. Czy to według pani dobrze, żeby, jak kiedyś, był jeden elementarz dla wszystkich dzieci?

Jak już wiemy, pomysł takiego jedynego słusznego podręcznika jest krytykowany przez sejmowych prawników. Są już głosy, że przepisy są niejasne, pomysł może być niekonstytucyjny. Bo z jednej strony, według nowego pomysłu Ministerstwa Edukacji Narodowej, narzucany jest wybór konkretnego podręcznika, ale z drugiej strony nauczyciel ma prawo wyboru książki czy pakietu, który jest zatwierdzony do użytku, i który według pedagoga jest najlepszy dla ucznia w początkowej fazie nauki. Abstrahując jednak od sporów prawnych, tak naprawdę wszystko zależy od tego, jaki ten nowy podręcznik będzie.

Czy przykładem może być stary elementarz? Może paradoksalnie to on byłby dobry w początkowym etapie nauczania.

Oczywiście jest on dzisiaj już anachroniczny, ale nadal spełnia wiele potrzeb edukacyjnych sześciolatka i, jak sprawdziłam, część rodziców go kupuje. Jaki będzie nowy, czy spełni wymagania nauczycieli, jak trafnie będą w nim dobrane teksty, jak atrakcyjna będzie szata graficzna - nie wiemy. Warto też pamiętać, że w założeniu ma przetrwać do 2015 roku. Będzie własnością szkoły, ma być przekazywany młodszym dzieciom.

A maluch, który za rok pójdzie do szkoły, dostanie książkę z zagiętymi rogami, może poplamioną i nawet pomazaną?

To jest ważny problem. Dzieci, które zaczynają naukę w szkole, powinny mieć piękne, nowe podręczniki. To je nobilituje, zachęca do pracy. W starszych klasach jest to może mniej ważne, ale u sześciolatków pierwsza książka to rzecz święta. Przyznaję, że nie bardzo wyobrażam sobie, patrząc na dobro dziecka, takiego przekazywania podręczników przez dzieci w pierwszych latach nauki. Tym bardziej że podręcznik ten jest wykorzystywany codziennie i prawie na każdych zajęciach. Będzie zabierany do domu. Trudno wyobrazić sobie, jak przetrwa 10 miesięcy codziennego kartkowania! Na pewno warto uczyć dzieci szanowania książek, ale nie mam wątpliwości, że najmłodsze dzieci powinny otrzymywać nowe książki.

Pojawia się jeszcze pytanie dotyczące ćwiczeń. Bo przecież teraz w nowym pomyśle MEN podręcznik, zwłaszcza taki, w którym niczego nie będzie można pisać i wypełniać, nie wystarczy. Więc te koszty książek dla pierwszaków i tak będą wyższe.

Mamy do czynienia ze sprawą wieloaspektową. Być może pojawią się na rynku ćwiczenia kompatybilne z nowym podręcznikiem. Choć wydaje mi się, że czasu na to nie będzie. A przy okazji wydawcy zapewne będą chcieli zrekompensować sobie brak możliwości sprzedaży swojej dotychczasowej oferty, np. tzw. boxów i ceny nowych ćwiczeń mogą wzrosnąć. Jest jeszcze drugi wariant. Mają powstać e-ćwiczenia, które będzie można wydrukować każdemu dziecku. A może w zamyśle, zamiast ćwiczeń, ma być tylko zeszyt, w którym dziecko samo ćwiczy pisanie, a nie rysuje według różnych szlaczków. Niewiadomych w tej sprawie jest wiele, a jest to bardzo istotny aspekt związany z planowaniem pracy przez nauczyciela.

Wykaz podręczników do szkół, które są podlegle samorządom, rodzice pierwszoklasistów dostawali już zazwyczaj w czerwcu. A jak będzie teraz?

Nie wiemy i obawiam się, że nie będziemy wiedzieć w czerwcu. Mamy już połowę lutego. Ministerialna książka dopiero będzie projektowana. Mam obawy, że dotrze ona do szkół w ostatniej chwili, może nawet dopiero po wakacjach. Nikt nie wie, jaki produkt powstanie. Nauczyciele nie wiedzą, do czego się przygotować. Tu znów pojawia się kolejny problem dla nauczycieli: co z ćwiczeniami dla tych sześciolatków, które zaczynają naukę? Przecież ćwiczenia muszą być połączone z tekstem, który jest w podręczniku. Jeżeli nie będzie dostosowanych do tekstów w podręczniku ćwiczeń, to nauczyciele nie będą mieli czasu, by je przygotować. Ale to nie koniec kłopotów. Wydawnictwa, które do tej pory drukowały pakiety dla dzieci z nauczania początkowego, już wdrożyły produkcję podręczników i ćwiczeń. Co z tym wszystkim zrobią?

Czy dla samorządu, który jest organem założycielskim dla szkół, pomysł MEN-u nie oznacza kłopotów finansowych? No i ewentualnie organizacyjnych?

Problemy organizacyjne, zwłaszcza dla nauczycieli będą niewątpliwie. Ale co do finansów też bym nie była taka pewna. Bo wcale nie jest powiedziane, że za podręczniki, które mają być własnością szkół, nie będzie płaciła gmina. Nie mamy informacji w tej sprawie, a przeszłość uczy, że ministerstwo ma doświadczenie w sprawianiu prezentów na koszt samorządów. Niewiadomych jest wiele, dzieci nieuchronnie 1 września z podręcznikiem czy bez przyjdą do szkoły, a przygotowania do organizacji kolejnego roku szkolnego praktycznie rozpoczynamy już teraz.

Nie jest powiedziane, że za podręczniki, które mają być własnością szkół, nie będzie płaciła gmina. Nie mamy informacji w tej sprawie, a przeszłość uczy, że ministerstwo ma doświadczenie w sprawianiu prezentów na koszt samorządów

@RY1@i02/2014/029/i02.2014.029.08800020a.802.jpg@RY2@

FOT. MATERIAŁY PRASOWE

Ewa Łowkiel wiceprezydent Gdyni

Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.