Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Komercjalizacja PAN, czyli mini Amber Gold w nauce

1 lipca 2018

Możliwość dodatkowych dochodów w ramach własnego instytutu była kusząca

Na początku 2013 r. grupa słuchaczy rozpoczęła studia podyplomowe organizowane przez Instytut Nauk Ekonomicznych PAN. Cena - jak na renomowany instytut - była przystępna: 6 tys. zł za dwa semestry na kierunku social media. Część wpłaciła z góry całą kwotę. Innym studia opłacali pracodawcy.

Słuchacze to głównie marketingowcy, rzecznicy prasowi firm i urzędów. - Zajęcia były na początku ciekawe. Prowadzili je znani blogerzy - mówi Marzena Smolińska, jedna ze słuchaczek, która zapłaciła za całe studia z góry.

Kiedy któryś wykładowca się nie spodobał, słuchacze zgłosili zastrzeżenia do organizatorów. Prowadzącego zmieniono. Z czasem jakość zajęć zaczęła się pogarszać. Niektóre z nich odwoływano w ostatniej chwili. - Kiedy skończyło się pierwsze półrocze, instytut przestał się z nami w ogóle kontaktować. Nie wyznaczono nowych terminów zjazdów - mówi inna słuchaczka, Karolina Szymczak.

Dotarł jedynie e-mail o tym, że studia zostały zawieszone, a organizatorzy nie mają na to wpływu. - Nie interesuje mnie, czyja to wina. Zależy mi na odzyskaniu pieniędzy. Ponadto mam ogromny żal, że zmarnowano nasz czas i potraktowano bez szacunku - podkreśla Smolińska.

Pomysł na studia podyplomowe social media powstał w 2012 r. Do kierownika studiów podyplomowych Krzysztofa Adamca zgłosił się były absolwent MBA prowadzonych przez Instytut Nauk Ekonomicznych, doktor z Uniwersytetu Warszawskiego i praktyk marketingu. Przedstawił kilka ofert studiów. Dostał zgodę kierownictwa instytutu, by otworzyć dwoje z nich, m.in. social media. Zatrudniono go jako koordynatora. Umowa została podpisana między INE PAN - reprezentowanym przez ówczesnego dyrektora - a Przemysławem Kołakiem, który wziął na siebie organizację, szukał wykładowców, przygotowywał program. Wykładowcy zawierali umowy z PAN. Dzięki akcji marketingowej zgłosiło się ok. 20 słuchaczy i studia ruszyły. Umowy ze studentami podpisywał dyrektor studiów podyplomowych, a pieniądze spływały na konto PAN.

W maju 2013 r. w Instytucie Nauk Ekonomicznych PAN pojawił się nowy dyrektor prof. Cezary Wójcik. I na podstawie audytu zawiesił studia. Stwierdził, że są prowadzone w nielegalny sposób. - Próbowaliśmy się z nim skontaktować i wyjaśnić sprawę, ale otrzymałem jedynie oficjalne oświadczenie, że sprawa jest badana - mówi Kołak. Organizatorzy apelowali do dyrektora, by jak najszybciej podjął decyzję co do losów studiów, a także żeby dał znać, jak załatwić sprawę ze słuchaczami.

- Dowiedzieliśmy się, że w związku z wynikami audytu sprawa została skierowana do prokuratury - twierdzi Adamiec, który został zwolniony z instytutu. Zarówno on, jak i Przemysław Kołak napisali list protestacyjny do prezesa PAN Michała Kleibera i przesłali go do wiadomości ministra nauki oraz premiera Donalda Tuska.

Nowa dyrekcja utrzymuje, że studia social media nie były prowadzone przez Instytut Nauk Ekonomicznych PAN. - Program tych studiów nie był tworzony w INE PAN, żaden wykładowca z naszego instytutu nie prowadził na nich wykładów, a kwestia ich utworzenia nigdy nie była przedmiotem obrad rady naukowej INE PAN - przekonuje prof. Cezary Wójcik. Dodaje, że studia były prowadzone przez osobę prywatną i jego firmę.

Zapewnia, że po objęciu stanowiska chciał uporządkować sprawy dotyczące instytutu. Okazało się, że przy większości studiów podyplomowych brakuje dokumentacji. A największe braki były właśnie na social media. Jego zdaniem otworzył je pracownik INE PAN bez uprawnień. Dlatego nie można ich traktować jako studiów prowadzonych przez instytut.

Audyt, który przeprowadzono w INE PAN, wykazał, że w instytucie dochodziło do nieprawidłowości. Wykazano braki w dokumentacji, np. niezatwierdzenie kierunku przez radę naukową. W umowach ze studentami była też obietnica, że otrzymają dyplom. Tymczasem na tego rodzaju studiach można otrzymać jedynie świadectwo ukończenia. W audycie nie było zarzutów co do poziomu studiów. Wykazano jednak, że umowa INE PAN z firmą koordynującą studia była niekorzystna dla instytutu. Pojawił się zarzut niegospodarności, a sprawa została skierowana do prokuratury.

Pytany o nią jeden z pracowników INE PAN mówi dosadnie: - Od teraz instytut nie będzie już frymarczył dobrym imieniem swoim i PAN, aby osoby trzecie kręciły lody na godności zacnej państwowej instytucji. Nie będzie też wyłudzał pieniędzy za świadczenia niemożliwe do spełnienia.

Dyrektor Wójcik pytany o to, dlaczego nowa dyrekcja nie kontaktowała się ze słuchaczami, przekonuje, że pierwsze e-maile od nich dostał dopiero w grudniu. Przyznaje jednak, że pieniądze od słuchaczy wpływały na konto instytutu i nadal tam są, więc zamierza jakoś rozwiązać sprawę. - Ponieważ na materiałach i umowach przekazywanych uczestnikom studiów pojawia się logo PAN, podjęte zostały działania wyjaśniające w tej sprawie - mówi Kowalski. I dodaje, że obecnie jest opracowywane rozwiązanie zapewniające uczestnikom ukończenie studiów zgodnie z prawem i w ramach INE PAN.

Dyrekcja rozważała, co zrobić z innymi studiami podyplomowymi, w których też dopatrzono się braków w dokumentacji, w tym MBA. Uznano, że część się zostawi i przywróci zgodność z prawem, bo były organizowane wewnątrz PAN i prowadzone m.in. przez wykładowców instytutu. Tylko w prowadzenie kierunku social media były włączone dwie zewnętrzne firmy.

Studenci są rozżaleni. Przekonują, że nie interesują ich wewnętrzne spory w PAN. Mimo pism kierowanych do różnych osób nikt się z nimi nie skontaktował. Pierwszy odzew nastąpił dopiero po naszej interwencji. - Nie będę chciała kontynuować u nich studiów. U mnie w pracy śmieją się, że to jak sprawa Amber Gold - biorą kasę, obiecując kokosy, a potem zostawiają z niczym - mówi jedna ze słuchaczek. Ona sama otrzymała dofinansowanie z pracy. Najpierw zapłaciła całość, a kiedy przedstawiła fakturę, pracodawca przelał jej 2 tys. zł. Gdy okazało się, że nie otrzyma dyplomu, pojawiła się kwestia zwrotu pieniędzy.

Jeden z pracowników PAN uważa, że cała sprawa to efekt nieudolnego parcia na komercjalizację nauki. Pensje pracowników instytutów PAN są niskie. Przez zakaz wieloetatowości w szkolnictwie wyższym nie mogą oni już dorabiać. Możliwość dodatkowych dochodów w ramach własnego instytutu była kusząca. Dyrekcja, chcąc jak najszybciej otworzyć studia, pomijała wymogi proceduralne. Efekty były dobre - mieli coraz więcej studentów, a w INE pensje uzrosły nawet do 7 tys. zł. Miało być dobrze. I przez chwilę nawet było.

@RY1@i02/2014/012/i02.2014.012.00000030c.802.jpg@RY2@

Bartosz Krupa/East News

Prezes PAN Michał Kleiber

Klara Klinger

klara.klinger@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.