Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Reforma zamiesza w darmowych podręcznikach

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

OŚWIATA MEN będzie musiało zapewnić uczniom siódmych klas książki bez opłat. Albo dostaną te z gimnazjum, albo resort wyda 100 mln zł na nowe

Według planów Ministerstwa Edukacji Narodowej uczniowie, którzy kończą w przyszłym roku szóstą klasę, nie pójdą do gimnazjum. Czeka ich siódma klasa szkoły powszechnej - tak zapowiedziała minister edukacji podczas czerwcowej prezentacji reformy. Od tej pory eksperci oświatowi i nauczyciele prześcigają się w przewidywaniu konsekwencji tego kroku. Tym razem na stronach branżowego "Głosu Nauczycielskiego" pojawiła się sugestia, że jeden rocznik uczniów może w jej wyniku stracić dostęp do darmowych podręczników - to sztandarowy projekt edukacyjny Platformy Obywatelskiej. Do 2017 r. w każdej klasie szkoły podstawowej i gimnazjum podręczniki do kształcenia ogólnego miało finansować państwo. W zamyśle na nowości budżet wykładałby pieniądze co trzy lata - uczniowie dziedziczą po sobie książki.

Czy zatem mogą stracić ten przywilej? Dzieci, które za rok idą do siódmej klasy, w starym trybie szłyby do gimnazjum. Tam dostałyby używane podręczniki, z których wcześniej uczyli się ich koledzy, którzy do gimnazjum poszli w latach 2015 i 2016. Ale że gimnazjum nie ma, a MEN zapowiada nowe programy nauczania, kwestia podręczników staje się niepewna.

Wiceminister edukacji narodowej Teresa Wargocka zapewnia, że w nowym ustroju szkolnym darmowe książki zostaną utrzymane. - W kolejnych latach bezpłatny dostęp do podręczników ma także dotyczyć uczniów realizujących obowiązek szkolny w ośmioletnich szkołach powszechnych, przy czym szczegółowe rozwiązania dotyczące sposobu i zasad wsparcia organów prowadzących szkoły w realizacji tego zadania są obecnie na etapie przygotowywania - odpowiedziała na interpelację posłów PO Teresy Piotrowskiej i Zbigniewa Pawłowicza, którzy zainteresowali się podręcznikami.

MEN nie ma jednak dużego pola manewru - albo pozwoli uczniom korzystać z książek przeznaczonych dla I, a później II klasy gimnazjów, które przekażą im starsi koledzy, albo będzie musiało wypłacić kolejne dotacje na zakup podręczników rok wcześniej, niż początkowo planowano. Po dwóch, a nie trzech latach.

Biorąc pod uwagę, że w 2017 r. do szkół wejdzie liczący ponad 370 tys. uczniów rocznik, a do tej pory na książki w gimnazjum MEN przeznaczało 250 zł za komplet, aby uzupełnić podręczniki do siódmej klasy, trzeba by wydać blisko 100 mln zł. Dodatkowo co roku MEN przeznacza na materiały ćwiczeniowe dotację w wysokości 25 zł na ucznia. Resort zabrania nauczycielom prosić rodziców o składki na dodatkowe książki. Intencją reformy podręcznikowej było to, by ograniczyć wpływy wydawców.

Według CBOS rodzice wydają rocznie na wyprawkę szkolną średnio ponad 800 zł. Większość z tej kwoty stanowił do niedawna zakup podręczników. Rządowy program zostawił w ich kieszeni od 300 do 500 zł. Tyle potrafiły kosztować książki, szczególnie dla najmłodszych uczniów.

Tym razem MEN może także wejść w układ z wydawcami - być może są w stanie przygotować podręczniki taniej lub szybko adaptować te, które dziś przeznaczone są dla gimnazjów. Ci jednak czują się zdezorientowani - choć resort dyskutuje z nimi o książkach, do tej pory nie ma z jego strony jasnego komunikatu w sprawie. Ministerstwo zapowiedziało za to znaczące zmiany w programach nauczania - między innymi więcej godzin historii. Może to oznaczać konieczność wprowadzenia dużych zmian także w książkach.

Posłowie PO w interpelacji zwrócili uwagę na jeszcze jedną okoliczność - przekonywali, że do darmowych podręczników dostęp będzie mieć o jeden rocznik uczniów mniej niż do tej pory. Przez to, że edukacja ogólna skraca się z dziewięciu (sześć lat podstawówki i trzech gimnazjum) do ośmiu lat (szkoła powszechna). Nie wiadomo nic, by dofinansowanie wyprawki szkolnej miało objąć też zerówki przedszkolne - tylko w ten sposób można by dołożyć rok darmowych podręczników.

MEN szykuje także zmiany w książkach dla najmłodszych uczniów. Dziś klasy I-III szkoły podstawowej otrzymują podręczniki przygotowane przez resort. Pracę zaczęła nad nimi minister Joanna Kluzik-Rostkowska. Od września do I klasy pójdzie trzeci rocznik uczniów, który wykorzysta pierwszą część podręcznika "Nasz elementarz". Zgodnie z założeniami poprzedniej minister w czerwcu będzie można je oddać na makulaturę, bo odsłużyły swoje. W przyszłości "Nasz elementarz" nie będzie już jedyną opcją (dziś, jeśli szkoła chce użyć innego podręcznika, musi sama za niego zapłacić).

- Chcemy, aby to szkoły wybierały jeden podręcznik spośród trzech dostępnych. Wśród tych trzech książek znajdą się "Nasz elementarz" czy podręcznik "Nasza szkoła", opracowane i wydane przez MEN. Podręczniki finansowane są i nadal będą z budżetu państwa w formie dotacji - zapewnia Justyna Sadlak z biura prasowego resortu. - Jedno jest pewne, z punktu widzenia rodziców i uczniów nic się nie zmieni. Uczniowie nadal będą dostawać książki - dodaje.

- Nie wiadomo, z których wydawnictw będą te podręczniki ani jak będą wybierane - zauważa Paweł Mazur z Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego. A MEN odpowiada: - Nowe rozwiązania pokażemy jeszcze w wakacje. Wtedy też powiemy, jaki będzie harmonogram wprowadzanych zmian.

@RY1@i02/2016/154/i02.2016.154.000000700.801.jpg@RY2@

Ile kosztował jeden podręcznik MEN

Anna Wittenberg

anna.wittenberg@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.