Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Prawo o szkołach wyższych od nowa. Ustawa 2.0 powinna dawać uczelniom więcej autonomii

22 czerwca 2017

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego kończy prace nad nowymi regulacjami dla uczelni. Jej projekt przedstawi we wrześniu. Zapytaliśmy ekspertów, w jakim stopniu zmienione przepisy powinny ingerować w kształcenie prawników

Bardziej interdyscyplinarnie

@RY1@i02/2017/119/i02.2017.119.11900100k.801.jpg@RY2@

Fot. materiały prasowe

Piotr Müller dyrektor biura ministra w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, członek zespołu przygotowującego projekt nowej ustawy o szkolnictwie wyższym i nauce

Kształcenie prawników we współczesnych realiach powinno mieć o wiele bardziej interdyscyplinarny charakter oraz w większym zakresie uwzględniać kształcenie praktyczne. Wynika to z zachodzących zmian społecznych i technologicznych. Współcześni prawnicy powinni zatem, poza kwestiami związanymi bezpośrednio z zagadnieniami prawnymi, zdobywać wiedzę np. z zakresu psychologii, ekonomii czy poszczególnych obszarów specjalistycznych (branża IT, branża energetyczna itd.). Uzupełnianie wiedzy w tych obszarach powinno być możliwe bezpośrednio w ramach studiów (np. w ramach zajęć do wyboru). Taka szeroka oferta dydaktyczna umożliwiłaby o wiele lepsze przygotowanie do wykonywania zawodu prawnika. Istotnym zagadnieniem, wspomnianym powyżej, jest również kształcenie o charakterze praktycznym, na które należy położyć większy nacisk.

Planowane przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zmiany w regulacjach prawnych dotyczących szkolnictwa wyższego umożliwią swobodne realizowanie studiów o charakterze interdyscyplinarnym. W tym zakresie regulacje prawne będą poszerzały dotychczasową autonomię programową. Zgodnie z planowanymi zmianami to uczelnia - jako całość, a nie pojedyncze wydziały - stanie się podmiotem uprawnień do prowadzenia studiów. Ułatwi to przełamywanie dotychczasowej tendencji zamykania się wyłącznie w swoim obszarze naukowym oraz realizowanie części zajęć w ramach oferty dostępnej aktualnie na innych wydziałach w tej samej uczelni. Jednocześnie planujemy wprowadzenie wymogu kształcenia doktorantów w ramach szkół doktorskich, które będą musiały mieć charakter interdyscyplinarny. I tak np. w przypadku prawników będzie możliwe prowadzenie kształcenia przyszłych doktorów prawa w ramach wspólnych szkół doktorskich np. z ekonomistami, politologami, psychologami czy socjologami, zależnie od modelu, który będzie chciała przyjąć uczelnia. Wymóg interdyscyplinarności w kształceniu doktorów będzie miał charakter obligatoryjny i ma za zadanie przełamywać bariery pomiędzy poszczególnymi dyscyplinami naukowymi oraz zachęcić do prowadzenia interdyscyplinarnych badań naukowych.

Zmienić zasady finansowania studiów

@RY1@i02/2017/119/i02.2017.119.11900100k.802.jpg@RY2@

Fot. kancelaria Gardocki

Marcin Chałupka radca prawny specjalizujący się w prawie szkolnictwa wyższego i awansu naukowego

Kształcenie do zawodów prawniczych opisywano setki, jeśli nie tysiące razy. Pisali o tym prawnicy praktycy, wykładowcy aplikacji, profesorowie. Większość publikacji tych pierwszych i drugich skupiała się na apelowaniu do tych trzecich o większy udział praktyki, a zmniejszenie roli teorii w programie. Spróbuję być oryginalny i powiem: kształcenie prawników podlega tym samym, regulowanym prawem mechanizmom, co kształcenie na innych kierunkach. Jego jakość nie zależy wcale tak bardzo od przepisów ustawy i rozporządzeń o szkolnictwie wyższym, jak od motywacji kadry akademickiej i samych studentów. Na tę motywację student ma dziś wpływ... praktycznie żaden. Niewiele też wskazuje, by w najbliższej przyszłości miał go uzyskać, tym bardziej że świadomość ekonomiczna dużej liczby abiturientów kończy się na poziomie słów "za darmo". Póki zaś student nie płaci za studia z własnej (choć zasilanej kredytem wspieranym przez podatnika) kieszeni, a uczelnia łatwiej pozyskuje środki na wypłaty dla swoich wykładowców od ministra niż z portfela zadowolonych studentów klientów, wpływ na jakość kształcenia mają urzędnicy, akademicy, wizytatorzy i inni kształcący, ale nie kształceni, nie studenci. Ustawa 2.0. nie narusza fundamentów niekorzystnego dla studentów i podatników finansowania studiów.

Student nie może przyjść na uczelnię, mówiąc: chciałbym zarabiać jako prawnik (czy też: chciałbym pomagać ludziom w zmaganiach z urzędami), nauczcie mnie, jak to się robi. A przedstawiciel uczelni przedstawia listę kursów, przedmiotów, ceny, czas, wymagania i wykładowców. Student - jak w supermarkecie - ogląda, porównuje, szuka opinii w sieci, wybiera i płaci. To znaczy może przyjść, może powiedzieć, ale nikt się tym nie przejmie. Student dostanie projekt umowy, ale nie podlega on negocjacjom i nie obejmuje wyników jej realizacji. Dostaje plan zajęć, ale nie może sam sobie ich wszystkich wybierać. Z części zajęć jest zadowolony, z części nie. Ważne, by zajęć było tylko tyle, by starczyło czasu na podjęcie jakiejkolwiek pracy w zawodzie. Bo to tam się go prawdopodobnie dopiero nauczy. Podstawowym celem studiów jest dyplom, bez niego nie ma szans na legalną pracę w zawodzie. Studia zaś to bieg przez przeszkody na drodze do tego dyplomu.

Co prawda od kilku lat uczelnie mają obowiązek wskazywania efektów kształcenia, jednak ich lektura może maturzystę odstręczać. Na przykład absolwent prawa: "ma rozszerzoną wiedzę o charakterze nauk prawnych, ich miejscu w systemie nauk i relacjach do innych nauk, potrafi prawidłowo interpretować i wyjaśniać znaczenia określonych norm prawych oraz wzajemne relacje pomiędzy tymi normami w ujęciu interdyscyplinarnym, sprawnie porusza się w systemie polskiego prawa, wykorzystuje normy poszczególnych dziedzin prawa do samodzielnego rozwiązywania konkretnych problemów; w zależności od własnych zainteresowań (wybranych przedmiotów specjalizacyjnych) rozszerzone umiejętności rozwiązywania skomplikowanych problemów praktycznych z zakresu określonej dziedziny prawa". Nawet jeśli konkretnym efektem jest "posiadanie umiejętności sporządzania podstawowych pism procesowych, przygotowywanie pisemnych analiz i interpretacji konkretnych problemów prawnych, wykorzystując w tym celu zdobytą wiedzę teoretyczną, docierając samodzielnie do różnych źródeł", to rodzi się pytanie: jakich konkretnie? Czy apelacja jest podstawowym pismem? A odwołanie od decyzji administracyjnej? Dzięki takiemu opisowi efektów prawie nikt z maturzystów o nie nie pyta, a więc uczelnie ich nie konkretyzują. Zresztą co robiliby aplikanci, gdyby już studentów uczyć praktyki zawodu? Tak więc popyt na studia prawnicze nie musi wynikać z jakości kształcenia, lecz z postrzeganej nadal jako relatywnie atrakcyjna drogi zawodowej, na którą wejście wymaga dyplomu.

Prawo trzeba lepiej wycenić

@RY1@i02/2017/119/i02.2017.119.11900100k.803.jpg@RY2@

Fot. Jacek Taran

prof. Krystyna Chojnicka w latach 2008-2016 dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego

Kształt Ustawy 2.0 jest przedmiotem dyskusji, a jej ramy wyznaczają projekty, które zwyciężyły w konkursie zorganizowanym przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, również resort nauki ma swoje pomysły. Najczęściej w dyskusji pojawiają się hasła innowacyjności, umiędzynarodowienia badań naukowych (premiowanych wyżej niż kształcenie dużej liczby studentów), praktycznego wdrażania ich wyników, zmian w zarządzaniu i w strukturze uczelni. Prawnicy, przedstawiciele humanistyki i nauk społecznych formułują wobec tego wiele wątpliwości, ale mają także własne problemy. Jaka jest wartość innowacyjności w prawie? Jak nadać charakter międzynarodowy badaniom nad szczegółowymi problemami polskiego prawa? Czy można ograniczyć liczbę studentów, a więc dostępność studiów, jeśli kształcenie nie odbywa się kosztem badań? Jak utrzymać płynność finansową wydziału, skoro zdaniem władz kosztochłonność kształcenia prawniczego tradycyjnie wynosi 1, a więc starcza na model: wykładowca, kreda, tablica, a już zakup bazy internetowej stanowi poważny problem? Jak można starać się o wdrożenie w praktyce wyników prawniczych badań, skoro ostateczny kształt nadają prawu politycy, którzy kierują się doraźnymi celami?

W sytuacji, kiedy o wszystkim decydować mają punkty za artykuły w renomowanych, często pozornie, czasopismach, jak obronić to, co dla prawnika i humanisty stanowi największą wartość - dobrą książkę, monografię naukową? Aby przybliżyć się do realizacji tych standardów, sądzę, że trzeba dbać o poziom teoretyczny, humanistyczny, historyczny i filozoficzny badań naukowych i programów studiów, aby uczynić je bardziej uniwersalnymi, niezależnymi od aktualnej sytuacji, oraz dać przyszłym prawnikom niezawodną wiedzę na temat europejskiej tradycji prawnej, na której w swoim czasie budować mogą nowoczesne ustawodawstwo. Temu służyć powinna także dyskusja dotycząca struktury uczelni - obecnie należy zastanowić się poważnie nad utworzeniem kolegiów i miejscem wydziałów prawa w kolegiach nauk humanistycznych i społecznych.

Uczelnie powinny uczyć kompetencji miękkich

@RY1@i02/2017/119/i02.2017.119.11900100k.804.jpg@RY2@

Fot. materiały prasowe

dr Adam Szot prezes Instytutu Rozwoju Szkolnictwa Wyższego

Regulacje prawne powinny pozostawiać uczelniom jak najszerszą autonomię w zakresie organizacji i realizacji kształcenia na studiach prawniczych. Prawo nie powinno ingerować w sposób kształcenia prawników, ponieważ jest ono zawsze politycznie nacechowane. Kształt studiów prawniczych powinien pozostać w gestii uczelni (publicznych i niepublicznych) - to naturalne mechanizmy powinny determinować wybór dokonywany przez kandydatów na studia, a nie sztywne przepisy. Z jednej bowiem strony dostęp do zawodów prawniczych pozostaje zabezpieczony przez egzaminy wstępne, a następnie kształcenie aplikacyjne. Dzięki temu nie ma ryzyka, iż osoba bez odpowiedniej wiedzy i umiejętności uzyska prawo wykonywania jednej z profesji prawniczych. Z drugiej strony obecnie kandydaci na studia mogą kierować się przy wyborze uczelni wieloma czynnikami, w tym m.in. rankingami zdawalności na aplikacje czy jakości kształcenia.

To, co powinno regulować prawo, jest niezależne od kierunku studiów, a mianowicie obowiązek kształtowana kompetencji miękkich - to jest to, czego współcześnie najczęściej brakuje studentom prawa, a następnie profesjonalnym prawnikom.

Decydować powinien rynek

@RY1@i02/2017/119/i02.2017.119.11900100k.805.jpg@RY2@

Fot. materiały prasowe

prof. Monika Całkiewicz dyrektor kolegium prawa w Akademii Leona Koźmińskiego

Cieszy mnie, że Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wreszcie zdecydowało się przeprowadzić swego rodzaju konsultacje środowiskowe, bo przecież przygotowaniem projektów zajęli się akademicy. Projekty ustawy proponują kilka rozwiązań, które mogą sprzyjać podnoszeniu jakości kształcenia, co jest korzystne dla uczelni, a przede wszystkim dla absolwentów.

Niektóre propozycje mogą budzić wątpliwości. Z punktu widzenia prowadzenia studiów prawniczych najtrudniejsza kwestia to prawo jako kierunek regulowany, a zatem zamawiany przez ministerstwo. Wydaje się, że to rynek najlepiej kształtuje popyt i podaż, a nie plan i centralne zarządzanie. Potwierdza to otwarcie zawodów prawniczych - od kiedy dostęp do aplikacji prawniczych jest łatwiejszy, coraz więcej radców prawnych i adwokatów oferuje swoje usługi. Niektórzy z nich bezskutecznie walczą o klientów, ale ci najlepsi z powodzeniem prowadzą kancelarie prawne.

Szkoda, że nie mówi się nadal o reformie systemu finansowania uczelni. Uczelnie niepubliczne, poprzez swoją innowacyjność, stały się bardzo konkurencyjne wobec publicznych. W moim przekonaniu kandydat na studia powinien mieć wolny wybór, czy chce studiować na uczelni publicznej czy niepublicznej, bez względu na swój status majątkowy. Dzisiaj często zapłata czesnego przekracza możliwości niektórych kandydatów na studia. Akademia Leona Koźmińskiego funduje stypendia dla najlepszych studentów, wiem jednak, że nie wszystkie wyższe szkoły niepubliczne na to stać. Ministerstwo mogłoby zrealizować ten projekt chociażby poprzez przyznawanie bonów edukacyjnych, czyli przekazywanie uczelni (każdej) określonej kwoty na kształcenie studenta. W ten sposób rynek szybko zweryfikowałby, które szkoły wyższe są najlepsze. Wydaje się jednak, że na tak rewolucyjne zmiany nie mamy jeszcze co liczyć.

Ocena przez studentów i autonomia

@RY1@i02/2017/119/i02.2017.119.11900100k.806.jpg@RY2@

Fot. Rafal Siderski

dr hab. Arkadiusz Radwan prezes Instytutu Allerhanda, adwokat, of counsel w Kubas Kos Gałkowski, szef zespołu, który pracował na zlecenie MNiW nad projektem ustawy 2.0.

Ustawa 2.0 powinna poszerzyć autonomię uczelni w zakresie kształtowania treści programowych i formułowania oferty dydaktycznej. Zakres tej autonomii powinien być tym większy, im dana uczelnia - w danej dziedzinie wiedzy - wypada lepiej w ocenie jakości badań i kształcenia. Powinno to dotyczyć wszystkich kierunków studiów, również prawniczych.

Eliminacja bądź rozluźnienie wymogów formalnych, takich jak minima kadrowe, w połączeniu z deregulacją pensum oraz znaczącym podniesieniem wagi oceny przez studentów w systemie zapewnienia jakości kształcenia, powinny doprowadzić do popularyzacji nowych, atrakcyjnych form dydaktycznych, w dużej mierze warsztatowych i seminaryjnych, także w formułach współuczenia, gdzie profesor organizuje kurs np. z udziałem zaproszonych praktyków. Powinno dojść do wykształcenia się mniej liczebnej niż obecnie pełnoetatowej kadry profesorskiej - w pełni zaangażowanej w prowadzenie badań naukowych i dydaktykę - oraz liczniejszej niż obecnie kadry niepełnoetatowej, w tym kontraktowej, rekrutującej się głównie spośród wiodących praktyków. Należy także zwiększać udział profesorów wizytujących (nie tylko zagranicznych, lecz także krajowych, z innych ośrodków).

W zakresie metodyki nauczania akcent powinien zostać przeniesiony na własną pracę studentów - trening argumentacyjny, naukę pisania przez cały okres studiów, a nie jedynie na końcu, przy okazji pracy magisterskiej (której celowość jest zresztą dyskusyjna).

Osobną kwestią jest deregulacja studiów podyplomowych. Ich wartość powinna być pochodną reputacji uczelni - ministerstwo powinno zajmować się jedynie przypadkami nadużyć, zamiast drobiazgowo określać warunki organizowania studiów podyplomowych. Poszerzenie autonomii jest szczególnie pożądane dla studiów podyplomowych typu LLM (magister legum, master of laws) oferowanych w dużej mierze cudzoziemcom. Uczelnie powinny także bardziej autonomicznie określać wymogi stawiane kandydatom do uzyskania stopnia doktora nauk prawnych.

Dydaktyka i badania naukowe powinny iść w parze

@RY1@i02/2017/119/i02.2017.119.11900100k.807.jpg@RY2@

Fot. materiały prasowe

dr Jacek Przygodzki prodziekan ds. studenckich i ogólnych Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego

Środowisko akademickie czeka na ostateczny projekt ustawy o szkolnictwie wyższym. Z perspektywy wydziałów prawa oczekujemy zmian w funkcjonowaniu systemu.

Pierwszą rzeczą jest modyfikacja sposobu przyznawania dotacji podstawowej na działalność dydaktyczną. W zeszłorocznym rozporządzeniu został wprowadzony współczynnik dostępności na poziomie 13 studentów na jednego pracownika. Koncepcja ta nie jest spójna z obecnie obowiązującymi przepisami, np. z rozporządzeniem w sprawie prowadzenia kierunków studiów, które mówi o proporcji do 60 studentów na jednego pracownika na kierunkach społecznych. Sama idea nie jest zła, ale nie powinno się do tego współczynnika wliczać studentów niestacjonarnych, którzy nie mogą i nie korzystają z dotacji dydaktycznej. Takie rozwiązanie dyskryminuje wydziały prawa, jako te nieliczne jednostki, które prowadzą studia niestacjonarne, w stosunku do studiów eksperymentalnych, gdzie trybu zaocznego praktycznie nie ma. Współczynnik ten miał promować jakość nauczania, jednak ta powinna być pielęgnowana przez same uczelnie, pod czujnym okiem Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Ta instytucja powinna być w nowej ustawie wzmocniona, a jej działania winny doprowadzić do weryfikacji na rynku szkół wyższych takich podmiotów, w których poziom prowadzonych zajęć jest żenująco niski, nie ma odpowiedniej bazy naukowo-dydaktycznej, a dyplomy nie mają wartości.

Ministerstwo powinno również surowiej weryfikować wnioski o prowadzenie studiów magisterskich. Moim zdaniem zgoda powinna być wydawana jedynie jednostkom, które prowadzą zweryfikowane oceną parametryczną badania naukowe i posiadającym odpowiednią bazą biblioteczną. Twierdzę, że nie ma dobrej dydaktyki bez dobrych badań naukowych. Tych dwóch sfer nie można rozdzielać.

Od nowej ustawy oczekujemy również autonomii w tworzeniu nowych kierunków studiów. Swoboda daje takim wydziałom, jak wydziały prawa, możliwość korygowania efektów kształcenia w programach nauczania m.in. w wyniku konsultacji ze środowiskiem interesariuszy zewnętrznych. Przy naszym wydziale istnieje prężna rada interesariuszy, z którymi dyskutujemy proponowane zmiany w naszych programach nauczania. Ważnym problemem, na który zwraca uwagę prawnicze środowisko nau kowe, jest kwestia jasnych zasad oceny parametrycznej wydziałów. Uważam, że jednostka powinna wiedzieć, jakie parametry będą uwzględniane w ocenie i ile będą one ważyć. Takie informacje są niezbędne dla prowadzenia właściwej polityki zarządczej przez dziekanów.

Opracowała Urszula Mirowska-Łoskot

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.