Dziennik Gazeta Prawana logo

Oświata będzie się zajmować przede wszystkim sobą. Przynajmniej przez jakiś czas

20 stycznia 2017

@RY1@i02/2017/014/i02.2017.014.18300300e.801.jpg@RY2@

Marek Pleśniar dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty

Przed dyrektorami poważne wyzwanie związane z wdrożeniem reformy. Czy już wzięli się państwo do pracy?

Z goryczą spoglądam wraz z koleżankami i kolegami dyrektorami na czekające nas wyzwania. Chcielibyśmy rozwijać szkoły, a przychodzi nam zarządzać niejednokrotnie masą upadłościową likwidowanych szkół. Przed pracownikami oświaty stoją wielkie wyzwania. I najmniej mam tu na myśli zadania natury edukacyjnej. Ta musi w najbliższych latach zejść na plan dalszy. Będziemy mieć reorganizację, wielkie zwolnienia pracowników. Oświata będzie się przez jakiś czas zajmować przede wszystkim... sobą. Dyrektorzy otrzymają nowe zadania, polegające głównie na kierowaniu reorganizacjami (i likwidacjami) swoich szkół, gaszeniu pożarów społecznych związanych z pewnymi protestami rodziców. Dyrektorzy z OSKKO, jako aktywni w swoich środowiskach, licznie uczestniczą w pracach gminnych zespołów opracowujących plany reorganizacji sieci szkół. Stąd mamy szeroki obraz problemów, jakich nam dostarczy nowe prawo oświatowe, któremu jesteśmy przeciwni.

Przed państwem pilna sprawa: zaprojektowanie sieci szkół. Na co szczególnie trzeba przy tym zwrócić uwagę?

W obliczu zmian wielkości obwodów, liczby dzieci, likwidacji części szkół, zwolnień i przeniesień nauczycieli, zazwyczaj w samorządach przygotowuje się kilka alternatywnych rozwiązań. Typowe pomysły to: zamiana wszystkich gimnazjów w szkoły podstawowe, warianty mieszane, przy czym starannie unika się ujawniania możliwości likwidacji szkół. Nie jest to zadanie teoretyczne - dyrektorzy pracują na "materiale" będącym żywą tkanką - budynkami, uczniami, nauczycielami i pracownikami administracyjnymi. Na "materiale" w postaci własnych placówek - być może przeznaczonymi do likwidacji. Trzeba wybierać między słabymi i mocnymi punktami różnych planów. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Pozornie prosta zmiana charakteru użytkowanego budynku szkolnego owocuje wymianą mebli szkolnych, stosownie do wieku uczniów i typu pracowni, modernizacją toalet itp.

Jakie będą konsekwencje tych zmian?

Nawet nauczyciele nie do końca zdają sobie sprawę, co oznacza zmiana w ich szkołach. Osoby uczące w podstawówkach można pozornie uznać za szczęściarzy - ich szkoły nie będzie się raczej likwidować. Lecz po policzeniu pracowni czy klas w szkole wydłużonej o 2 lata, okaże się, że typowa szkoła mająca 4 równoległe klasy "a", b", "c", "d" przejdzie wstrząs kadrowy. Po zmianie trzeba będzie często zwolnić kilkoro nauczycieli klas początkowych, ich los podzielą nauczyciele przygotowania przedszkolnego. Znikną klasy z literkami "d" i być może "c". Gdzieś przecież trzeba urządzić pracownie dla klas siódmych i ósmych. Co więcej, ławki i krzesła nie będą odpowiednie dla dzieci z klas młodszych. Wróci też, co za tym idzie, zmianowość w klasach i młodszych i starszych. Samorządy nie są bowiem w stanie utrzymać stojących obok siebie 2 szkół podstawowych (dotąd: gimnazjum obok podstawówki). Nie starczy dzieci na dwa budynki, a na jeden jest ich nieco za dużo. Początkowo, aby uniknąć protestów rodziców, będzie się taką nieekonomiczną sytuację utrzymywać, ale pierwsza zima i rachunki za ogrzewanie budynków uzmysłowi wszystkim, z jaką sytuacją ekonomiczną mamy do czynienia. Rachunki za ogrzewanie są największym wydatkiem administracyjnym szkół. Często mamy do czynienia z osiedlowymi molochami z wielkiej płyty lub cegieł, bez termomodernizacji. To w skali roku powoduje koszt rzędu kilkuset tysięcy zł za każdy budynek. Cięcia będą nieuchronne, część budynków trzeba będzie sprzedać.

Dyrektorzy zwracają też uwagę na zjawisko, o którym głośno się nie mówi: reforma jest okazją do likwidacji zbędnych (czyli nieopłacalnych) szkół, które dotąd, ze względu na presję społeczną, trudno było zlikwidować. Zadziała swoisty darwinizm - jest pewne, że wszystkie dotychczasowe szkoły podstawowe i gimnazja nie utrzymają się w postaci szkół podstawowych. Skoro zabraknie po reformie uczniów - nabór po zmianach rozwiąże sytuację w rok, dwa.

Czy samorządy zdołają wyposażyć szkoły na czas?

Powszechnym problemem stanie się od tego roku brak pracowni dla nowych starszych klas szkół podstawowych, sprzętu, mebli etc. Rozmawiałem niedawno z dyrektorem szkoły w dużym mieście. Zastanawiał się, czy będzie miał pracownie, meble, czy i jakie będzie dofinansowanie do pracowni, w końcu, kto otrzyma środki, a dla kogo ich zabraknie.

Nowym rok szkolny to też zmiany dla ucznia. Na co dyrektorzy w tej kwestii muszą zwrócić uwagę?

Nowy rok będzie dla dyrektorów przede wszystkim sprawdzianem umiejętności komunikacyjnych. Trzeba zacząć rozmawiać z rodzicami. Ludzie muszą zrozumieć, co ich czeka, myśleć wspólnie nad minimalizacją strat. I jeszcze jedno, o czym na razie się nie myśli. Funkcjonowanie szkół w kilku budynkach jest trudne. Powstanie pokusa przyspieszenia zmian i zaburzenia płynności ich wdrażania. Wiem z doświadczeń poprzedniej reformy, że już po roku zaczną się naciski samorządu, by dyrektor dyplomatycznie, unikając protestów, nakłonił rodziców i uczniów do przejścia do innych budynków - zgodnie potrzebami codziennej organizacji i trochę mniej zgodnie z potrzebami uczniów.

Do tego wszystkiego związki zawodowe zapowiadają strajki w szkołach. A przecież tak naprawdę to z wami będzie ten spór zbiorowy. Czy nie obawia się pan tego?

Rzadko mamy z nimi do czynienia, ale wiadomo jedno - występuje się w nich przeciw pracodawcy, a w szkole pracodawcą jest dyrektor. A więc z pewnością strajki przeciw rządowej reformie będą strajkami przeciw dyrektorom szkół.

W sporach zbiorowych występuje się przeciw pracodawcy, a w szkole pracodawcą jest dyrektor

Rozmawiał Artur Radwan

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.