Getta edukacyjne trafiły do kosza
Resort spraw wewnętrznych wycofał się z pomysłu, który zdaniem rzecznika praw dziecka mógł zachwiać modelem kształcenia, z którego Polska może być dumna
O tym, czy dziecko z innego kraju powinno uczyć się w publicznej szkole z polskimi uczniami, czy spotykać się z nauczycielem w ośrodku dla uchodźców, miała decydować gmina. Takie przepisy chciał wprowadzić resort spraw wewnętrznych.
- Dyskryminacja, stygmatyzacja, narażanie na stres i traumę - to niektóre z zarzutów, które pojawiły się w opiniach przesłanych do resortu. MSWiA ugięło się i wczoraj poinformowało, że z projektu się wycofa.
O sprawie DGP informował już w lutym. Eksperci, których prosiliśmy o opinie, mówili wprost, że pomysł jest "makabryczny". Teraz przekazali oficjalne opinie wprost do MSWiA. Agencja ds. Uchodźców ONZ (UNHCR) alarmowała, że przepisy są szkodliwe dla dzieci. "Nauczanie domowe" w takim ośrodku może stanowić działanie dyskryminujące dzieci ubiegających się o ochronę międzynarodową, Żyjące w takich ośrodkach. Może to prowadzić´ do ich stygmatyzacji, segregacji i marginalizacji" - stwierdziła UNHCR.
Agencja wskazywała, że przygotowywane przepisy są sprzeczne z polskim prawem oświatowym, które "gwarantuje dzieciom ubiegającym się o azyl dostęp do systemu edukacji na tych samych warunkach, co dzieciom polskim". Podkreślała też, że Polska jest stroną Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, która gwarantuje m.in. prawo do nauki i prawo do niedyskryminacji. Przypomniała wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 2007 r., w którym stwierdzono, że polityka umieszczania romskich dzieci w szkołach specjalnych zamiast w zwykłych doprowadziła do naruszenia zakazu dyskryminacji. Projekt skrytykowało również Stowarzyszenie Interwencji Prawnej (SIP), które miało poważne wątpliwości co do jego zgodności z prawem polskim i międzynarodowym.
UNICEF zaproponował pomoc w szukaniu innych rozwiązań. Wskazywał, że ma 70-letnie doświadczenie w niesieniu pomocy dzieciom znajdującym się w najtrudniejszych sytuacjach, poszkodowanym w wyniku wojen i konfliktów, zmuszonych opuścić swój kraj, przebywających często w obozach dla uchodźców w skrajnych warunkach. I wie, że " najlepsze dla dobra dzieci, tak traumatycznie doświadczonych przez los, jest powrót do normalności i podjęcie nauki wspólnie z rówieśnikami".
Marek Krupiński, dyrektor generalny stowarzyszenia UNICEF, dodał, że nic nie zastąpi dzieciom bezpośredniego kontaktu z rówieśnikami, wspólnej zabawy i możliwości poznania nowych zwyczajów i kultur. A ich odseparowanie w ośrodku dla cudzoziemców i prowadzenie oddzielnego nauczania sprawią, że proces integracji z nowym środowiskiem będzie niemożliwy. - Dla dziecka każdy dzień spędzony w odosobnieniu wiąże się często z niezrozumiałym stresem, który będzie miał negatywny wpływ na jego rozwój - uważa Krupiński.
Rzecznik praw dziecka (RPD) wskazał na "hipokryzję" resortu, który po pierwszych alarmujących sygnałach nie wycofał się z pomysłu, a jedynie zmienił uzasadnienie proponowanych przepisów, wycinając kontrowersyjne argumenty (zniknęły np. fragmenty, że nowe rozwiązanie odciąży "lokalną sieć szkół w sytuacji wzrostu liczby uczniów oraz może zminimalizować negatywne nastawienie lokalnej społeczności"). Zdaniem rzecznika władze lokalne podejmowałyby decyzje, kierując się obawami o narastającą niechęć społeczności do cudzoziemców czy też "przeświadczeniem, że polscy uczniowie niejako ucierpią na skutek obniżonego poziomu nauczania w szkole".
Rzecznik ocenił to jednoznacznie krytycznie. Wskazując, że zarówno Konwencja o Prawach Dziecka, jak i Międzynarodowy Pakt Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych gwarantują prawo do nauki wszystkim niezależnie od ich indywidualnych cech. Rzecznik w ostrych słowach wytyka ministerstwu, że proponowane zmiany prowadziłyby do dyskryminacji dzieci uchodźców, co mogłoby zaburzyć ich rozwój psychofizyczny.
Zdaniem rzecznika takie rozwiązanie byłoby też szkodliwe dla polskich dzieci, dla których wzajemne poznawanie się jest najlepszą metodą walki ze stereotypami, które są pożywką dla wzajemnej niechęci i braku tolerancji.
Podobnie argumentował rzecznik praw obywatelskich. Również MEN nie poparł proponowanych zmian. Anna Zalewska pisała, że nie widzi uzasadnienia do wejścia życie nowych przepisów: po pierwsze, już teraz można przesunąć dzieci - jeżeli byłoby ich za dużo - do innej szkoły niż obwodowa, poza tym placówki mogą opracować zajęcia przygotowawcze dla osób, które nie znają polskiego. Uwag do projektu nie zgłaszały: Ministerstwo Finansów, Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Caritas Polska.
Być może na ministerstwo - które ostatecznie z projektu się wycofało - zadziałał jeszcze jeden argument rzecznika praw dziecka: "Przyjęcie aktu prawnego może prowadzić do zachwiania wartościowego modelu kształcenia, z którego Polska może być dumna". ⒸⓅ
@RY1@i02/2018/067/i02.2018.067.00000050a.801.jpg@RY2@
fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta
Zdaniem rzecznika praw dziecka izolacja byłaby też szkodliwa dla polskich uczniów
Tomasz Żółciak
Klara Klinger
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu